Donald Tusk wchodzi na najwyższy stołek UE

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-08-2014, 00:00

Premier jest o krok od objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej, a schedę po nim może przejąć Grzegorz Schetyna. Rynki finansowe przyjmą zmiany ze spokojem

Krajowa polityka może w najbliższych miesiącach przejść największą rewolucję od wyborów parlamentarnych w 2007 r. Coraz większa jest szansa, że Donald Tusk do końca roku odda stery w państwie i przeniesie się do Brukseli. Jak twierdzi agencja Reuters, powołując się na swoje źródła, polski premier w ostatnich dniach wyrósł na głównego kandydata na stanowisko szefa Rady Europejskiej i zastąpi na tym stanowisku Hermana Van Rompuya.

4 Donald ZNOWU DO JEDNEJ BRAMKI?: Premier Donald Tusk jest od lat niekwestionowanym numerem jeden w Platformie Obywatelskiej, a Grzegorz Schetyna długo był numerem dwa. W pewnym momencie zaczął nawet walczyć o przywództwo w partii, za co został odsunięty na dalszy plan. Teraz, kiedy Donald Tusk sam być może zrezygnuje z kierowania PO, ambicja, twardy charakter i polityczna sprawność Grzegorza Schetyny stają się w oczach premiera atutem, a nie zagrożeniem.[FOT. RADEKPIETRUSZKA]
4 Donald ZNOWU DO JEDNEJ BRAMKI?: Premier Donald Tusk jest od lat niekwestionowanym numerem jeden w Platformie Obywatelskiej, a Grzegorz Schetyna długo był numerem dwa. W pewnym momencie zaczął nawet walczyć o przywództwo w partii, za co został odsunięty na dalszy plan. Teraz, kiedy Donald Tusk sam być może zrezygnuje z kierowania PO, ambicja, twardy charakter i polityczna sprawność Grzegorza Schetyny stają się w oczach premiera atutem, a nie zagrożeniem.[FOT. RADEKPIETRUSZKA]

Europa lubi Tuska

Jak twierdzą źródła agencji, Donald Tusk jako szef rady ma być elementem większego porozumienia, które zawierają właśnie przywódcy największych państw UE. Herman Van Rompuy ma ustalać szczegóły porozumienia w trakcie rozmów telefonicznych z przywódcami UE dzisiaj i jutro, a wyniki negocjacji miają być dopięte i ogłoszone w czasie jutrzejszego szczytu Unii.

— Herman Van Rompuy dzwoni do wszystkich przywódców UE. Jeśli nie będzie głosów sprzeciwu wobec kandydatury Tuska, porozumienie zostanie zawarte — twierdzi osoba związana z negocjacjami, źródło Reutersa.

Agencja przypomina swoje wcześniejsze doniesienie, według którego Angela Merkel kilka tygodni temu proponowała Tuskowi posadę szefa RE, ale wówczas premier odrzucił propozycję (nie chcąc oddawać władzy w kraju i w partii). Dwa dni temu kandydaturę Tuska poparł David Cameron, premier Wielkiej Brytanii, a według Reutersa, naszego premiera popiera też Francja. Przywódcy wszystkich trzech największych gospodarek UE „są więc na pokładzie” — twierdzi Reuters.

Dlaczego Tusk miałby zmienić zdanie i jednak zgodzić się na funkcję szefa rady? Do niedawna władze PO miały na celowniku jedno z trzech wysokich stanowisk w UE. Celem najważniejszym miało być objęcie przez Jana Krzysztofa Bieleckiego funkcji komisarza do spraw energetycznych. Jeśli ta operacja by nie wypaliła, starano się o stanowisko ministra spraw zagranicznych UE dla Radosława Sikorskiego, szefa polskiego MSZ, lub o tekę komisarza do spraw rozwoju regionalnego dla wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. Polski rząd miał jednak dostać ostatnio ultimatum od części unijnych przywódców — albo bierze funkcję szefa Rady Europejskiej dla Tuska, albo Polska nie dostanie żadnego z trzech pożądanych stanowisk.

Wielki powrót

Gdyby okazało się, że premier rzeczywiście rozwiązuje rząd i wyjeżdża do Brukseli, mogłoby to wpłynąć na rynki finansowe — złotego czy giełdę. Przez ostatnie siedem lat Polska była wyjątkowo spokojnym politycznie krajem, jednym z nielicznych w Europie, w których premier się nie zmienił. Ten atut moglibyśmy stracić.

— Przez pierwszych kilka dni po rezygnacji Tuska na rynkach mogłoby zrobić się nerwowo. Inwestorom nie podobałoby się, że Polskę czeka mniejszy lub większy, ale jednak wstrząs polityczny. Złoty, obligacje i giełda prawdopodobnie doświadczyłyby spadków, tym bardziej że na rynkach już panuje duża zmienność w związku z sytuacją na Ukrainie — mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Duży wpływ na zachowanie rynków miałoby to, kto obejmie tekę premiera. Według źródeł zbliżonych do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Donald Tusk rozważał powierzenie tej funkcji Elżbiecie Bieńkowskiej, jednak odmówiła. Pojawił się też pomysł powołania Ewy Kopacz, marszałka Sejmu, jednak — według naszych informacji — jej szanse są niewielkie. Źródła zbliżone do premiera twierdzą, że obecnie najbardziej prawdopodobnym kandydatem jest Grzegorz Schetyna, były wicepremier i marszałek Sejmu.

— Przynajmniej kilku bardzo wpływowych polityków w rządzie i w Platformie namawia premiera, aby jego następcą był Grzegorz Schetyna — mówi nasze źródło. Część polityków PO lobbuje też za Tomaszem Siemoniakiem.

— Jego wybór jest jednak traktowany jako rezerwa, gdyby nie było zgody ani na Schetynę, ani na Kopacz — mówi nasz rozmówca.

— Kandydatura Grzegorza Schetyny pewnie byłaby ciepło przyjęta przez rynki, bo uznawany jest on za gospodarczego liberała. Główna linia polityki rządu znacząco by się więc nie zmieniła — uważa Piotr Kuczyński.

Według Ernesta Pytlarczyka, głównego ekonomisty mBanku, takie zmiany w polskiej polityce nie miałyby większego wpływu na polską gospodarkę. — Inwestorzy już od kilku lat nie zwracają większej uwagi na polską politykę. Jest wiele innych, znacznie ważniejszych, czynników, np. stopy procentowe, polityka Fed, wojna na Ukrainie itp. Wewnętrzna walka o władzę w PO czy nawet jej pozycja w sondażach raczej nie odbiją się na wycenach złotego i akcji spółek — mówi Ernest Pytlarczyk. Być może nie jest przypadkiem, że w środę rząd Donalda Tuska ogłosił szczegółowy plan prac na najbliższy rok.

— Rząd pokazuje, że cele na najbliższe lata są wyznaczone i nowy premier musiałby tylko przypilnować tych prac. Zmiana przywództwa w rządzie mogłaby więc przebiec bez większych kontrowersji — mówi Ernest Pytlarczyk.

Już nie tylko żyrandole

Jak twierdzą eksperci, choć premier Tusk może nie chcieć oddawać władzy w Polsce, to dla naszego kraju byłby to raczej korzystny krok. Szef rady to — obok szefa Komisji Europejskiej — najwyższe stanowisko w strukturach UE.

— Byłby to ogromny sukces Polski. Wzrosłoby znaczenie naszego kraju na arenie międzynarodowej, weszlibyśmy do pierwszej ligi w UE. Moglibyśmy w większym stopniu kształtować politykę wspólnoty — uważa Janusz Steinhoff, były wicepremier.

Choć teoretycznie szef rady nie ma narzędzi do kształtowania polityki gospodarczej, energetycznej czy międzynarodowej Unii, to w rzeczywistości jego wpływ na decyzje podejmowane w UE są znaczące. To on decyduje w dużej mierze, o czym dyskutują unijni przywódcy na szczytach w Brukseli i to on jest odpowiedzialny za przygotowywanie konkretnych rozwiązań, które później są między liderami państw ostatecznie uzgadniane.

— W sensie formalnym władza szefa rady jest ograniczona, ale w rzeczywistości jest to bardzo wpływowa funkcja i sprawny polityk może nią dużo ugrać. Objęcie tego stanowiska przez Donalda Tuska byłoby nie tylko symbolicznym ukoronowaniem starań Polski ostatnich 25 lat, ale też realnie wzmocniłaby się nasza pozycja wewnątrz UE — mówi Janusz Steinhoff.

Jeszcze pięć lat temu, kiedy na podstawie traktatu z Lizbony tworzono funkcję stałego przewodniczącego rady Europejskiej w obecnym kształcie, wydawało się, że będzie to raczej reprezentacyjna funkcja niż realna władza. Dzisiaj jednak mało kto w Europie tak to postrzega.

— Ostatnie pięć lat kryzysu gospodarczego pokazało, że odpowiedzialność i władza szefa rady jest ogromna. Rada musiała podejmować wiele kluczowych decyzji dla UE i jej szef był w tym procesie czołową postacią. Trudno powiedzieć, z jakimi kryzysami będzie musiał zmierzyć się następca Van Rompuya, ale pewne jest, że jakieś kryzysy się pojawią i Donald Tusk lub ktoś inny będzie miał ręce pełne roboty — mówi Janis Emmanouilidis, dyrektor departamentu analiz w European Policy Centre.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane