Panika sprzedaży na rynku surowców
Wczoraj, gdy rozpoczął
się handel na Wall Street, spadki cen surowców wyraźnie przyspieszyły. Przez
usta komentatorów coraz częściej przechodziło słowo „panika” sprzedaży. Indeks
Standard&Poor’s GSCI grupujący 24 najważniejsze surowce stracił wczoraj
6,5%. Dzisiaj do południa spadał o kolejne 3,5%, co nie mogło pomagać spółkom
surowcowym, a tym samym ciążyło na indeksach. Rzeczywiście, akcje takich tuzów
jak BP czy Shell traciły na wartości. Pomagać nie mogły informacje o największym
tygodniowym spadku cen srebra od co najmniej połowy lat 70-tych, czy ropie
taniejącej w tempie, który pamiętać możemy z czasu krótko po upadku banku Lehman
Brothers.
Byki po południu przejęły kontrolę nad rynkiem
Potem
jednak byki zaczęły powoli panować nad sytuacją. W końcu spadki cen surowców nie
muszą być rozpatrywane tylko w kategoriach negatywnych. Oznaczają one mniejszą
inflację jak i łagodniejszą politykę pieniężną banków centralnych. Są one zgodne
z niedawnymi słowami prezesa Rezerwy Federalnej, co z kolei oddala zacieśnianie
polityki monetarnej w USA. Przeszkadzać nie mogły też wyniki kolejnych spółek.
Od rana na parkiecie brylował Royal Bank of Scotland. Bank co prawda
zaraportował stratę netto dwukrotnie większą niż rok temu, ale odpisy na złe
kredyty spadły o ponad jedną czwartą, a zysk operacyjny wzrósł o niemalże 20%.
Kurs spółki eksplodował, co było pozytywnym katalizatorem dla sektora, który
wczoraj na Zachodzie nie zaliczał się do szczególnie silnych.
Zaskakująco dobre dane z amerykańskiego rynku
pracy
Inwestorzy jednak wyczekiwali na popołudniowe dane z rynku
pracy, co na GPW widoczne było po tym, jak główny indeks wpadł w wyraźny marazm
na neutralnym poziomie. Tak przeważnie wyglądają notowania do momentu publikacji
zwanej nonfarm payroll. Sam raport okazał się zaskakująco dobry, gdyż
gospodarka, z której w ostatnim czasie nie otrzymywaliśmy wielu pozytywnych
widomości, wygenerowała aż 244 tys. nowych miejsc pracy, a wzrost zatrudnienia w
sektorze prywatnym wyniósł 268 tys., co było najlepszym wynikiem od początku
2006 roku. Na dodatek, dane z ostatnich dwóch miesięcy zweryfikowano w górę.
Wzrost stopy bezrobocia był tutaj nieistotny, gdyż nie są to dane zbyt
wiarygodne.
Nienajlepszy obraz rynków wciąż widoczny
Dobra publikacja
przyniosła rynkom tak potrzebny po wcześniejszym zdziesiątkowaniu oddech. Jednak
wzrost indeksu WIG20 o 0,3 procent ciężko nazwać zwycięską szarżą byków. Ten
tydzień odznaczył się bowiem wyraźną rysą na indeksach i aby ją zmazać trzeba
czegoś zdecydowanie więcej od krótkiego i wciąż względnie płytkiego wybuchu
optymizmu. Podobnie potrzebny będzie trwalszy wzrost apetytu na ryzyko, by złoty
ponownie zaczął się umacniać i nie wystarczą tutaj takie informacje, jak
dzisiejsza sprzedaż walut na rynku przez BGK.
Łukasz
Bugaj, Analityk Millennium Dom Maklerski SA