Dom Wielkiego Brata

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-09-03 00:00

Sensacyjne zwroty w wojnie na prawdy między urzędującym ministrem Zbigniewem Ziobrą a usuniętym ministrem Januszem Kaczmarkiem potwierdzają, że od samego początku przyjęliśmy wobec niej postawę właściwą. Po pierwsze — traktujemy to wszystko jako wewnętrzne starcie na szczytach aparatu IV Rzeczypospo-litej, a po drugie — podkreślamy abstrakcyjność całej rozgrywki i jej oderwanie od realnych problemów społeczeństwa, które coraz mniej rozumie. W piątek wieczorem jaskrawie objawił się całej Polsce szokujący wątek trzeci, dotychczas przewijający się w tle, a najcelniej zdefiniowany przez Tadeusza Mazowieckiego (wypowiedź w ramce poniżej).

Prokuratura zdecydowała się na bezprecedensowe ujawnienie mediom materiałów procesowych, uzasadniających czwartkowe zatrzymanie Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla oraz zamiar zatrzymania Ryszarda Krauzego i — być może — Jarosława Marca. Wkrótce po telewizyjnej prezentacji trzej wymienieni zostali późną nocą zwolnieni za wysoką kaucją, co było sprytną zagrywką taktyczną prokuratury. W sobotę rano upływał 48-godzinny termin, w którym zatrzymani musieliby zostać przekazani sądowi wraz z wnioskiem o aresztowanie (sąd miałby na decyzję kolejne 24 godziny). Według prawdy Ziobry — nie zachodziła już taka potrzeba, bo przecież wszystko jest jasne. Prawda doświadczonego prokuratora Kaczmarka wygląda inaczej — po przepuszczeniu nagrań ze spacerów po hotelowych korytarzach oraz podsłuchanych rozmów przez sądową wyżymaczkę, w kategoriach procesowych nie zostałoby nic suchego. Obie strony rozumują logicznie

— obnażenie krętactw osób zatrzymanych stało się medialnym i politycznym sukcesem Ziobry, ale sądowa odmowa ich aresztowania przerodziłaby się w jego klęskę.

Statystyczny obywatel z piątkowego spektaklu wyniósł przede wszystkim przeświadczenie, że oto żyjemy już w jednym wielkim domu Wielkiego Brata, gdzie każdy nasz krok jest nagrywany, a każda rozmowa podsłuchiwana — oczywiście nie tylko w Polsce. Niby od dawna wiedzieliśmy, że takie miejsca jak gmachy publiczne, hotele, centra handlowe, węzły komunikacyjne, skrzyżowania ulic etc. są przez całą dobę monitorowane, a wszystkie rozmowy telefoniczne, sms-sy i maile trafiają do archiwów operatorów sieci (przypomnijmy polityczny spór przy okazji ustawy, jak długo mają być tam przechowywane). Jednak wiedzieć ogólnie a widzieć na konkretnym przykładzie — to ogromna różnica, dająca mocno po oczach.

Moje największe zdumienie wywołała nie tyle rwany przebieg podsłuchanych rozmów Kaczmarka, Kornatowskiego, Netzla i Marca — gdybyśmy odtworzyli dowolną własną rozmowę komórkową z kimś znajomym, to też byłaby pełna skrótowców i rozmaitych „yhmmm” — ile ich niekonsekwencja. Nie mogli się zdecydować, czy rozmawiają bezpiecznie — wtedy powinni mówić otwartym tekstem — czy jednak słucha ich ktoś trzeci, stąd na poczekaniu konstruowali słownie komiczne figury konspiracyjne. Wynika z tego, że rozwój wydarzeń ich przerósł i okazali się kompletnymi amatorami, nie mającymi znanych tylko sobie prepaidowych numerów do jednorazowego wykorzystania na czarną godzinę. Refleksja z tego jest naprawdę dramatyczna — jeśli taką ignorancję wykazali szef MSWiA, szef policji, szef CBŚ, a także raz tam występujący szef wywiadu kryminalnego policji, to doskonale zorganizowana przestępczość w Polsce może spać spokojnie.

I jeszcze jedno moje zdumienie, umykające licznym wypowiedziom i komentarzom, których setki słyszeliśmy przez weekend. Otóż w jednej z podsłuchanych rozmów Netzel informował przerażonego Kornatowskiego, że udaje się na pilne przesłuchanie do gdańskiej delegatury CBA na telefoniczne... zaproszenie? prośbę? wezwanie? polecenie? ministra Ziobry! Czyli protokołowane, mające procesowe znaczenie zeznania miałyby zostać złożone z pogwałceniem zasad kodeksu postępowania karnego, który niezwykle precyzyjnie reguluje tryb doręczania wezwań, terminy etc. No tak, ale musimy pamiętać, że to kodeks napisany przez wraży układ III RP i zupełnie nie pasujący na bieżącym odcinku walki o nasze lepsze jutro w mitycznej IV RP.

Jacek Zalewski

Możesz zainteresować się również: