Bank Millenium — 3221 zł, Citibank — 2781 zł, Petrobank (dziś: Nordea Bank) — 324,58 zł, Bank Ochrony Środowiska — 0 zł, Bank Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych — 0 zł.
Oto salda kont bankowych na finiszu długiej, pełnej meandrów działalności warszawskiego Universalu.
Prolog: Rok 1959. Powstaje centrala handlu zagranicznego o bardzo celnej — jak wykaże przyszłość — nazwie. Z latami, w PRL spuchnie w giganta — zachowa monopol na eksport m.in. sprzętu AGD, radioodbiorników, rowerów czy drutu.
Apogeum: Lata 90. Ma udziały w niemal 70 firmach, co rusz którąś kupuje albo sprzedaje. Wartości tych transakcji — w polskiej skali — niebotyczne.
Epilog: Dziś, 5 grudnia Sąd Okręgowy w Warszawie zapewne ostatecznie potwierdzi upadłość konglomeratu, zwanego niegdyś na warszawskiej giełdzie „cesarzem spekulacji”.
Stopnie
Universal. Pionier prywatyzacji. Pierwsza firma karnie usunięta z Giełdy Papierów Wartościowych. Członkowie władz zamieszani w wiele najgłośniejszych afer III Rzeczypospolitej (afera FOZZ i PZU Życie to najbardziej spektakularne przykłady z długiej listy). Pierwsze strony gazet. Dużo i głośno.
Kiedyś. Teraz Universal dogorywa w zupełnej ciszy, bez zainteresowania opinii publicznej. Ludzie, którzy decydowali o jego losach, sznurują usta. Nawet zrozumiałe. „Cesarz” kona w niesławie.
— Kiedy zostałem syndykiem — w maju 2003 r. — zaraz wysłałem do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralnego Biura Śledczego i Prokuratury Krajowej pisma z informacją o orzeczonej upadłości spółki. Zapewniłem też o gotowości udostępnienia wszystkich dokumentów — mówi Daniel Dębecki, syndyk Universalu.
To nie był kaprys ani ostrożność na wyrost. Historię firmy pisały także postępowania policyjne, prokuratorskie i sądowe.
Wolta
Na początku lat 80. Universal — była to wówczas wielka nowość — przekształcił się w spółkę prawa handlowego: 51 proc. udziałów objął Skarb Państwa, resztę — fabryki, których wyroby ta centrala handlu zagranicznego eksportowała.
W połowie dekady prezesem firmy został Dariusz Przywieczerski. Czy przyszedł znikąd? Nie. Pracował w Pagedzie, dwa lata spędził w Komitecie Centralnym PZPR, jakiś czas reprezentował polski handel zagraniczny w Afryce Wschodniej.
Aż do upadłości Universal był już kojarzony z Przywieczerskim. To się nazywa indywidualne piętno. Osobowość. To on doprowadził do jego prywatyzacji — już! — w 1990 roku. Udziały Skarbu Państwa spadły do niecałych 18 proc., a w firmie pojawili się nowi akcjonariusze — m.in. Bank Inicjatyw Gospodarczych (kupił około 11 proc. akcji) i dość tajemnicze brytyjskie spółki: Servepart i Ullman Shore, które odegrały znaczną rolę w dziejach Universalu.
W 1990 r. Dariusza Przywieczerskiego zajmowały nie tylko przygotowania do prywatyzacji firmy. Inną jego aktywność upowszechniła później prokuratura, prowadząc śledztwo w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.
Przypomnijmy: FOZZ powołano w 1989 r., by poufnie wykupywał długi zaciągnięte przez władze PRL na Zachodzie w latach 70. i 80. Organa śledcze szacują, że w latach 1989-90 Skarb Państwa stracił 354 mln zł. Zdaniem prokuratury, pieniądze przywłaszczono lub rozdysponowano niezgodnie z prawem na rzecz wielu spółek.
W procesie FOZZ Dariusz Przywieczerski jest jednym z sześciu oskarżonych. Prokuratura zarzuca mu zagarnięcie na szkodę funduszu (czyli Skarbu Państwa) prawie 1,57 mln USD.
Scenariusz operacji w wersji organów ścigania? Ponad milion dolarów przyniósł obwinionemu czek wystawiony przez Royal Bank of Scotland (w grę wchodziły pieniądze FOZZ, zgromadzone na rachunku firmy Berowne). Ów czek posłużył Przywieczerskiemu na pokrycie kredytu, jaki — należąca do niego — spółka Dukat zaciągnęła w BIG. Tę zaś pożyczkę, jak zeznała podczas procesu FOZZ księgowa Universalu — Lucyna Czajkowska, Dukat miał wykorzystać na zakup akcji prywatyzowanego Universalu.
