Dolar straci przez przewidywalność Fed?

Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ
opublikowano: 09-12-2021, 12:17

W czwartek dolar lekko odbija na szerokim rynku, ale zmiany nie są duże - ruch ten można bardziej klasyfikować jako odreagowanie wczorajszej słabości. Inwestorzy czekają już na jutrzejsze dane o inflacji CPI w USA, oraz przyszłotygodniowe posiedzenia największych banków centralnych (w środę mamy Fed w czwartek SNB, Norges Bank, EBC i BOE, a w piątek BOJ). Poza tym informacje napłyną też z Banku Węgier oraz Banku Turcji.

Uwagę przykuwa "cicha" aprecjacja chińskiego juana - w relacji do dolara jest on najsilniejszy od trzech lat, co odbywa się za przyzwoleniem tamtejszych władz. Warto odnotować, że ostatnie odczyty indeksów PMI za listopad były już nieco lepsze, Ludowy Bank Chin zredukował stopę RRR dla banków, a opublikowane dzisiaj dane o inflacji CPI pokazały jej odbicie - może to wskazywać, że tamtejsza gospodarka wychodzi z czasowego spowolnienia, chociaż decydenci mają jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, jak chociażby uporządkowanie tematu spółek deweloperskich i potencjalne, kontrolowane bankructwo giganta Evergrande.

W przestrzeni G-10 najmocniejsze są dzisiaj waluty Antypodów, co pośrednio zaczyna być tłumaczone także silnym juanem (lepsze perspektywy gospodarcze dla całego regionu?), a na drugim biegunie są korony skandynawskie oraz euro. W tym ostatnim przypadku mamy jednak do czynienia bardziej z korektą wczorajszego ruchu na EURUSD, który doprowadził do wyraźnego powrotu ponad poziom 1,13. Wpływ na to miały doniesienia z Austrii, która zastanawia się nad częściowym poluzowaniem lockdownu już od najbliższej niedzieli (to sygnał dla innych państw, że tak drastyczne środki izolacji społecznej nie mają racji bytu?), a także komentarz Olliego Rehna z ECB, który dał do zrozumienia, że przyszły rok będzie dobrym czasem na przygotowanie się do normalizacji polityki monetarnej. To kolejny sygnał, że w gronie EBC zaczynają się ścierać dwa "gołębie" obozy - bardziej i mniej radykalny, a dyskusja nad skalą programu skupu APP, który miałby wiosną zastąpić PEPP może być burzliwa.

Dzisiaj EURUSD lekko cofa się w dół, gdyż rynek zaczyna pozycjonować się pod jutrzejszą inflację z USA i posiedzenie Fed w środę. Warto też zwracać uwagę na funta - wczoraj GBPUSD odnotował nowy dołek po tym, jak premier Johnson zapowiedział, że od najbliższego poniedziałku wdrożone zostaną restrykcje mające ograniczyć transmisję nowego wariantu koronawirusa. Inwestorzy zastanawiają się, na ile wpłynie to na przekaz z po posiedzeniu Banku Anglii, które jest planowane na 16 grudnia.

Ciekawe rzeczy dzieją się w wątku geopolitycznym. W tym tygodniu prezydent USA przeprowadził telefoniczną rozmowę ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, w której powtórzył, że agresja Rosji wobec Ukrainy spotka się ze zdecydowanymi sankcjami ze strony państw zachodnich. Od kilku dni rubel odrabia straty, gdyż inwestorzy zastanawiają się, czy Putin wycofa wojska spod granicy. Pomaga w tym też odbijająca ropa naftowa. Wydaje się, że wątek ukraiński będzie jeszcze aktualny przez kilka tygodni, gdyż według doniesień Rosjanie mogą być gotowi do militarnej interwencji dopiero w końcu stycznia, a zdaniem obserwatorów Rosja będzie chciała wytargować od Zachodu nowe ustalenia zmierzające do podziału wpływów we wschodniej Europie.

Drugi temat to wątek chińsko-tajwański. USA i sojusznicy zapewniają o wsparciu dla Tajwanu i jednocześnie okazują dyplomatyczny bojkot dla zimowej olimpiady w Chinach, która odbędzie się w lutym (oficjalnie pod innymi pretekstami) - to może jednak tylko zaognić sytuację - na razie jednak wpływ na juana jest tutaj żaden. Trzeci wątek to negocjacje prowadzone z Iranem nt. zniesienia części sankcji, które pozwoliłyby na zwiększenie podaży na rynku ropy. Tu USA współpracują blisko z Izraelem, który jest jednym z głównych rozgrywających w regionie Bliskiego Wschodu.

EURUSD - Wybijemy 1,1370?

