Drogowe połajanki budowlańców i GDDKiA

Emil Górecki
opublikowano: 2013-07-11 18:10

Będą razem, bo inaczej nie mogą, ale małżeńska patologia będzie trwać, bo z żadnej strony nie widać woli porozumienia.

Największe firmy budowlane i największy inwestor - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) są trochę, jak małżeństwo z długim stażem. Już dawno zapomnieli miodowy miesiąc pełen nadziei i radości, takie zapatrywanie życie zweryfikowało boleśnie. Pamiętają tylko ostatnie, najgorsze lata. Nie są w stanie usiąść przy stole, żeby wspólnie zjeść kolację i porozmawiać, jak poprawić relację. Więcej – zjedzenie kolacji to zbrodnia (patrz casus ministra Tadeusza Jarmuziewicza). Rozwodu nie wezmą, bo jedno bez drugiego żyć nie może.

fot. Marek Wiśniewski
fot. Marek Wiśniewski
None
None

Ostatnio wygląda na to, że nawet ze sobą nie rozmawiają, tylko porozumiewają się za pomocą listów. Oczywiście pouczając się nawzajem.

- Zwróć uwagę, by twój personel czytał dokładnie dokumenty przetargowe – pisze GDDKiA.
- Nie, to ty zwróć uwagę, aby twój personel czytał dokładnie projekty, które odbieraod biur projektowych i nie liczył na to, że odpowiedzialność za błędy projektowe uda się zrzucić na wykonawcę – odpowiada Polski Związek Pracowników Budownictwa (PZPB).


Co naturalne w każdej rodzinnej patologii, kłócą się głównie o pieniądze.


- Przed złożeniem oferty zweryfikuj ja przynajmniej dwa razy. Zapoznaj się z cenami materiałów na obszarze, na którym będziesz składał ofertę. Sprawdź jaki potencjał mają lokalni dostawcy i usługodawcy. Uwzględnij też w swojej ofercie ryzyko wzrostu cen dla kluczowych składników kosztotwórczych – poucza drogowa dyrekcja.
- To ty zweryfikuj rzetelnie ceny przed wyborem oferty. Zrób to nawet dwa razy, żeby uniknąć wydłużenia przetargu, odwołań i sporów. Zapoznaj się z cenami materiałów. Sprawdź czy twój wykonawca nie pomylił się wskutek twojego niedbalstwa przy sporządzaniu dokumentacji przetargowej – odszczekują pracodawcy budownictwa.

Jest i tradycyjne „to przez ciebie mam zmarnowane życie”.

- Nie tylko wykonawca, ale przede wszystkim ty – jako inwestor i organizator – odpowiadasz za powodzenie inwestycji. W przypadku problemów finansowych wykonawcy, klęskę poniesiecie obaj, a ty będziesz musiał znaleźć nowego wykonawcę, co będzie dodatkowo kosztować, zabierze czas, nie dotrzymasz obietnicy danej kierowcom, a poza tym możesz stracić dotację i zaufanie klientów – piszą budowlańcy.
- W przypadku problemów finansowych jednego z partnerów konsorcjum obowiązek dokończenia inwestycji spoczywać będzie na twojej firmie. Dotyczy to również konieczności pokrycia nieuregulowanych zobowiązań twojego partnera wobec podwykonawców, usługodawców i dostawców – ripostuje generalna dyrekcja.

Katalog wzajemnych żalów jest długi i dość nieciekawy. Każde zwaśnione małżeństwo chce, by to ta druga strona się zmieniła, wyciągnęła rękę, przeprosiła i wyciągnęła wnioski. Każde też jest przekonane, że „to wszystko twoja wina”. Akurat ta para jest już u kresu, awantury słychać u sąsiadów.

Ostatnia szansa – terapia małżeńska. Teoretycznie psychologów jest w bród, w praktyce jednak żaden tego bagna nie chce się tknąć, bo sam może oberwać, jak wspomniany minister Jarmuziewicz.

Premier uważa, że patologii nie ma, a każde małżeństwo czasem musi się pokłócić. Minister gospodarki stoi w rozkroku. Problemy dostrzegał, kiedy był wiceszefem komisji infrastruktury, ale w ławach rządowych to już co innego, zwłaszcza jeśli szef-premier problemów nie widzi. Minister transportu? Do niego nawet nie próbują chodzić, bo szkoda czasu. Posłowie opozycji rozwiązanie mają, bo nie rządzą: szefa GDDKiA chcieliby wyrzucić, bo jego mocodawcą jest premier, a pokrzywdzonym firmom pomóc, co oczywiście uczynią, jeśli tylko dojdą do władzy. Posłowie koalicji uważają, że wszystko jest w porządku, bo przecież premierowi wody mącić nie będą.

Znikąd ulgi, znikąd ratunku. Pozostaje więc jedna szansa. Zamiast połajanek, wspólna, rzeczowa rozmowa i obustronne ustępstwa. To kosztuje trochę zdrowego rozsądku i trochę dumy. Alternatywą jest wojna na drogach.