Czytasz dzięki

Duda lub Trzaskowski – co czeka gospodarkę

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 09-07-2020, 22:00

12 lipca wybierzemy prezydenta. Zobacz, co czeka gospodarkę w przypadku reelekcji lub zwycięstwa kandydata opozycji.

Jeśli wybory wygra Andrzej Duda:

Wybór Andrzeja Dudy na kolejną kadencję należy interpretować jako utrzymanie przez PiS pełni kontroli nad polityką gospodarczą. Wpływ samego prezydenta na decyzje dotyczące gospodarki nie jest duży, ale jest on elementem szerszej wizji i w tym kontekście oceniam ten scenariusz. Pytanie brzmi zatem — co to znaczy, że PiS utrzyma kontrolę nad gospodarką?

Są trzy filary wizji gospodarczej PiS, które zdeterminują działania tego obozu politycznego również w nadchodzących latach. Pierwszym jest zwiększanie bezpośredniej kontroli rządu nad procesami gospodarczymi poprzez podporządkowywanie instytucji i spółek skarbu państwa centralnym decyzjom kierownictwa politycznego. Drugi filar to rosnąca redystrybucja, czyli zwiększanie znaczenia transferów socjalnych i wsparcia publicznego dla różnych sektorów gospodarki. Trzecim jest niechęć do megaglobalizacji w dotychczasowej formie, idąca w kierunku haseł politycznych Donalda Trumpa.

Do tej pory PiS w miarę sprawnie wprowadzało swoje wizje, nie naruszając stabilności gospodarczej kraju i pozwalając gospodarce korzystać z globalnych wiatrów dobrej koniunktury. Niechęć do globalizacji nie przeszkadzała rządowi w przyciąganiu inwestycji zagranicznych. Chęć zwiększania redystrybucji nie naruszyła równowagi budżetowej, a nawet udało się znacząco ograniczyć wskaźnik długu publicznego. Pociąg do kontroli politycznej nie przeszkodził natomiast we wprowadzaniu ciekawych projektów w obszarze innowacji, w których instytucje publiczne — takie jak Polski Fundusz Rozwoju — sprawnie współpracowały z sektorem prywatnym.

Mam nadzieję, że PiS skoncentruje się na konstruktywnych, a nie destrukcyjnych elementach swojego programu — wspieraniu innowacji, inwestycji publicznych, inwestowaniu w kapitał ludzki w zagrożonych ubóstwem grupach społecznych. Mój największy niepokój budzi natomiast podejście prezydenta i PiS do instytucji. To ten prezydent i ta partia odpowiadają za destrukcję Trybunału Konstytucyjnego, jednej z najważniejszych instytucji państwa polskiego. Podobnej kontroli próbowano poddać inne sądy, co zostało częściowo zablokowane przez Unię Europejską. Na razie skutków gospodarczych tych decyzji nie ma, ale przecież między zawróceniem tankowca a jego ugrzęźnięciem na mieliźnie może minąć dużo czasu — rola instytucji ujawnia się powoli.

W kolejce stoi bank centralny. Na razie PiS nie podważyło niezależności NBP, bo jest on zarządzany przez osobę bliską tej partii, koniunktura była stabilna, a prawo europejskie chroni niezależność władz monetarnych. Może się to jednak zmienić. Napięcia budżetowe po kryzysie, konieczność mobilizacji dużego kapitału na transformację energetyczną oraz generalnie większe zaangażowanie banków centralnych we wspieranie rządów na świecie mogą stworzyć podatny grunt do podważenia niezależności banku centralnego w Polsce.

W czasie kryzysu rząd dostał do ręki narzędzie, o którego posiadaniu nie mógł wcześniej nawet marzyć — finansowanie budżetu przez NBP. Było to uzasadnione skalą kryzysu, ale boję się, że rządzący nie zrezygnują z tego nawet wtedy, gdy będzie należało. Oby były to strachy na Lachy.

