ŁUKASZ LEFANOWICZ prezes Gerda Broker
Rekordowo niski koszt pieniądza nie skłania do korzystania z kredytów i nie spowodował znaczącego wzrostu ich liczby i wartości. Dzieje się tak mimo systematycznie poprawiającej się sytuacji w gospodarce i na rynku pracy. Wstrzemięźliwość przed zadłużaniem się można tłumaczyć na kilka sposobów. W przypadku firm, szczególnie małych i średnich, niechęć do korzystania z kredytu jest już tradycją, a zmiany zachodzą bardzo powoli.
Dzięki ożywieniu gospodarczemu zwiększają się zasoby finansowe przedsiębiorstw, które — jeśli tylko mogą — finansują rozwój z własnych funduszy.
Robią tak także dlatego, że banki wciąż nie otwierają przed nimi szeroko drzwi. Potwierdzają to dane Narodowego Banku Polskiego, z których wynika, że w drugim kwartale 2015 r. banki jedynie w niewielkim stopniu złagodziły kryteria kredytowania przedsiębiorstw ogółem, a w przypadku małych i średnich nieznacznie je zaostrzyły, np. zwiększając marże kredytów. Część banków zapowiada zmniejszenie wymagań, licząc na wzrost popytu na kredyty, ale dotychczas kończyło się jedynie na zapowiedziach i nadziejach. Przedsiębiorcy zaś coraz częściej sięgają po alternatywę, jaką stanowią emisje obligacji.
Sytuacja jest nieco inna w przypadku kredytów mieszkaniowych. Tu banki najbardziej liczyły na zwiększenie kredytowania i jak dotąd tu właśnie spotyka je największy zawód.
Ankietowane przez NBP banki, sygnalizowały w drugim kwartale wyraźny spadek popytu na kredyty hipoteczne. Reakcją na to zjawisko jest łagodzenie warunków finansowania, nie obejmujące jedynie klientów o podwyższonym ryzyku. Spadek zainteresowania klientów tłumaczony jest na dwa sposoby. Po pierwsze, coraz większa liczba osób decyduje się na zakup nieruchomości z własnych funduszy, reagując w ten sposób na bardzo niskie oprocentowanie lokat bankowych. W pierwszych trzech miesiącach 2015 r. wartość udzielonych przez banki kredytów hipotecznych była o prawie 2 proc. niższa niż w ostatnim kwartale 2014 r.
Cały ubiegły rok był najgorszy od wielu lat pod względem kredytów mieszkaniowych.
Bankowcy zwracają uwagę, że koniunktura na rynku kredytów mieszkaniowych nie poprawia się już od pięciu kolejnych kwartałów, a więc tendencja ta ma charakter trwały. Popytu na mieszkania kupowane na kredyt nie zwiększyła wprowadzona w 2014 r. konieczność posiadania 10-procentowego wkładu własnego ani perspektywa jego zwiększenia do 15 proc.
Klientów nie zachęcają też ani uruchomienie rządowego programu wsparcia Mieszkanie dla Młodych, ani liberalizacja zasad korzystania z niego, ani to, że prawdopodobnie tak korzystnych warunków kredytowania w przyszłości nie będzie. Drugim powodem wstrzymywania się z decyzjami o zakupach i ich kredytowaniu może być niejasna sytuacja na rynku nieruchomości. W większości miast — z wyjątkiem Warszawy — ceny są stabilne z lekką tendencją spadkową, ale klienci oczekują na ich obniżkę. Deweloperzy budują na potęgę, ale na razie tej zwiększonej podaży się nie odczuwa.