Inne, kwestionowane w śledztwie sumy (503 tys. dol.) to pożyczki Royal Bank of Scotland dla Przywieczerskiego i dwójki głównych oskarżonych w procesie FOZZ — Grzegorza Żemka (szef funduszu) i Janiny Chim (jego zastępczyni). Zdaniem prokuratury pieniądze te posłużyły całej trójce do założenia w sierpniu 1990 r. spółki Trast. Zabezpieczeniem dla banku były środki funduszu. Pożyczki nie spłacono.
Wyprowadzone z FOZZ pieniądze już od prawie 10 lat próbuje odzyskiwać likwidator funduszu w procesach cywilnych.
— Na przykład od pięciu pozwanych domagamy się 4,5 mln USD. Chodzi o konsekwencje współpracy FOZZ ze spółką Altex. Skutkiem umowy doszło m.in. do udzielenia przez fundusz kredytu (2,5 mln USD) spółce zależnej Altexu — Texalowi. Universal znalazł się wśród pozwanych, gdyż FOZZ przejął na siebie kredyt, którego początkowo Altexowi miał udzielić właśnie Universal. Kredytu — w zdecydowanej większości — nie spłacono — informuje Barbara Wiśniewska, likwidator FOZZ.
Znowu de facto zapłacił fundusz.
Podkreślmy: w niejasne transakcje FOZZ zamieszany był zarówno Universal, jak i jego szef. Ma to odbicie w pracach likwidatora funduszu.
— Jeszcze w 1994 r. wystosowaliśmy przeciw Dariuszowi Przywieczerskiemu pozew o zapłatę 168 tys. dolarów — 1/3 sumy 503 tys. dol. — i wciąż oczekujemy na decyzję sądu I instancji. Ostatnio pełnomocnicy pozwanego wnieśli o przesłuchanie następnego świadka. Ale liczymy na szybkie zakończenie procesu — dodaje Barbara Wiśniewska.
Sploty
Nowym świadkiem ma być Richard Rowe, szef Berowne — agenta finansowego FOZZ (zajmował się skupem długów Polski). Firma często pojawia się w transakcjach funduszu w latach 1989-90. Richard Rowe był dyrektorem nie tylko w Berowne, ale i w... Ullman Shore — spółce, która w tym samym czasie została akcjonariuszem Universalu. Co więcej: 503 tys. USD, o zagarnięcie których oskarżeni są Przywieczerski, Żemek i Chim, miała przekazać im firma Ullman Shore! Notabene: były prezes Universalu nie przyznaje się do winy. W żadnej zresztą sprawie.
Prokuratura weszła w posiadanie dokumentów, w których Ullman Shore pyta tę trójkę, dokąd przesłać pieniądze za rzekome usługi konsultingowe (wedle naszych informacji miało chodzić m.in. o standing ekonomiczny Polski). Piszemy „rzekome”, albowiem prowadzącym śledztwo nie udało się dotrzeć do śladów wykonania pracy.
Co jeszcze wiemy o Ullman Shore? Ano to, że jednym z jej udziałowców była spółka Channel Trust — właściciel wspomnianej już Berowne. Richard Rowe długo (do września 1998 r.) zasiadał zaś w radzie nadzorczej Universalu. Kółko się zamknęło.
Zamieszanie wokół skandalu FOZZ było jednym z ważkich powodów opóźnienia debiutu Universalu na warszawskiej giełdzie. Starania o wejście na parkiet holding rozpoczął w czerwcu 1991 r., a zakończył sukcesem w lipcu 1992 r.
Błyskawicznie Universal zyskał wśród analityków i graczy giełdowych miano „cesarza spekulacji”. Powód? Akcje firmy dynamicznie skakały raz w dół, raz w górę, stając się ulubionym papierem inwestorów liczących na duży, szybki zysk.
Holding kupował wciąż nowe spółki — w końcu miał udziały w ponad 50 podmiotach. W grupie znalazły się m.in. firmy działające w branży metalowej, AGD, przetwórstwa rolno-spożywczego i transportowej. I największy w kraju producent prezerwatyw, biuro maklerskie, towarzystwo funduszy powierniczych...
