Orlen ma w tej spółce 92,03 proc. akcji i 94,09 proc. głosów na walnym. Jeśli przekroczy próg 95 proc. głosów, będzie mógł przeprowadzić tzw. squeeze out, czyli przymusowo wykupić pozostałych akcjonariuszy. A ci od 2020 r., gdy koncern przejął kontrolę nad energetyczną spółką, kontestują jego politykę i domagają się m.in. wypłaty dywidend. Uważają też, że Orlen, jeśli chciałby ich wykupić, powinien zaoferować znacznie wyższą cenę.
- Fundacja To, co najważniejsze reprezentuje około 1000 drobnych akcjonariuszy Energi. Ostatnie decyzje Orlenu roznieciły w nich bardzo negatywne emocje, wyrażane na forach giełdowych, w komentarzach pod postami na stronie FB „Przeciw nadużyciom" i w mnóstwie telefonów do naszej fundacji. Są pełne wulgaryzmów kierowanych w stronę Orlenu. Stoimy na stanowisku, że działania Orlenu - oprócz wymienionych w oficjalnym komunikacie celów - wpisują się w cały łańcuch pokrzywdzeń drobnych akcjonariuszy Energi, ciągnący się od 2015 r. Służą całkowitemu zdominowaniu spółki, przekroczeniu progu 95 proc. głosów oraz wyciśnięciu pozostałych w obrocie akcji po jak najniższej cenie, nieodzwierciedlającej wartości przedsiębiorstwa - mówi Jan Trzciński, prezes fundacji.
Orlen przedstawia oficjalne powody
W komunikacie mówiącym o zamiarze przeprowadzenia w Enerdze emisji z zachowaniem prawa poboru Orlen wypowiedział się lakonicznie. Koncern wskazał, że pozyskanie przez spółkę 5,1 mld zł - głównie od niego - pozwoli poprawić wskaźniki zadłużenia spółki i sfinansować działalność rozwojową. Michał Masłowski z SII wskazywał, że uzasadnienie jest niezwykle skromne i zapowiadał, że stowarzyszenie zwróci się z prośbą o szczegółowe wyjaśnienia. Poprosiła o nie również redakcja PB, prosząc o odniesienie się do słów przedstawiciela SII. Odpowiedź nie była obszerna.
„Energa jest spółką o kluczowym znaczeniu dla realizacji opisanego w strategii koncernu planu inwestycyjnego w obszarze energetyki. Równocześnie pozostaje jedną z najbardziej zadłużonych firm w sektorze. Dlatego Orlen ogłosił zamiar dokapitalizowania Energi w celu restrukturyzacji bilansu poprzez przywrócenie wskaźników zadłużenia do poziomów rynkowych oraz finansowania działalności rozwojowej" - napisało biuro prasowe Orlenu w odpowiedzi na nasze pytania.
Orlen chce, by Energa wyemitowała akcje po 18,5 zł za walor. To mniej, niż pod koniec ubiegłego roku oferował drobnym inwestorom w ramach formalnego zaproszenia do sprzedaży akcji. Wtedy płacił 18,87 zł, ale zdołał kupić tylko 0,5 proc. walorów. Drugie tyle dokupił w ramach normalnych transakcji giełdowych.
Opór drobnych inwestorów
Tymczasem akcjonariusze z fundacji To co najważniejsze regularnie publikują wyceny Energi przeprowadzane na ich zlecenie przez pracowników Uniwersytetu Gdańskiego. Po wynikach spółki za trzeci kwartał 2025 r. ich wycena to 40 zł za walor.
- Zwracamy się do spółki Orlen o jednoznaczną, publiczną deklarację, że celem jego działań nie jest osiągnięcie 95 proc. głosów w Enerdze, a później wyciśnięcie mniejszościowego akcjonariatu po jak najniższej cenie. Z takim żądaniem wystąpiliśmy do Orlenu, przesyłając je do wiadomości UKNF - mówi Jan Trzciński.
Emisja z prawem poboru oznacza, że drobni akcjonariusze, by zachować stan posiadania, będą musieli wyłożyć gotówkę na nowe walory.
- Zgadzam się z tezą, że chęć przeprowadzenia emisji z prawem poboru w Enerdze jest raczej próbą wyciśnięcia drobnych akcjonariuszy i właśnie to, a nie poprawa bilansu spółki, jest główny celem Orlenu. Zakończenie procesu wykupu mniejszościowych akcjonariuszy Energi jest z punktu widzenia Orlenu niezbędne ze względu na konieczność restrukturyzacji części energetycznej koncernu. Orlen oferował już mniejszościowym akcjonariuszom wyższą cenę i nie spotkało się to ze znaczącym zainteresowaniem. Sądzę, że nawet jeszcze wyższa cena nie zostałaby powszechnie uznana za odpowiednią - mówi Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ.
