Kiedyś nie każdy mógł się pochwalić posiadaniem wśród znajomych doktorantów dobrych uczelni. Obecnie wystarczy przejrzeć profile na portalach społecznościowych Facebook czy LinkedIn, żeby przekonać się, że doktorantów bardzo przybyło. I nie jest to złudzenie — osób, które marzą o tym, żeby dopisać sobie „dr” przed nazwiskiem, nie brakuje. Przybyło magistrów, przybywa więc też chętnych na doktoraty.

Traci na tym prestiż stopnia naukowego, a więc także utalentowani ludzie nauki, którzy szybko orientują się, że są zaledwie częścią doktoranckiej masy. Najwyższa Izba Kontroli (NIK) sprawdziła, jak wygląda rynek edukacji trzeciego stopnia, i wydała dość surowy raport. „W latach 2013-14 studia doktoranckie nie były w pełni skutecznym sposobem kształcenia kadr naukowych” — napisała NIK w wynikach kontroli.
Wymieniła też główne przyczyny niskiej skuteczności polskich doktorantów, którzy wprawdzie chętnie zaczynają przygodę z tego typu studiami, ale w większości nie osiągają celu, czyli nie bronią swoich rozpraw.
Autorzy raportu podkreślają, że negatywny wpływ na skuteczność kształcenia mają przede wszystkim łagodne kryteria rekrutacji, co jest zresztą problemem nie tylko studiów doktoranckich, ale całego systemu szkolnictwa wyższego. W pogoni za studentami, dotacjami i liczbami w Excelu uczelnie przyjmują także takich kandydatów, którzy na tych studiach nie powinni się znaleźć.
Naród poczuł chęć do doktoryzowania, więc w latach 2006-13 liczba uczestników studiów doktoranckich zwiększyła się o 40 proc., a konkretnie wzrosła z 31 do 43,3 tys. Innymi przyczynami słabej skuteczności takich studiów jest zbyt mała liczba zajęć związanych z metodyką badań naukowych, mizerna oferta zajęć fakultatywnych z zakresu umiejętności zawodowych i kiepskie środki motywacyjne — dominuje chyba przekonanie, że doktorantowi wystarczy kromka chleba i szklanka wody, a resztę załatwi czysta pasja do nauki.
NIK przeprowadziła kontrole na pięciu uczelniach — dwóch publicznych, dwóch instytutach PAN i jednej niepublicznej. Badaniem kwestionariuszowym sprawdzono natomiast 92 uczelnie. Pod lupę NIK trafiło więc ponad 80 proc. populacji doktorantów na studiach stacjonarnych. Jakie liczby zaniepokoiły kontrolerów?
W sprawdzanych jednostkach naukowych w latach 2013- -14 stopień doktora uzyskało zaledwie 41,4 proc. absolwentów tych studiów. Nieco lepiej było w przypadku większej grupy badawczej objętej kwestionariuszem, bo tutaj tytułem doktora może się posługiwać 44,6 proc. absolwentów.
Najbardziej zdyscyplinowanymi doktorantami są artyści i medycy. Aż 57,5 proc. absolwentów stacjonarnych studiów doktoranckich uczelni artystycznych obroniło prace doktorskie do końca I kw. 2015 r. W przypadku szkół medycznych odsetek ten wyniósłi 56 proc. Na kolejnych miejscach są uczelnie techniczne — 48,6 proc., i uniwersytety — 44,6 proc. Na dole tabeli są uczelnie pedagogiczne — 20,7 proc., AWF-y — 25,7 proc., i uczelnie ekonomiczne — 25,9 proc.
Pozostaje mieć nadzieję, że prace doktorskie ekonomistów przechodzą przez solidne sito albo ich autorzy poświęcają całe życie na budowanie potęgi polskiej gospodarki i nie mają czasu na dokończenie swoich dzieł. Brak konsekwencji i systematycznej pracy lub niewłaściwa rekrutacja kandydatów oznaczałyby, że coraz trudniej będzie znaleźć nowych Balcerowiczów.