Po tym jak próba zejścia poniżej strefy wsparcia 1,1240-60 nie była zbyt udana, mieliśmy bardziej zdecydowane uderzenie popytu. Notowania EURUSD powróciły wczoraj wyraźnie ponad poziom 1,13, co może sygnalizować początek fali wzrostowej, która mogłaby doprowadzić nawet do naruszenia ważnego oporu przy 1,1370? Skąd taki optymizm? Przede wszystkim większe pole do zaskoczenia rynków jest po stronie EBC niż Fed.

Decyzja Rezerwy Federalnej na przyszłotygodniowym posiedzeniu jest względnie przewidywalna i większe jest ryzyko po stronie negatywnych zaskoczeń - niewielkie przyspieszenie tempa taperingu, zasłanianie się Omikronem w przypadku prognozowania podwyżek stóp w 2022 r. itd. Tymczasem w gronie EBC trwa właśnie dyskusja o tym, jak ma wyglądać program skupu APP, który zastąpi PEPP wiosną przyszłego roku. Niewykluczone, że może być to pierwszy krok do normalizacji polityki, jeżeli decydenci uznają, że skala APP nie powinna być porównywalna z PEPP.

Analiza techniczna nie wyklucza, że właśnie rozpoczyna się kolejna fala wzrostowa w ramach impulsu rozpoczętego 26 listopada. Może ona doprowadzić do wybicia oporu przy 1,1370 i przetestowania okolic tegorocznej linii trendu spadkowego przy 1,1520 (w perspektywie kilkunastu dni).

Okiem analityka - Dolar straci, bo Fed jest bardziej przewidywalny?

Powyższa teza może brzmieć dziwnie - przecież to prezes Powell zaskoczył inwestorów przyznając w Kongresie w końcu listopada, że podwyższona inflacja nie jest już "przejściowa" i decydenci powinni podjąć stosowne działania w postaci przyspieszenia taperingu. Ale o podwyżkach stóp procentowych w 2022 r. już nadmiernie nie mówił, chociaż niektórzy bardziej "jastrzębi" przedstawiciele tego gremium dawali do zrozumienia, że scenariusz pierwszego ruchu zaraz po wygaszeniu QE nie jest wykluczony. Większość, podobnie jak Powell nieco zasłaniała się niepewnością, jaką może nieść ze sobą wariant Omikron. I to dlatego rentowności amerykańskich obligacji nie przerwały spadków rozpoczętych 25 listopada, to zmieniło się dopiero w ostatnich dniach, kiedy zaczęły pojawiać się doniesienia o raczej łagodnym przebiegu choroby oraz nie tak złych perspektywach dla dostępnych obecnie szczepionek.

Część decydentów na świecie, a zwłaszcza w Europie, zaczyna przywracać restrykcje w obawie o wysoki wskaźnik transmisji dla Omikrona. Czy podobnie będzie w USA? To, że wszyscy są zgodni co do tego, że nie będzie lockdownów, nie oznacza, że jakieś ograniczenia nie zostaną wprowadzone. Średnia 7-dniowa dla USA ostatnio mocniej poszła w górę, co może zapowiadać nawet ponad 200 tys. zakażeń dziennie w USA za kilka tygodni. To dobry argument dla Powella i Fed, aby nadmiernie nie afiszować się z podwyżkami stóp w 2022 r. (przynajmniej na razie). Dobrym testem na ile ten scenariusz jest możliwy w przyszłym tygodniu (Fed da komunikat w środę), może być jutrzejsza reakcja rynków na kolejne, rekordowe dane o inflacji CPI w USA za listopad. Zwróćmy uwagę, że bilans dla ostatnich 4 dni dla dolara to jego lekkie osłabienie na głównych relacjach.

Większe pole do zaskoczeń w przyszłym tygodniu może tkwić po stronie Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii. Norges Bank raczej zadziała szablonowo (kolejna podwyżka stóp, która była planowana), Bank Japonii będzie dalej zanudzał rynki brakiem pomysłów na to, czy coś w ogóle zmienić, a Narodowy Bank Szwajcarii najpewniej będzie próbował przekonywać, że frank jest za drogi, a podwyżka stóp w latach 2022-23 jest wykluczona (choć, czy rynek w to uwierzy?).

Dzisiaj frank zbytnio nie traci po przedstawieniu projekcji inflacji CPI, która zapowiada jej wyhamowanie. Wracając do innych - EBC zaczyna sygnalizować, że nie będzie bardziej "gołębi" niż jest, a dyskusja wokół APP może być ciekawa. Z kolei Bank Anglii może zaskoczyć "jastrzębim" komunikatem w najbliższy czwartek, gdyż zaczynają pojawiać się ryzyka dla wtórnego wzrostu CPI (presja płacowa).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane