Kto sądził, iż po wtorkowej zbrodni – tak potwornej, że dla jej adekwatnego opisu należałoby chyba sięgnąć do zasobów leksykalnych jakiegoś nieludzkiego języka – ze świecą szukać będzie trzeba chętnych do inwestowania, ten błądził po ścieżkach dalekich od prawdy. Nie nam rozstrzygać, czy stała za tym jakaś, dla maluczkich zupełnie niepojęta, logika wyższego rzędu, czy zwykły autyzm, schizofreniczny brak uczuć lub całkowita atrofia instynktu samozachowawczego. Dość powiedzieć, że nazajutrz, zaraz po uczczeniu tragedii minutą ciszy, niemal wszystkie europejskie rynki zaczęły energicznie odrabiać straty. W czwartek nie bawiono się już w żadne ceregiele. WIG20 od razu poszedł w górę, zaś od 11:30 spokojnie oscylował wokół 1116 pkt1. Przed 13:00 jak grom z jasnego nieba spadła na graczy wiadomość o ataku amerykańskich i brytyjskich samolotów na pozycje w południowym Iraku. Informację zdementowano zanim zdążyli stanowczo zareagować. Ale niepokój pozostał. Do 14:00 wartość obrotu zrealizowanego w toku notowań ciągłych przekroczyła 80 mln zł, a największy w nim udział miał PKN Orlen, Telekomunikacja Polska i Elektrim. Na przygodnych obserwatorach znacznie większe wrażenie zrobiły jednak mniejsze spółki (Agros, CSS, Boryszew), których walory podrożały – odpowiednio – o 7,02%, 6,51% i 5,60%, a wręcz zafascynował – strach, który przez cały czas czaił się w oczach wytrawnych traderów. Mniejsza o Irak. Idzie o – chwilowo zapomnianą – ekonomię (wziętą w najszerszym, globalnym aspekcie). Cóż z tego, że sam dyrektor zarządzający MFW H. Koehler kategorycznie stwierdził, iż terrorystyczny atak na USA będzie miał tylko ograniczony wpływ na światową gospodarkę i system finansowy skoro z tonu komentarzy2 jasno wynika, że wiele innych wpływowych osób i cała ulica nie bardzo mu dowierza.
Andrzej Kupracz, DM BZ WBK