Dolomity na każdą pogodę

ROZMAWIA DANUTA HERNIK
opublikowano: 28-11-2014, 00:00

Pięć pytań do… Maciej Szpot, prezes Grupy BFC, instruktor narciarski, jeździ w Dolomity. Tam zna każdy stok. Ceni też sobie spaghetii aglio olio peperonchino i osławioną fiorentinę.

Dlaczego włoskie góry?

We Francji w ośrodkach narciarskich z reguły pracują przyjezdni. To nie tworzy klimatu – nie ma kontaktu z góralami. Z kolei, jak się wielokrotnie przekonałem, Austriacy są gościnni w przedziwny sposób. Przyjeżdżamy do nich i mamy się podporządkować ich zasadom. To, że jesteśmy klientami, zupełnie do nich nie dociera. Natomiast Włosi są otwarci. Tam ma się do czynienia z miejscowymi rodzinami, które prowadzą hoteliki, restauracje...

A infrastruktura narciarska?

We Włoszech, Francji, Szwajcarii i Austrii jest na podobnym wysokim poziomie. Ale ważna jest pogoda – prądy atmosferyczne, chmury najczęściej się zatrzymują właśnie na Tyrolu. Dlatego część południowa, włoska, znacznie częściej jest w słońcu i śnieg jest tam inny. Do godziny piętnastej jest fantastyczny, później się topi. Jeździ się tam troszkę krócej i zaczyna się wcześniej.

Jak pan tam spędza dzień?

Staram się być na stoku zaraz po śniadaniu, zaczynamy lekką rozgrzewką i jeździmy mniej więcej do 13. Fantastyczne są we Włoszech malutkie rodzinne bary na stoku. Dzwonię tam i umawiam się na jakąś potrawę, która już czeka w porze lunchu. Znów jeździmy gdzieś do 16, później odnowa biologiczna. Kolacja około 19 i tak zaczyna się wieczór. Jeśli jesteśmy w miasteczku, to wychodzimy. Jeśli hotel jest na uboczu, to bawimy się w nim.

Ulubione miejsca?

Najchętniej bywam w Madonna di Campiglio, teraz jestem zafascynowany Doliną Aosty — tam jedzie się miejscami po francuskiej, miejscami po włoskiej stronie. Można też jechać poza trasą z przewodnikiem Vallee Blanche i Mer de Glace tzw. Białą Doliną, którą dojeżdża się do Chamonix. W ramach skipasu można jeden dzień jeździć w Chamonix, w karnecie jest też osławiona Cervinia, gdzie jeździ się po stronie włoskiej i szwajcarskiej.

Jak się pan porusza na stokach?

Jeżdżę po normalnych trasach, ale od kilku lat dla kondycji na sześć dni narciarskich robię sobie dwa tzw. dni skitourowe. Nie wjeżdżam wyciągiem do góry, tylko wchodzę na nartach — przyczepia się do nich foki, żeby się nie ślizgały Po czym się zjeżdża. Propaguję ten sport, bo daje pełnię satysfakcji — nie jest się zależnym od wyciągów, nie czeka się w kolejkach... To najlepsza forma narciarstwa. Wiosną wolę narciarstwo pozatrasowe – we Włoszech w wielu miejscach to zakazane, ale można się wybrać np. na lodowiec do Tonale, tam wolno jeździć poza trasami. Ciekawym pomysłem jest heliskiing. Polega na tym, że wstaje się bardzo wcześnie, jedzie np. na przełęcz Passo Fedaia, stamtąd o siódmej rano helikopterem leci się na lodowiec Marmolada i zjeżdża 12 km po dziewiczym puszystym śniegu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ROZMAWIA DANUTA HERNIK

Polecane