Rafał Milczarski, prezes LOT-u, twierdzi, że już dziś warszawskie lotnisko jest zapchane, a na przełomie 2019 i 2020 r. będzie zbyt małe, by obsłużyć ruch generowany przez LOT, pozostałych przewoźników, czartery i ruch cargo. Zgadza się z nim Mariusz Szpikowski, dyrektor naczelny PPL, spółki zarządzającej Lotniskiem Chopina.

Kulą w płot
— Już pięć lat temu mówiłem, że przepustowość Chopina jest ograniczona. Mówiono wówczas o poziomie 25, 22 mln pasażerów. Dziś obsługujemy 11 mln i faktycznie w szczycie jesteśmy bardzo blisko granicy — mówi Mariusz Szpikowski.
Dwie krzyżujące się drogi startowe, ograniczenia środowiskowe, w tym limit operacji w ciągu doby (600), ograniczenia operacji nocą, niewystarczająca strefa non-Schengen, niewydolna kontrola graniczna czy niewystarczająca infrastruktura — to grzechy główne warszawskiego portu.
— Dlatego wymyślono duoport. Nie mogą nim jednak być Warszawa i Modlin, nawet jeśli zostałyby połączone koleją i dojazd zająłby 20 minut. Co z bagażem? Jaki pasażer zgodziłby się przejeżdżać z lotniska na lotnisko? — retorycznie pyta Mariusz Szpikowski.
Rozwiązanie tymczasowe
Tylko port centralny pozwoli Polsce utrzymać się na szlaku handlowym, co zagwarantuje rozwój gospodarki.
— Jego powstanie wymaga jednak najpierw decyzji rządu, następnie około trzech lat fazy przygotowawczej, a sama budowa może potrwać kilkanaście lat, choć przyspieszyć ją mogą specustawy pozwalające np. wywłaszczać właścicieli gruntów — szacuje dyrektor naczelny PPL. Choć skończyły się unijne dotacje na porty, to są pieniądze na inwestycje w intermodalność. Lotnisko centralne położone przy skrzyżowaniu autostrad, na szlakach kolejowych, w tym biegnących z portów morskich, mogłoby z nich korzystać. Ze względu na infrastrukturę Modlin nie może stać się lotniskiem centralnym, które — zdaniem szefa PPL-u — powinno leżeć między Łodzią a Warszawą.
— Zanim ono powstanie, jesteśmy skazani na pośrednie rozwiązanie: rozbudowę duoportu. Na inwestycjach na Lotnisku Chopina zyskamy góra
cztery lata. Rozbudowa Modlina jest bardziej racjonalna, ale nie ma sensu bez poprawy dostępności komunikacyjnej. Jako akcjonariusz tego portu nie dam złamanego grosza na inwestycje, dopóki ta sprawa nie zostanie załatwiona — zaznacza Mariusz Szpikowski. Jego zdaniem, nie uda się przeniesienie low-costów i czarterów do Modlina. Te połączenia mogłyby latać do lokalnego portu, ale Lotnisko Chopina pewnie nim nie będzie. Dlatego za 20 lat stołeczny port może zostać zamknięty. Lotnisko centralne może też postawić pod znakiem zapytania sens istnienia takich portów, jak Radom, Łódź czy Bydgoszcz.
Urzędnicy piszą
Poprzedni rządowy plan — program rozwoju sieci lotnisk — funkcjonował w latach 2007-13. W jego ramach powstały lotniska regionalne.Inwestycje za 6 mld zł dostały 2,3 mld zł unijnego dofinansowania. Plan przygotowali urzędnicy ministerstwa, Urzędu Lotnictwa Cywilnego, Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej i przedstawiciele portów regionalnych. Kosztował 70 tys. zł. Gdy ministerstwo chciało zaktualizować plan, firmy konsultingowe zażądały kilkunastu milionów złotych. Dlatego nowy program znowu przygotują urzędnicy. W połowie ubiegłego roku MSP powołało zespół ds. aktualizacji programu.