Dusza pod tonami gruzu

opublikowano: 28-02-2014, 00:00

Nowe życie, nowy biznes i stary lokal, któremu nadano nowe oblicze — tak w skrócie można opisać doświadczenia ostatnich lat Joanny Krajewskiej-Godziek, właścicielki pracowni Poszetka.com., szyjącej męską konfekcję.

Początkowo szycie było tylko hobby pracownicy branży turystycznej na urlopie macierzyńskim. Przerodziło się jednak w dochodowy interes. Powstała firma, etap sprzedaży internetowej szybko minął, a potrzeba znalezienia odpowiedniego miejsca doprowadziła Joannę Krajewską-Godziek do dawnej szwalni w Katowicach. Mówi, że duszę lokalu odkryła od razu, chociaż była ukryta pod zwałami gruzu.

SERCE BRUSTASZY

Przygoda właścicielki Poszetki.com z poszetką rozpoczęła się w 2010 r. Uczyła się wtedy szyć na maszynie, by mieć dodatkowe zajęcie w trakcie doglądania podrastającej pociechy. Swoje umiejętności mogła sprawdzić na mężu — to w brustaszy (małej kieszonce) jego marynarki wylądowała pierwsza poszetka.

Wspólna decyzja o stworzeniu firmy zapadła dwa miesiące później. Akurat w tym czasie w Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego rozpoczęto nabór wniosków na dofinansowanie pierwszych biznesów.

Pomysł na Poszetkę.com zajął 9. miejsce na 600 zgłoszeń. W początkach działalności firmy pomagali internauci i blogerzy — swoje pierwsze decyzje i produkty Joanna Krajewska-Godziek konsultowała ze znawcami mody męskiej korzystającymi z forum butwbutonierce.pl.

— Najpierw wysłałam trochę próbek, by zebrać opinie i dostać wskazówki. Chciałam zgromadzić jak najwięcej informacji i nie myślałam o tym jak o działaniach reklamowych.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że właśnie taki efekt uda się uzyskać. Pomogło szczęście. Macaroni Tomato, jeden z najbardziej znanych blogerów mody męskiej, napisał o moich poszetkach. Dostałam dobre recenzje i tak to się powoli zaczęło rozkręcać.

Coraz więcej osób interesowało się moimi poszetkami. Nadal konsultuję z użytkownikami forum pewne rzeczy. Chociaż zajmuję się tym już 3 lata, wyprodukowałam tysiące dodatków, obsłużyłam 4 tys. zamówień i dotarłam do najlepszych tkalni we Włoszech, widzę, że jeszcze wiele muszę się nauczyć — opowiada Joanna Krajewska-Godziek.

LOKAL POTRZEBNY OD ZARAZ
Interes rozkwitł. Po półtora roku od otwarcia manufaktury sprzedaż internetowa rozkręciła się na dobre. Zaczęto szyć inne męskie dodatki — krawaty, fulary, muchy, szale — oferować usługi krawieckie, a nawet wytwarzać torby skórzane. Klienci dzwonili, pytali, ale chcieli też obejrzeć produkty nie tylko na zdjęciach.

— Okazało się, że na Śląsku jest wielu zainteresowanych naszymi wyrobami. Umawiałam się z nimi w restauracjach. Czułam się bardzo nieprofesjonalnie i denerwowało mnie, że nie mogę ich zaprosić do swojej siedziby — opowiada Joanna Krajewska-Godziek.

Brakowało również miejsca na magazynowanie towaru. Przechowywano go w mieszkaniach właścicielki i pracownicy firmy. Były oddalone od siebie o 15 km. Ciągłe kursowanie między tymi punktami było coraz bardziej uciążliwe. Stawało się oczywiste, że Poszetka. com potrzebuje miejsca nie tylko w sieci, ale też lokalu w odpowiednim punkcie. Poszukiwania nie trwały długo.

