Dobry trener zadaje właściwe pytania

  • Marta Bellon
opublikowano: 27-01-2016, 22:00

Coach to nie mówca ani showman, który uczy prostych sztuczek — przekonują praktycy coachingu i ich klienci

Coaching nie ma od dłuższego czasu dobrego PR-u. Modne stało się drwienie ze wszelkich form rozwoju i pracy nad sobą. Ale to wydaje się nie mieć większego wpływu na klientów, którzy nadal chętnie korzystają z profesjonalnego wsparcia w rozwijaniu swoich kompetencji.

Maciej Bennewicz, socjolog i coach, uważa, że całe zamieszanie wokół współczesnego coachingu bierze się z tego, że wiedza o tej dyscyplinie jest niewielka, środowiska ją kodyfikujące są słabo widoczne w mediach, działa też wielu pseudopomagaczy, którzy wszystko nazywają coachingiem.
Zobacz więcej

NADUŻYCIE:

Maciej Bennewicz, socjolog i coach, uważa, że całe zamieszanie wokół współczesnego coachingu bierze się z tego, że wiedza o tej dyscyplinie jest niewielka, środowiska ją kodyfikujące są słabo widoczne w mediach, działa też wielu pseudopomagaczy, którzy wszystko nazywają coachingiem. Marek Wiśniewski

Do kogo po pomoc

Coraz ważniejsze od pytania „czym jest coaching” staje się inne: „czym coaching nie jest”. Klienci profesjonalnych coachów w rozmowach podkreślają, że na pewno nie jest to jednorazowa, a do tego grupowa, sesją z osobą, której bliżej do showmana niż trenera.

— Coaching to proces, który pomaga obrać właściwy kierunek — czy to w życiu zawodowym, czy prywatnym. To rozmowa prowadzona w taki sposób, by mentorowany sam zdecydował: jakie są jego mocne strony, jakie priorytety, co go ogranicza. To sztuka zadawania odpowiednich pytań. Coach nie daje mentorowanemu gotowych rozwiązań czy przepisów na życie — mówi nam jeden z klientów certyfikowanego coacha.

— Coaching jest dla świadomego klienta, który potrafi odróżnić mowę motywacyjną od coachingu. Dla osoby, która podchodzi do całego procesu w racjonalny sposób, także do oczekiwań, mniej kieruje się emocjami, natomiast bardziej strategicznym rozwijaniem swoich miękkich kompetencji — mówi Tomasz Górski, przedsiębiorca, współtwórca start-upu Saas Genius. W Polsce od ponad dziesięciu lat działa International Coach Federation, największa i najstarsza organizacja zrzeszająca coachów. Na świecie należy do niej 25 tys. profesjonalistów. O właściwe standardy w tym środowisku dbają też: Europejska Rada Coachingu i Mentoringu (EMCC), Polskie Stowarzyszenie Coachingu czy Izba Coachingu.

— To, że tzw. mówców motywacyjnych czy inne osoby nazywające siebie coachami wrzuca się do jednego worka z profesjonalistami, jest oczywiście mało korzystne wizerunkowo dla tej drugiej grupy. Coach to teraz nośne hasło, dlatego tym mianem określa się wiele osób. W Polsce jest 250 coachów, którzy są członkami ICF Polska, niespełna 900 jest akredytowanych przy naszej organizacji. Są wśród nich psychologowie, trenerzy biznesu, a także byli menedżerowie, którzy zrezygnowali z pracy w korporacjii zdecydowali o tym, że chcą działać poza firmą — mówi Artur Michalski, prezes International Coach Federation Polska. Profesjonalny coach jest zobowiązany do przestrzegania kodeksu etycznego — to lista reguł mówiących o tym, m.in. w jakiego typu relacje nie powinien wchodzić i w jaki sposób powinien etycznie postępować na każdym etapie procesu. To istotne, bo klienci korzystają z usług coacha w sprawach prywatnych i zawodowych.

— Coaching biznesowy to proces pozwalający firmom wspierać rozwój pracowników. Proces coachingowy to spotkania indywidualne lub grupowe, których celem jest podniesienie kompetencji menedżera, konkretnego zespołu albo pracowników z wysokim potencjałem — tłumaczy prezes ICF. Zaznacza, że tematy poruszane na sesjach z coachem są poufne.

— Raporty przekazywane firmie odnoszą się tylko do ogólnej części procesu, dotyczą celów ustalonych w trakcie trójstronnego porozumienia między coachem, klientem i firmą, która opłaca proces — mówi Artur Michalski.

Ciekawe jest to, że w coachingu króluje marketing szeptany. — Skorzystałem z rady kolegi, właściciela firmy, który sięgnął po tę formę wsparcia. Był to mój świadomy wybór poparty konkretną rekomendacją, która miała przełożenie ekonomiczne. Widząc szybkie efekty, kolega zdecydował się też na wykupienie wsparcia coachingowego dla dwóch menedżerów, co w jego firmie przełożyło się na 30-40-procentowe zwiększenie efektywności ich pracy. Wzrosło też ich poczucie odpowiedzialności — mówi Tomasz Górski.

Wydobyć potencjał

Coaching najmocniej rozwinął się w Stanach Zjednoczonych. Tamtejsze firmy zatrudniają najczęściej coachów, by ci popracowali nad strategią rozwoju przywództwa kluczowych osób w przedsiębiorstwie, ich kompetencjami komunikacyjnymi, usprawnieniem pracy zespołowej i procesu podejmowania decyzji, zwiększeniem zaangażowania oraz produktywności pracowników.

Według badań ICF, w 2015 r. wzrosła liczba firm oferujących coaching zewnętrzny, a już 1/3 firm (głównie z Ameryki Północnej) ma wyodrębnioną część budżetu dedykowaną coachingowi. Zdaniem Macieja Bennewicza, socjologa, autora i coacha, gdy coaching stał się popularny, zwłaszcza w biznesie, a coache zaczęli otrzymywać wysokie wynagrodzenia, to wiele osób z branży szkoleniowej czy doradczej dopisało sobie jeszcze na wizytówce „coaching”.

— Można w tej dziedzinie dokonywać nadużyć i można skutecznie pomagać firmom i organizacjom. Krytykować coaching to tak, jakby powiedzieć, że zespołowi Bayern Monachium niepotrzebny jest Pep Guardiola. A przecież sportowcom potrzebny jest nie tylko trening siłowy, ale przede wszystkim motywacyjny — mówi Maciej Bennewicz.

Uważa, że niewybaczalnym grzechem pseudocoachów jest to, że nadużywają odpowiedzialności.

— Coaching, tutoring, mentoring bardzo jasno określają zakres odpowiedzialności mentora i klienta, nauczyciela i ucznia. Coach odpowiada za ustawienie treningu, klient za to, że będzie dawać z siebie wszystko i bierze odpowiedzialność za swój trening. Bez tego nie ma zmiany. Natomiast mówcy motywacyjni mówią: przyjdź do mnie, a ja powiem ci, jak być szczęśliwy. Stosowane przez nich techniki psychomanipulacji i wpływu są bardzo sugestywne, zwłaszcza w tłumie. Ale nie na długo. To identyczny mechanizm jak ten, który można zaobserwować na dużych mszach prowadzonych przez pastorów-uzdrowicieli. Odwołanie się do wyższej techniki wpływu, elementy hipnozy scenicznej — wszystko to buduje nastrój cudownego uzdrowienia. Na takich wielkich imprezach jest taka atmosfera, że ludzie rzeczywiście wstają z wózka inwalidzkiego. Tyle że na kilka minut — zaznacza Maciej Bennewicz.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu