Dobry wygląd podnosi status

Maria Czudowska
opublikowano: 2002-09-09 00:00

Jak mówią lekarze, fitness to nie tylko zdrowie, ale też pewna filozofia, sposób na życie. Można by o tym długo rozprawiać — z punktu widzenia higieny życia, piękna budowy ciała, sprawności i wydolności organizmu itd.

Socjolog powie: fitness to forma uczestnictwa, to grupy towarzyskie zbudowane na rzecz wspólnego ćwiczenia.

Moda na fitness

Zbiorowy wysiłek staje się tak modny, jak przez całe wieki wspólne biesiadowanie. Ludzie spotykają się tak samo jak w kawiarniach, tyle że np. w saunie. W niektórych środowiskach karta członkowska klubu fitness staje się powoli dowodem przynależności do elity, chociaż bywa i tak, że karta — owszem, ale na sam fitness już nie starcza czasu lub samozaparcia.

— Przynależność do klubu fitness jest w modzie, dlatego sporo znanych ludzi zapisuje się do nich. Płacą za cały rok z góry, ale potem wielu w ogóle nie przychodzi — mówi Eliza Gwizdalska, instruktorka aerobiku.

— Członkostwo w takim klubie ma swój prestiż. Możemy w nich spotkać aktorów, polityków, dziennikarzy, piosenkarzy i ludzi biznesu. Obok walorów towarzyskich, fitness jest sposobem na zachowanie dobrego samopoczucia i zapobiegania nieodwracalnym skutkom prowadzenia siedzącego trybu życia — opowiada Jacek Wszoła, współwłaściciel sieci klubów Gymnasion.

— Ćwiczenia 4 razy w tygodniu po pół godziny to minimum, jakie powinien poświęcić każdy dla swojego ciała — dodaje.

Popularność fitnessu rośnie, rośnie też liczba klubów, i tych sieciowych, ulokowanych w na przykład w hotelach, i prywatnych.

W klubie można się spotykać i ćwiczyć praktycznie o każdej porze. Instruktorzy twierdzą, że nie ma żadnej reguły, jeżeli chodzi o porę dnia, w jakiej ludzie przychodzą. Kluby dostosowują się do popytu i pracują praktycznie od godziny 6 rano do 23.

Do cieszących się najlepszą renomą klubów fitness należą m.in.: sieci World Fitness i Gymnasion, Olimpus, Fitness Center w hotelu Sheraton, Sport Magnum, Calypso Reebok Fitness Club, Club Oasis oraz Fit and Fun.

Najnowsze i najnowocześniejsze, jak Club Oasis w hotelu Hyatt w Warszawie, oferują w połączonych kompleksach fitness i spa. Poza basenem, jacuzzi, sauną, siłownią i aerobikiem można tam sobie zafundować cały wachlarz zabiegów odnowy biologicznej i upiększających, solarium i fryzjera.

Kluby z marką

Często właścicielami klubów są byli sportowcy. Czy to przez sentyment do sportu, z potrzeby propagowania kultury fizycznej, czy z innych przyczyn, po zakończeniu kariery sportowej chętnie inwestują w fitness.

— Ukończenie studiów, będąc zawodowym sportowcem, jest trudne. Kariera zwykle jest krótka. Wystarczy jedna kontuzja, by zostać wyeliminowanym. Trzeba dalej żyć i znaleźć sobie źródło dochodu. A prowadzenie takiego klubu wymaga znajomości tematu. Sportowcy znają się na tym najlepiej i dlatego ludzie do nich przychodzą — mówi Zofia Bielczyk, dwukrotna halowa mistrzyni Europy w biegu przez płotki i równocześnie rekordzistka świata.

Nazwiska sportowców przyciągają ludzi. Kluby prowadzone przez utytułowanych sportowców, jak Jacek Wszoła, Paweł Nastula, Andrzej Supron, Zofia i Piotr Bielczykowie, wydają się bardziej wiarygodne, mają ducha, którego nie zapewni tylko lokal i sprzęt, chociaż właściciele sportowcy, zagadnięci na ten temat, na ogół podchodzą do niego z dystansem.

— Nazwisko na pewno pomaga, ale w krótkim czasie nasi klienci potrafią zweryfikować, co oferujemy i czy się na tym znamy, a wtedy nazwisko już nie ma znaczenia. Faktycznie jednak przy otwieraniu klubu warto promować go nazwiskiem sportowca — dodaje Zofia Bielczyk, prowadząca z mężem Olimpus, najstarszy klub fitness w Polsce.

— Ten biznes jest jak każdy inny. Należy zbadać rynek i popyt na tego typu usługi. Podstawową sprawą jest powierzchnia klubu. Musi być dostosowana do miejsca, w którym się mieści i do zapotrzebowania na taką usługę. Kluby powinny być otwierane tam, gdzie bywa dużo ludzi, np. przy centrach handlowych, w hotelach i multipleksach. Warto mieć w klubie coś, czego w innych jeszcze nie było, np. korty tenisowe czy basen odkryty. To jednak wiąże się z bardzo wysokimi kosztami, a nie ma pewności, czy ludzie będą korzystać z takich innowacji — komentuje Jacek Wszoła.

Zainteresowanie siłownią i ćwiczeniami na sali jest u nas sezonowe. Największy popyt na tego rodzaju usługi jest w październiku i listopadzie, a potem w marcu, kwietniu i maju. Wakacje to martwy okres.

— Nie mamy jeszcze we krwi ćwiczenia przez cały rok. Robimy to okazjonalnie. Trochę przed wyjazdem na narty, trochę przed karnawałem i wiosną, kiedy lżej się ubieramy i zaczynamy dbać o wygląd. Dlatego wtedy jest największe zainteresowanie. Podczas wakacji ludzie wolą jeździć na rowerze niż ćwiczyć w zamkniętych pomieszczeniach — dodaje Jacek Wszoła.