Znajomy Joanny Krajewskiej-Godziek, który prowadzi przy ul. Morcinka w Katowicach sklep promujący polskich projektantów — Geszeft, zaproponował jej, by otworzyła tam swoje stoisko.

Wiedziała jednak, że będzie potrzebowała większej powierzchni. Nie musiała daleko szukać. W sąsiedztwie sklepu kolegi wypatrzyła opuszczony i zaniedbany lokal. Stara szwalnia od razu przyciągnęła uwagę Joanny Krajewskiej-Godziek nie tylko ze względu na branżowe pokrewieństwo, ale i charakter, który wystarczyło odpowiednio wyeksponować. Postawiła na intuicję i nie rozglądała się już za niczym innym.


DAĆ ŚWIATŁU SZANSĘ
Szwalnia, którą wynajmuje firma, znajduje się w trzypiętrowej kamienicy z lat 50., kilkaset metrów od katowickiego Spodka.
— Nie jest to ścisłe centrum, za to okolica należy do najstarszych w mieście, zamieszkuje ją katowicka inteligencja. Dzielnica powoli pustoszała przez lata, tworzyły się i upadały kolejne drobne zakłady. Dopiero od jakiegoś czasu zaczęła ponownie budzić zainteresowanie i ludzie coraz częściej pytają o możliwość wynajęcia lokalu. Początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy, uświadamiali mnie mieszkańcy dzielnicy, którzy gościli w naszym sklepie — opowiada Joanna Krajewska-Godziek.


Zanim jednak ktokolwiek mógł odwiedzić siedzibę Poszetki.com, lokal przeszedł gruntowny remont. Właścicielkę firmy od razu zafascynowały duże i wysokie okna, idealne na sklepową witrynę. Wpadające przez nie światło całkowicie jednak tłumiło zabudowane wnętrze. Duszę zakładu trzeba było odsłonić.


BYFYJ MUSI BYĆ
Wyburzenia i rozbiórki okazały się najtrudniejszym etapem trzymiesięcznego remontu. Około stumetrowy lokal był podzielony na kilka mniejszych zagraconych pomieszczeń — przez lata znajdowało się tam pięć pokoi ze stanowiskami krawcowych.

Aby wprowadzić więcej przestrzeni i światła, należało wyburzyć wszystkie ścianki działowe. Trzy kontenery gruzu później oczom właścicielki Poszetki zaczął się ukazywać kształt pomieszczenia, który wraz z pomocą architekta chciała nadać starej szwalni.

Ostatecznie podzielono ją na dwie części: sprzedażowo-biurową i krawiecką. Nie wszystkie starocie opuściły lokal. Stare wieszaki na lampy i ubrania wyglądały w nim korzystnie. Pozostawiono też zabudowaną antresolę, w której stoi skromne biurko właścicielki, a za nim byfyj z lat 50., czyli śląski stary kredens. Ale to nie jedyny mebel, który założycielka Poszetki chciała mieć w swoim lokalu. Stanęły w nim też inne zabytki z peerelowskich salonów, czyli szafka, półka i dwa fotele.

— Zawsze miałam taki pomysł na wystrój. Fotele z poprzedniej epoki w połączeniu z nowoczesnym stolikiem to zestaw, który od dłuższego czasu chodził mi po głowie. Meble kupiliśmy w internecie i odnowiliśmy — wspomina Joanna Krajewska-Godziek.

Remont zakończył się w czerwcu 2013 r. Adres okazał się idealny. Klienci coraz chętniej zaglądają do Poszetki.com. na ulicę Morcinka. Właścicielka firmy już myśli o zatrudnieniu dwóch kolejnych pracowników i otwarciu kolejnego punktu w innym mieście, co najlepiej świadczy o tym, że opłacało się zainwestować. Cały remont kosztował 70 tys. zł, ale wydaje się, że to niewielka cena za nowe życie. Na swoim. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAFAŁ FABISIAK

Polecane