Dostawcom hologramów brakuje doświadczenia
Rynek zabezpieczeń zdominowały zagraniczne firmy
BEZPIECZNA FONOGRAFIA: W Polsce zabezpieczamy płyty kompaktowe i kasety. Firma, której jesteśmy przedstawicielstwem w Anglii, tworzy hologramy m.in. na papiery wartościowe i holenderskie losy loteryjne — wyjaśnia Wiesław Gebler. fot. Tomasz Zieliński
Wiele firm w Polsce próbuje zarabiać pieniądze na hologramach. Zaczynają w przekonaniu, że jest to prawdziwa żyła złota, bo klientów kupujących zabezpieczenia jest coraz więcej. Sądzą, że po prostu wystarczy sprowadzić je z Zachodu. Nic bardziej błędnego.
— Sytuację na polskim rynku usług holograficznych można skwitować słowami: totalny bałagan — twierdzi Wiesław Gebler, dyrektor spółki Rolland, będącej przedstawicielstwem angielskiej firmy De La Rue.
Jak w kalejdoskopie
Na rynku wciąż pojawiają się nowi gracze. Szybko jednak znikają. Poważnych firm jest zaledwie kilka.
— Oprócz Holografii Polskiej, która jako jedyna w kraju produkuje hologramy, wszystkie sprowadzają zabezpieczenia z Zachodu — wyjaśnia Roman Stachowiak, prezes spółki Stigma.
Jego zdaniem, w Polsce wiele osób traktuje holografię jako sposób na łatwy i szybki zarobek.
— Firmy myślą, że zabezpieczenia wystarczy sprowadzić z Zachodu. Tam jest zatrzęsienie firm. Nie wszystkie reprezentują wystarczająco wysoki poziom. By wybrać tę odpowiednią, trzeba znać się na holografii — uważa prezes Stachowiak.
Według niego, trudno nawiązuje się kontakty z zachodnimi podmiotami. Polskie firmy nie mogą liczyć na dogodne warunki współpracy.
— Jesteśmy klientami, którym dokładnie patrzy się na ręce. Często zachodni partnerzy nie mają do nas zaufania. Zwykle żądają przedpłat. Z zegarkiem w ręku pilnują płatności za towar — mówi Roman Stachowiak.
Twierdzi, że dla mniej doświadczonych firm, które dodatkowo nie znają dobrze polskiego rynku, kończy się to długami i w końcu plajtą.
Konieczna kontrola
Zdaniem Wiesława Geblera, największym błędem popełnianym przez mniejsze podmioty jest brak zabezpieczenia wewnętrznego. Nie traktują one hologramów jak druków ścisłego zarachowania.
— Wiele firm z hologramami zabezpieczającymi postępuje tak samo jak z promocyjnymi. Nie tworzy systemu przeciwdziałającego przedostaniu się zabezpieczeń na zewnątrz firmy. Hologramy z łatwością mogą być wynoszone przez pracowników — wyjaśnia Wiesław Gebler.
Twierdzi, że w ten sposób zabezpieczenia przestają spełniać swoją rolę.
Ściśle tajne
— Najlepiej, gdy hologramy z zagranicznej firmy są przewożone prosto do naszego klienta i tam nanoszone na produkt. Moi pracownicy, ani nawet ja, nie mamy z nimi styczności. Im mniej osób widzi i ma dostęp do zabezpieczeń, tym lepiej — wyjaśnia Roman Stachowiak.
Według niego, liczba nowo otwieranych firm holograficznych jest tak duża, ponieważ rynek jest niezwykle chłonny.
— Mamy coraz więcej klientów. Producenci stwierdzają, że warto więcej wydać i zabezpieczyć produkt niż tracić na podróbkach. Hologramy nakleja się na wciąż nowe rodzaje produktów — tłumaczy Roman Stachowiak.
Jego zdaniem, przyszłościowym klientem będzie rynek dziewiarski. Łódzkie firmy często dowiadują się o ceny hologramów. Zwykle na początku uznają, że zabezpieczenie za bardzo podniesie cenę wyrobu i rezygnują.
— Jednak po jakimś czasie do nas wracają. Zwykle, gdy zaobserwują, że konkurencyjna firma nakleiła na swoje wyroby hologram, robią to samo, bo nie chcą być gorsi — wyjaśnia Roman Stachowiak.
Produkcja hologramu trwa 2-3 miesiące. Klient tworzy znak jaki chce mieć na zabezpieczeniu. Jest on sprawdzany w światowym rejestrze symboli w Londynie. Nie można zamówić hologramu używanego już przez inną firmę.
Zdaniem Wiesława Geblera nie wystarczy wziąć znak od klienta i zamówić go u zachodniego producenta. Ważne jest dobranie rodzaju hologramu w zależności od tego, jaki produkt ma on zabezpieczać.
— W Polsce brakuje fachowców. Obsługa klienta jest na niskim poziomie. Dlatego nie można się dziwić, że zdarzają się produkty źle zabezpieczone — podsumowuje Wiesław Gebler.