Dochodowy teatr na dwóch kółkach

Karol Jedliński
04-09-2006, 00:00

Jeżdżąc w peletonie, podglądał biznesowy światek. Dziś Czesław Lang szefuje kilku świetnie prosperującym kolarskim przedsięwzięciom.

Feliks Więcek, mistrz rzeźnicki z Bydgoszczy, w 1928 r. wygrał pierwszy Bieg Dookoła Polski. Kilkadziesiąt lat później impreza nazywała się Wyścig Dookoła Polski (WDP). Pozostawała jednak w cieniu hołubionego przez komunistycznych notabli Wyścigu Pokoju.

— Dziennikarze relacjonujący WDP dostali pewnego razu na drogę puszkę konserw, a po zakończeniu etapu zakwaterowano ich w obskurnych prywatnych kwaterach — wspomina Tomasz Jaroński, komentujący kolarstwo dla Eurosportu.

Cud nad Wisłą

W 1993 r. za organizację wyścigu wziął się wicemistrz olimpijski z Moskwy Czesław Lang. Zaczęła się era Tour de Pologne, obecnie jednej z 27 najważniejszych imprez kolarskich świata. W środowisku działaczy i kolarzy ma opinię wyścigu numer jeden, za „wielką trójką”, czyli Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta a EspaĖa.

Wyścig — uczestnik kolarskiej ligi mistrzów UCI Pro Tour — ma kilkudziesięciu sponsorów, miliony kibiców i kilkaset zaangażowanych miejscowości w całej Polsce. No i dwa najważniejsze składniki: osobowość Langa i ponad dwie godziny dziennie transmisji telewizyjnej na żywo. Tym razem także na całą Europę. W końcu, w tegorocznym tourze jedzie trzech kolarzy z pierwszej dziesiątki klasyfikacji Pro Tour.

— Langa cechuje niezwykły dar przekonywania do siebie telewizyjnych decydentów. Nie bawi się jednak w politykę. Zjednuje sobie ludzi wielką skromnością i profesjonalizmem — uważa Tomasz Redwan, prezes Redwan Sport Marketing.

Dziś ma łatwiej, ale na początku stosował nietypowe metody.

— Kusił światową czołówkę świetną organizacją i znakomitym jedzeniem. Wiedział, że po zejściu z roweru kolarze stają się wygodnymi łakomczuchami — dodaje Cezary Zamana, zawodnik grupy kolarskiej Intel Action, zwycięzca Tour de Pologne z 2003 r., startujący także w tegorocznym wyścigu.

Impreza organizowana przez Czesława Langa, choć może być wzorem w Europie, to nie jest bynajmniej cud nad Wisłą.

— Pieniędzy na sport nie jest mało, bo około 600 mln rocznie. Lang udowadnia, że nie ma lepszych czy gorszych dyscyplin sportu, jeśli ktoś podchodzi do sprawy fachowo — zaznacza Tomasz Redwan.

Dlatego też Lang nie ogranicza się do szosy. Szukając pomysłów, podgląda choćby komunijną modę. W ostatnich latach przebojem są rowery górskie. Poszedł więc tym tropem, przekonał potężnego sponsora i w 2001 r. narodził się UCI SkodaAuto Grand Prix MTB. Pięć lat wcześniej kolarstwo górskie dołączyło do dyscyplin olimpijskich, a za dwa lata na igrzyskach w Pekinie kibice dopingować będą naszych reprezentantów, którzy zdobyli już kilka medali mistrzostw świata. A jeśli wskoczą i na olimpijskie podium?

Lubiany Cześ

„Tworzymy historię polskiego kolarstwa” — taki napis wita odwiedzających stronę internetową LangTeam.pl. A historia to klasyka. A klasyka to Pekaes Pomorski Klasyk, jednodniowy, widowiskowy wyścig.

— Tworzę teatr, którego aktorami są kolarze — mawia Czesław Lang.

Jednoaktowy klasyk szczególnie podkreśla dramaturgię kolarstwa. A tam, gdzie są emocje, znajdzie się również miejsce na biznes. Do kolekcji Lang Teamu brakuje jeszcze trzeciej odnogi kolarstwa, tej uprawianej pod dachem. Takie imprezy są coraz popularniejsze, m.in. w USA. Nie zależą od warunków pogodowych. A kapryśny wrzesień potrafi zniszczyć nawet doskonale zorganizowaną imprezę, o czym świadczy choćby klapa ostatniego mityngu lekkoatletycznego Pedros Cup w Warszawie.

