Spór między pracownikami departamentu detalicznego a Bankiem Millennium nabiera rumieńców. Kością niezgody są premie za 2008 r. wypłacane od wyników sprzedaży. Nie wszyscy je dostali. W ramach kary. Niektórym zabrano dodatkowo punkty ciułane przez lata za osiągane wyniki, ułatwiające awans czy starania o podwyżkę.
Bank tłumaczy restrykcje wynikami audytu, który wykazał, że pracownicy wydawali puste karty kredytowe, np. komuś z rodziny, które były aktywowane, ale nigdy nie zostały użyte. Mało tego. Po kontrolni wewnętrznej okazało się, że niektórzy sprzedawcy wydawali do własnej karty kredytowej, karty dodatkowe dla znajomych, rodziny, uprawniających do korzystania z rachunku posiadacza karty głównej. Bank uznał takie działanie za nieetyczne i winnym odebrał premie, a w skrajnych przypadkach rozwiązywał umowy z pracownikami.
- Rzekomo powodem naszego nieetycznego zachowania jest założenie dwa lata temu kart na członków rodziny, które po aktywacji były zamykane. Nikogo jednak nie dziwił ten fakt wcześniej - mówi pracownik banku, proszący o zachowanie anonimowości.
Opowiada dalej, że taka była taktyka kadry zarządzającej.
- Dyrektorzy kazali nam zakładać karty i zwiększali cele według własnych norm (przewyższając normy, jakie ustalała centrala). Nigdzie nie ma zapisu, że karta kredytowa nie może być założona na członka rodziny. Mało tego, swego czasu z centrali dostaliśmy informację, ile kart dodatkowych można założyć do karty głównej - wszystko to miało na celu zwiększenie sprzedaży, a co za tym idzie premii dyrektorów i dochodowości banku - mówi sprzedawca z Millennium.
Rozżaleni decyzją zarządu pracownicy próbowali założyć związek zawodowy, ale plan ostatecznie nie wypalił. Zrealizowali za to inny pomysł: złożyli skargę do Państwowej Inspekcji Pracy w Warszawie, licząc że uda im się odzyskać niewypłacone premie.
- Nie mamy żadnej informacji w tej sprawie z Inspekcji. Chciałbym tylko podkreślić, że nie stosowaliśmy odpowiedzialności zbiorowej. Każdy przypadek rozpatrywany był indywidualnie i w zależności od skali przewinienia wyciągaliśmy konsekwencje - do zwolnienia włącznie - wyjaśnia Wojciech Kaczorowski, rzecznik Banku Millennium.
ET