Totalizator Sportowy ma nowego prezesa: Jacka Kalidę, który przez trzy ostatnie miesiące szukał haków na poprzednika.
Po trzech nieudanych podejściach radzie nadzorczej Totalizatora Sportowego (TS) udało się wreszcie wybrać prezesa spółki. Został nim Jacek Kalida. Kim jest? Wyszukiwarki internetowe nie mają pojęcia. Zapytaliśmy więc rzecznika i szefową rady nadzorczej TS. I otrzymaliśmy odpowiedź. A nawet dwie (patrz ramka). Nie dowiedzieliśmy się jednak, gdzie Jacek Kalida zdobywał doświadczenie, które doprowadziło go na fotel szefa spółki, wpłacającej do budżetu państwa ponad 1 mld zł rocznie. Dowiedzieliśmy się, że ma „dobrą znajomość” sektora hazardu oraz samego TS, dla którego jako pełnomocnik zarządu „opracowywał koncepcje poprawy działania”.
Komisarz
Jak „dobrą znajomość”? I jakie „koncepcje”? Z naszych informacji wynika, że nowy szef TS od czerwca 2006 r. oficjalnie był doradcą zarządu tej spółki ds. bezpieczeństwa. A naprawdę? Jednym z kilkunastu tzw. komisarzy politycznych PiS (tak nazwał ich dwa miesiące temu „Newsweek”), którzy trafili do największych spółek skarbu państwa w poszukiwaniu nieprawidłowości w działaniach poprzednich zarządów, pochodzących z nadania SLD. Do prześwietlenia Totalizatora Sportowego Jarosław Kaczyński wyznaczył dwie osoby, m.in. właśnie Kalidę. Odpowiadał on za przygotowanie tzw. raportu otwarcia w TS.
Udało nam się też co nieco dowiedzieć na temat wcześniejszej działalności Jacka Kalidy. Do Totalizatora Sportowego trafił z Computerlandu, gdzie, od października 2005 r., był zastępcą dyrektora handlowego w sektorze zamówień publicznych (dość niska funkcja — ocenia nasz informator). Kilku naszych rozmówców wiąże go też ze służbami specjalnymi. Czy słusznie? Nie potwierdziliśmy tego u źródła. Z nim samym nie udało się nam porozmawiać.
Rada, której nie ma
Nowy prezes TS ma co robić. Jedyną nowością wprowadzoną przez obecne władze spółki była drastyczna podwyżka stawki w Dużym Lotku (o 60 proc., z 1,25 zł do 2 zł). Tymczasem hazardowy gigant jak powietrza potrzebuje nowych gier i kanałów dytrybucji. Zastój, w którym tkwi, spowodował duże tarapaty. Wynikiem tego, jak ujawniliśmy w „PB”, jest spadek sprzedaży. Eksperci są zgodni: to rezultat olbrzymiego zamieszania, jakie trwa w spółce od przełomu roku.
Przypomnijmy: po wygranych wyborach PiS chciał zmienić władze TS tak szybko, że w ogóle nie zważał na przepisy. W rezultacie prezesem spółki wciąż jest pochodzący z nadania SLD Mirosław Roguski, a rady nadzorczej nie ma. Tak przynajmniej wynika z akt rejestrowych TS. Faktycznie rada działa, ale — według opinii prawnej zamówionej przez spółkę — nie może dokonywać żadnych czynności.
Chaos w środę i sobotę
Wojciech Jasiński, minister skarbu, twierdzi, że wszystko jest w porządku. Bagatelizuje spadek przychodów spółki, choć przekłada się on wprost na zmniejszenie wpływów do budżetu (TS co roku pompuje do niego ponad 1 mld zł). Zdaniem szefa resortu skarbu, decyzje sądu, odmawiające wpisania do akt nowych władz, są niesłuszne i powinny zostać uchylone. Czy tak się stanie, okaże się 10 października, kiedy sąd okręgowy rozpatrzy zażalenia i apelacje w tej sprawie. Jeśli decyzja będzie niekorzystna dla MSP, chaos jeszcze się pogłębi.