Jeśli wybory wygra Rafał Trzaskowski:

Najważniejszą konsekwencją wyboru Rafała Trzaskowskiego na prezydenta będzie fakt, że rząd PiS nie będzie mógł podjąć większości istotnych decyzji bez akceptacji przedstawiciela Koalicji Obywatelskiej. Zarządzanie krajem będzie więc wymagało konsensu.

W optymistycznym scenariuszu oznaczać to będzie, że Trzaskowski stanie się barierą dla rewolucyjnych zapędów PiS. Może dzięki temu partia ta skupi się na bardziej nowoczesnych elementach swojego programu niż destrukcja liberalnej demokracji — na inwestycjach publicznych, redystrybucji, innowacjach, a nie podporządkowaniu wszystkich instytucji kontroli politycznej. W pesymistycznym scenariuszu dojdzie do paraliżu decyzyjnego i wzmocnienia wojny politycznej.

Trzaskowskiego od Dudy różni przede wszystkim podejście do dwóch zasadniczych kwestii — kontroli politycznej nad procesami gospodarczymi oraz Unii Europejskiej i szerzej: globalizacji finansowej i handlowej. Co się tyczy pierwszej kwestii, to politycy PO zainicjowali proces skupu banków prywatnych przez państwowe, wymyślili narodowe czempiony i zaczęli głosić, że kapitał ma narodowość. Mimo to Trzaskowski i jego obóz przywiązują większą wagę niż PiS do decentralizacji decyzji gospodarczych. Przykładem mogą być przygody PO z PFR (a precyzyjnie — PIR). Za rządów tej partii proces decyzyjny w wehikule tak mocno obwarowano regułami chroniącymi przed ingerencją polityczną, że instytucja ta… nie mogła podejmować żadnych istotnych decyzji. Dla PiS taka sytuacja jest absolutnie niemożliwa.

W kwestii UE i globalizacji Duda jest jak Donald Trump — uważa, że inne kraje wykorzystują Polskę, a globalny system gospodarczy to arena walki, nie współpracy. Trzaskowski jest zaś pod tym względem dzieckiem intelektualnym przełomu XX i XXI wieku. Wierzy w świat, który dąży do coraz większej integracji, koordynacji i współpracy, w Europę, która zmierza w kierunku rozwiązań federalnych. Choć uważam 100-procentowy euroentuzjazm za nieco naiwny, podzielam wiarę, że z najważniejszymi wyzwaniami gospodarczymi lepiej mierzyć się razem niż osobno. Polska gospodarka kwitnie dzięki umiejętnemu wpasowaniu naszych firm i pracowników w wymagania globalnego systemuhandlowego i finansowego. Na nasze perspektywy powinniśmy zatem patrzeć jako na element większej całości, a nie coś, nad czym mamy wyłączną kontrolę.

Z powyższych rozważań wynika, z czym wiążę największe nadzieje w przypadku wygranej Rafała Trzaskowskiego. To przede wszystkim wprowadzenie kontroli nad dążeniem rządu PiS do podporządkowywania coraz większych obszarów gospodarki decyzjom centrum politycznego. Ponadto liczę, że Trzaskowski będzie potrafił lepiej wprzęgnąć Polskę w procesy decyzyjne w UE. Transformacja klimatyczna, polityka spójności i integracja finansowa to obszary, w których będziemy musieli manewrować sprytnie, a nie tylko uderzać pięścią w stół.

Niepokój budzi tendencja Rafała Trzaskowskiego do upartyjniania niektórych problemów gospodarczych, bez spojrzenia strategicznego. Np. pomysł rezygnacji z budowy CPK i przeznaczenia pieniędzy na bieżące transfery to typowa idea wiedziona sondażami. Podobnie jest z zapowiedzią niepodwyższania podatków. Co się stanie, jeśli deficyt w służbie zdrowia się pogłębi, a politycy nie będą chcieli zrezygnować z hojnych programów społecznych? Z czego sfinansujemy obsługę rosnącego popytu na usługi medyczne? Jeżeli prezydentura Trzaskowskiego będzie nastawiona wyłącznie na destrukcję PiS, konflikt może sparaliżować państwo. Liczę jednak, że to też strachy na Lachy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski, ekonomista, szef centrum analitycznego SpotData

Polecane