Pierwsze kroki na rynku stawiali z pomocą niemieckiego producenta elementów zaciskowych. Potem szli już sami, i to w siedmiomilowych butach.
— Wybór branży był dziełem przypadku. Kiedyś remontowałem samochód. Okazało się, że wszystkie opaski i obejmy, których używałem do zaciskania przewodów, były zupełnie bezużyteczne. Cokolwiek bym z nimi zrobił, łączenia ciekły i ciekły — wspomina z uśmiechem Wiesław Cholewa, wiceprezes firmy Variant.
Z nadzieją do Lipska
Ta przygoda była zapowiedzią biznesowej podróży dwóch kolegów — Wiesława Cholewy i Leszka Kołodzieja. Zastanawiali się nad założeniem własnej firmy. Nie mieli pomysłu, więc wybrali się na targi do Lipska z nadzieją na znalezienie partnera do współpracy. Tam zobaczyli wyroby niemieckiego producenta elementów zaciskowych — firmy Norma. Wtedy Wiesław Cholewa przypomniał sobie naprawę samochodu i felerne opaski zaciskowe sprzedawane przez polskich producentów. Dokładnie obejrzał niemieckie produkty, porównał je z krajowymi i już wiedział, jak wykorzystać znajomość nawiązaną na targach.
W 1991 r. razem z Leszkiem Kołodziejem założyli firmę o nazwie Biuro Promocji Technicznej Variant. Zajmowała się importem i dystrybucją obejm zaciskowych Normy. Miała nad nielicznymi polskimi producentami elementów zaciskowych tę przewagę, że oferowała wysoką jakość za niewygórowaną cenę.
— Wybraliśmy model sprzedaży oparty na sieci dystrybucyjnej, ponieważ bezpośrednie, a zarazem szybkie dotarcie do dziesiątków tysięcy sklepów, serwisów i warsztatów było zbyt kosztowne i czasochłonne. Aby zainteresować hurtowników i dystrybutorów naszymi wyrobami, czasami musieliśmy wykupić produkty konkurencji i wstawić w ich miejsce nasze — opowiada Wiesław Cholewa.
Rynek ceny
Właściciele Varianta trafili ze strategią. W krótkim czasie oferowane przez nich produkty zdominowały krajowy rynek, a firma pięła się coraz bardziej. W 1994 r. przekształcili Biuro Promocji Technicznej Variant w spółkę akcyjną. Wtedy ich działalność nabrała większego rozmachu.
— Oceniliśmy, że nadszedł czas na rozszerzenie oferty. Rozpoczęliśmy import i dystrybucję chemii motoryzacyjnej, klejów, kosmetyków samochodowych i olejów — wymienia Wiesław Cholewa.
W 2002 r. Variant zrobił kolejny milowy krok: rozpoczął produkcję kosmetyków samochodowych, chemii motoryzacyjnej i klejów pod własnymi markami: Sunnycar, Mobil Medic i Pulsar. Do tego dodał dobrą politykę cenową.
— Z analiz sprzedaży wynika, że Polska jest rynkiem ceny. Choć w badaniach konsumenci wysoko stawiają markę i jakość, to tak naprawdę wybierają produkty tanie. Dlatego staramy się, aby nasze wyroby miały niskie i średnie ceny — tłumaczy Wiesław Cholewa.
Więcej i nowocześniej
W 2005 r. spółka zadebiutowała na giełdzie.
— Dzięki pieniądzom z emisji rozpoczęliśmy z prawdziwego zdarzenia produkcję płynów eksploatacyjnych dla motoryzacji. A w obecnym roku poszerzyliśmy ofertę o akcesoria i wyposażenie serwisów pod marką Variant Service — mówi Wiesław Cholewa.
Dziś Variant oferuje prawie 10 tysięcy artykułów motoryzacyjnych. Ze względu na silną konkurencję, m.in. firm Inter Cars, JC Auto, AD Polska czy Fota, spółka nie zajmuje się produkcją typowych części zamiennych do samochodów, np. klocków hamulcowych, elementów zawieszenia czy części silnika. Plany ma jednak ambitne. Przede wszystkim chce zająć znaczącą pozycję na rynku kosmetyków samochodowych, chemii motoryzacyjnej, akcesoriów, wyposażenia serwisów, a także płynów motoryzacyjnych, np. chłodniczych i hamulcowych.
Ma w tym pomóc intensywna promocja własnych marek oraz produkcja tzw. private labels, czyli produktów wytwarzanych na zlecenie firm motoryzacyjnych i sieci hipermarketów. W ubiegłym roku Variant kupił teren i budynki produkcyjne po upadłej spółce Grewita w Trzebini. Od kwietnia bieżącego roku działa tam jej centrum logistyczne, a od marca przyszłego roku ruszy nowoczesne centrum produkcyjne. Właściciele szacują, że całkowity koszt inwestycji wyniesie około 12 mln zł. Variant chce też zwiększyć eksport — obecnie wynosi on 25 proc. jego obrotów — i poszerzyć zagraniczną sieć dystrybutorów, najpierw w Europie, a potem na innych kontynentach.