Taka strategia — początkowo — bardzo się podobała: nabywców znalazły wszystkie nowe akcje, emitowane przez Universal. Tak pozyskane środki służyły zaś firmie do nowych inwestycji. W 1994 r. notowania Universalu na GPW sięgnęły historycznego maksimum — jeden walor wart był 670 tys. starych złotych (67 nowych zł).
Patron
Od debiutu Universalu na parkiecie jej prezes Dariusz Przywieczerski w dużym stopniu kontrolował wydarzenia na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. Jak?
— Proste. Bywało, że on i należące do niego spółki oraz inni członkowie władz firm z grupy kapitałowej Universalu mieli łącznie ponad 10 proc. akcji. To — wraz z głosami dwóch największych akcjonariuszy — brytyjskich firm: Servepartu i Ullman Shore, konsekwentnie popierających Przywieczerskiego — dawało mu przy bardzo rozdrobnionym akcjonariacie pewne zwycięstwo w głosowaniach — mówi ówczesny mniejszościowy akcjonariusz firmy.
I tak mocną pozycję „triumwiratu” utwierdziły jeszcze wydarzenia z WZA Universalu w październiku 1996 r. Wtedy, na wniosek Servepartu i Ullman Shore, walory będące w ich posiadaniu zamieniono z akcji na okaziciela na akcje imienne uprzywilejowane (każda dawała aż 5 głosów!). Brytyjskie firmy w prosty sposób zwiększyły zatem pulę głosów z 1,755 mln do 8,775 mln. To — w praktyce — pozwoliło na przejęcie kontroli nad Universalem. Do 2002 roku na WZA reprezentowanych było bowiem stale około 10 mln głosów.
Według naszych informacji, zasięgniętych w rejestrze spółek Wielkiej Brytanii, firmę Servepart rozwiązano w październiku, a Ullman Shore — w listopadzie 2000 r. Ciekawe.
W ropie
Wśród inwestycji Universalu z lat 90. uwagę przykuwa Bagbud, parający się importem ropy naftowej zza wschodniej granicy. W 1995 r. Universal objął ponad 6 tys. akcji tej firmy, związanej z tzw. aferą Gawriłowa. Pochodzący z byłego ZSRR Siergiej Gawriłow stworzył w Polsce sieć spółek (m.in. Bagbud), które przejęły kontrolę nad Bankiem Powierniczo-Gwarancyjnym. Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego zarzucił akcjonariuszom BPG niechęć poddania się weryfikacji przez Narodowy Bank Polski, złożył też zawiadomienie do prokuratury o naruszaniu przez bank przepisów o praniu brudnych pieniędzy. Zbigniew Siemiątkowski, ówczesny pełnomocnik ds. służb specjalnych, uznał interesy Gawriłowa za przykład prób przejęcia strategicznych sektorów polskiej gospodarki przez kapitał rosyjskich służb specjalnych.
Bagbud i Uniwersal łączy także „unia personalna” w postaci Jerzego Napiórkowskiego, wiceministra finansów z II połowy lat 80., w 1992 r. bohatera tzw. afery karabinowej (Amerykanie aresztowali go pod zarzutem nielegalnej sprzedaży kałasznikowów do Iraku). Napiórkowski — dziś szef Rolimpex Nasiona — po powrocie do kraju pozostawał (lata 1994-1997) dyrektorem generalnym Universalu, będąc jednocześnie szefem rady nadzorczej Bagbudu.
Universal nadal jest właścicielem ponad 6 proc. akcji Bagbudu (od dłuższego czasu w likwidacji).
Chybiony ruch
To było spektakularne posunięcie: w sierpniu 1994 r. Universal objął 20 proc. akcji Polsatu, płacąc 300 mld starych złotych (30 mln nowych złotych).
W 1996 r. prezes Dariusz Przywieczerski, Zygmunt Solorz, właściciel Polsatu i Zbigniew Jakubas, właściciel Multico, złożyli ofertę zakupu akcji Ruchu, największego polskiego dystrybutora prasy. Za 40 proc. walorów oferowali 80 mln USD. Pojawienie się ich propozycji sprawiło, że Ministerstwo Skarbu Państwa unieważniło przetarg prywatyzacyjny. Decyzję tę zaskarżył jeden z oferentów — francuski koncern Hachette. W efekcie do dziś kwestia prywatyzacji Ruchu jest w sądzie, a spółka pozostaje w rękach Skarbu Państwa.
Stosunki Przywieczerskiego z Solorzem znacznie pogorszyły się w 1998 r., kiedy Universal zastawił akcje Polsatu pod kredyt z Powszechnego Banku Kredytowego. Szef Polsatu, nie chcąc dopuścić do przejęcia tego pakietu przez bank bądź innego inwestora, nabył za ponad 80 mln zł obligacje zamienne na akcje Universalu, skupując jednocześnie „normalne” akcje holdingu. Próbował przejąć Universal, by odzyskać akcje Polsatu.
Wkrótce osiągnął swój główny cel, choć inną metodą. Wojnę zakończyła — w maju 1998 r. — transakcja wiązana. Polsat za 120 mln zł odkupił od Universalu swe akcje, a ten połowę uzyskanej kwoty przeznaczył na wykup obligacji — tych w posiadaniu Polsatu.
Symptomy
Zastawienie akcji Polsatu w PBK odzwierciedlało sytuację finansową Universalu. Rozmach, który wcześniej tak podobał się inwestorom, skutkował kłopotami. Lawinowymi.
Od końca 1997 r. (kiedy Raiffeisen Centrobank — dzisiejszy Raiffeisen Bank Polska — zażądał wykupu bonów komercyjnych firmy, wartych 54 mln zł) Universal miał coraz większe trudności z płynnością finansową. Mściły się kompletnie chybione przedsięwzięcia, jak import płytek PCV z Rosji (przepadło 20 mln dolarów) czy handel zbożem (30 mln złotych).
W połowie 1998 r. doszło do kulminacji problemów z płynnością: komornik reprezentujący BRE i BIG Bank Gdański zajął konta firmy, a Raiffeisen złożył w sądzie wniosek o jej upadłość.
Zarząd Universalu nie chciał się jednak poddać i wystąpił do sądu o otwarcie układu z wierzycielami. Plan zakładał redukcję zadłużenia firmy z 339 do 203 mln zł.
Składowi orzekającemu w tej sprawie przewodniczył sędzia Dariusz Czajka, znany z wielu kontrowersyjnych decyzji, wydanych w prowadzonych przez siebie postępowaniach upadłościowych. Przypomnijmy, że na wiosnę 2003 r. — m.in. wskutek publikacji „PB” — zrezygnował on ze stanowiska szefa wydziału upadłościowego stołecznego sądu, a rzecznik dyscyplinarny Krajowej Izby Sądowniczej wszczął w jego sprawie dwa postępowania dyscyplinarne.
W sprawie Universalu Dariusz Czajka przychylił się do postulatu firmy i otworzył postępowanie układowe. To wzbudziło wielką dezaprobatę niektórych wierzycieli. Pełnomocnik Raiffeisena zarzucił sędziemu przekroczenie uprawnień (chodziło m.in. o nazbyt korzystne dla Universalu wnioski — bez opinii biegłych — co do jego kondycji). Pełnomocnik AmerBanku zwracał zaś uwagę, że w 1997 r. pięcioosobowy zarząd Universalu, mimo kiepskich wyników, zainkasował aż 23 mln zł wynagrodzenia. Przewidywał też, że dłużnik nie zrealizuje założeń układu. Rychło okazało się, że miał rację.
Z parkietu
Znacznie mniej wyrozumiała niż sędzia Czajka była dla Universalu Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. W styczniu 1999 r. relegowała firmę z giełdy — za notoryczne łamanie obowiązku informacyjnego: Universal nie przedstawiał inwestorom ważnych dla holdingu zdarzeń. To była pierwsza tak drastyczna decyzja KPWiG.
Już po wykluczeniu Universalu z GPW, sędzia Czajka zatwierdził układ z wierzycielami. Pieniądze na jego realizację miały pochodzić z wyprzedaży majątku spółki. Universal pozbywał się akcji kolejnych firm z portfela: Unimilu (8,9 mln zł), Hefry (5,4 mln zł), Farmfoodu (2,25 mln zł), Unifreeze (2,1 mln zł)...
Sprzedawał też nieruchomości. Najwięcej, bo 60 mln zł, zyskał w marcu 1999 r. z wpłaty za swoją siedzibę w samym centrum Warszawy, tuż przy Domach Towarowych Centrum. Nabywca? Krakowska firma Code, która tego samego dnia sprzedała ją za 84 mln zł Metroprojektowi. Zarówno Code jak i Metroprojekt finansowały zakup pożyczkami z PZU Życie (kierował nim wtedy Grzegorz Wieczerzak).
W trwającym procesie Wieczerzaka na ławie oskarżonych siedzą przedstawiciele wszystkich stron transakcji z marca 1999 r. Universal „reprezentują” Elżbieta Salwerowicz i Tomasz Łukasiewicz, zasiadający wówczas w jego zarządzie. Prokuratura zarzuca im działanie na szkodę własnej spółki. Dotarliśmy do informacji, że beneficjentami pożyczek z PZU Życie były też firmy Ullman Shore i Servepart, czyli akcjonariusze Universalu...
Równia pochyła
Gorączkowa, intensywna wyprzedaż majątku nie pozwoliła spółce przetrwać. Mimo 40-proc. redukcji zadłużenia, Universal nie regulował zobowiązań, stale przynosząc straty (dla przykładu: w ramach grupy w 2000 r. było to 30 mln zł, a w 2001 r. — 42 mln zł).
— Skala działalności handlowej była za mała w stosunku do zobowiązań finansowych. Spółka była już nie do uratowania — zgodnie wypowiadają się Grzegorz Sawicki i Maria Nowacka, szefowie działu handlowego i prokurenci Universalu w latach 2000-02.
Firma nie spłaciła częściowo trzeciej i czwartej oraz w całości piątej raty układu. I zarząd 2 kwietnia 2003 r. sam wniósł o upadłość. Pod koniec maja 2003 r. sąd przychylił się do tego wniosku, stwierdzając jednoznacznie, że spółka nie spłaca długów, a jej majątek nie pozwala na zaspokojenie wierzycieli. Prowadzący sprawę Piotr Zimmerman, następca Dariusza Czajki na fotelu szefa wydziału upadłościowego stołecznego sądu, nie miał żadnych wątpliwości.
Dariusz Przywieczerski, wieloletni prezes, a potem szef rady nadzorczej Universalu — przeciwnie. Najpierw nakłonił prezesa firmy Jana Matykiewicza (powołanego na to stanowisko na kilka dni przed rozprawą), by odwołał się od postanowienia o upadłości, a potem zasypywał sąd pismami, w których skarżył się na działalność syndyka — Daniela Dębeckiego. Ale sędzia Zimmerman bronił poczynań syndyka, podtrzymując też konsekwentnie zasadność upadłości. Być może i dlatego władze Universalu zdecydowały o wycofaniu z sądu wyższej instancji wniosku o jej uchylenie.
Dlatego dzisiejsza rozprawa przed Sądem Okręgowym w Warszawie wydaje się jedynie formalnością: upadłość spółki zapewne pozostanie w mocy.
Finisz
— Długi Universalu to ponad 110 mln zł. Zaspokojenie wierzycieli uzależnione jest głównie od wyjaśnienia statusu warszawskiego biurowca przy ul. Grzybowskiej — mówi Daniel Dębecki.
Prawa do tej nieruchomości rości sobie Bank Pekao SA.
— Swego czasu sprzedaliśmy ją Universalowi. Należność miał spłacić w ratach. Nie spłacił. Dlatego domagamy się wyłączenia tego budynku z masy upadłościowej — mówi Robert Moreń, rzecznik Pekao SA.
Na razie sędzia komisarz nie podzielił zdania banku. Pekao SA się odwołało — sprawa czeka na rozstrzygnięcie sądu wyższej instancji. Jeśli ten przyzna rację bankowcom, pozostali wierzyciele (m.in. BGŻ, Jelfa, BRE, Kredyt Bank i PZU Życie) zostaną na lodzie.
Universal cały czas jest co prawda udziałowcem wielu spółek, ale zdecydowana większość z nich to bankruci bez realnej wartości. Podobnie z należnościami: prawie wszystkie są wierzytelnościami bardzo trudnymi do odzyskania.
— Poza nieruchomością przy ul. Grzybowskiej — jej wartość oszacowano na 34 mln zł — cały pozostały majątek Universalu to zapewne nie więcej niż kilka milionów złotych — nie ukrywa Daniel Dębecki.
Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy lub próbowaliśmy porozmawiać o wzlotach i upadku Universalu, w jednym byli zgodni: tylko wieloletni szef firmy — Dariusz Przywieczerski wie na ten temat wszystko.
Pewnie, że próbowaliśmy do niego dotrzeć. Telefonicznie. Informację, że chcemy z nim porozmawiać pozostawiliśmy także jego synowi, jego pełnomocnikowi prawnemu i w „Trybunie” (wedle Marka Dyducha, sekretarza generalnego SLD — Przywieczerski nadal jest jej właścicielem).
Niestety — bez efektu. Widać nad trumną firmy — „cesarza spekulacji” musi być cicho...
Tylko my pozwoliliśmy sobie na okolicznościową mowę.