Tymczasem już wkrótce zostanie otworzony nowoczesny tor kolarski w Pruszkowie. Jest więc obiekt, czas na imprezę.

— Tak się wszystko rozkręciło, że do przedsięwzięć Lang Teamu nic nie muszę dokładać, choć sponsorzy w kolejkach nie stoją — studzi euforię Lang.

Zdaniem Tomasza Redwana, organizator zawodów jest po prostu człowiekiem dobrej roboty. Nie chowa pod dywan pieniędzy od sponsorów, lecz inwestuje je w wyścig, jego oprawę i promocję.

— Zaraz, zaraz, wcale nie jest tak łatwo. Nikt mi nie da pieniędzy, tylko dlatego, że lubi Czesia. To wszystko zimna kalkulacja biznesowa — ripostuje Czesław Lang.

Redwan nazywa go czołowym lobbystą w Polsce, a Tour de Pologne megaPR-em dla Polski. Sam zainteresowany nawołuje do zdrowego nacjonalizmu.

— Polacy myślą, że jak coś jest polskie, to musi być gorsze. Zakompleksieni jesteśmy — mówi.

A tu guzik, bo jest Tour.

— Ciągle jeżdżę po świecie i podglądam innych. Widzę, że teraz to oni zaczynają nas podglądać — cieszy się Czesław Lang.

Pomnażanie złotówki

Motto jego działalności jest klarowne: „Nie sztuka pozyskać sponsora na rok, sztuką jest zatrzymać go na wiele lat”.

Na to pracuje cały rok. W tym czasie kilka razy objeżdża trasę wyścigu, negocjuje z włodarzami miast goszczących wyścig, wciąga w imprezę lokalnych sponsorów i media. Ostatni samochodowy Tour de Lang skończył się kilka dni przed wyścigiem. Wszędzie, na koniec, konferencja prasowa. A skrzynki e-mailowe dziennikarzy puchną od kolejnych newsów z biura prasowego wyścigu. Czasy przejazdu przez kilkanaście miejsc na każdym etapie rozpisane są co do minuty. Do tego szczegółowe mapki każdego miasta etapowego, adresy i telefony stacji benzynowych, szpitali, hoteli.

— Siłą tej imprezy jest jego wyjątkowa żywotność w mediach. Wiosenna prezentacja trasy to świetny show — przyznaje prezes Redwan Sport Marketing.

W zeszłym roku wartość reklamowa marek pokazanych przy okazji relacji z wyścigu wyniosła 19,4 mln zł. Lang przyznaje, że dziś w kolarstwie dużo myśli się o pieniądzach. Kiedyś się cieszył, gdy dostał 300 rubli za olimpijskie srebro. Potem został pierwszym z bloku wschodniego kolarzem zawodowym. Z bliska zobaczył, jak smakuje kolarski biznes.

— Każdą powierzoną mi złotówkę sponsorzy odbierają w postaci 5-10 zł wartości reklam prezentowanych w relacjach z wyścigu — wylicza szef Lang Teamu.

I tu znowu przypomina się powiedzenie Langa — że ze swojej kariery zapamiętał nie tylko przednie koło. Jak przyznaje, nie od razu stał się też organizacyjnym specem.

— Dużo czytam, dokształcam się, poza tym przez kilkadziesiąt lat kariery biznesu uczyłem się na własnej skórze. Opieram się na ludziach, takich jak na przykład Adam Siluta, obecnie szef marketingu Lang Teamu, który zaczynał od rozstawiania płotków przy trasie — opowiada Czesław Lang.

Jego współpracownicy przyznają: to świetny motywator. Pat McQuaid, prezydent Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), w oficjalnym liście do uczestników tegorocznego 63. Tour de Pologne, konkluduje: „dwa lata po inauguracji cyklu UCI Pro Tour można stwierdzić, że ten wyścig wygrał swój los”.

Losowi ktoś jednak dopomógł. I jeszcze na tym zarobił.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Media / Dochodowy teatr na dwóch kółkach