Dwa śmigłowce pełne agentów leciały po Krauzego

AOP
opublikowano: 2008-03-12 15:26

Dwa wojskowe śmigłowce z tajnymi agentami na pokładzie wystartowały z Warszawy, aby schwytać Ryszarda Krauzego. Musiały zawrócić z powodu zeznań świadka innych niż spodziewał się Zbigniew Ziobro – podaje na swojej stronie internetowej dziennik.pl.

Późnym popołudniem 13 lipca na wniosek ministra sprawiedliwości szef resortu obrony Aleksander Szczygło wydał zgodę na użyczenie wojskowych śmigłowców prokuratorom i agentom z CBA – podaje dziennik.pl.

Agenci mieli zatrzymać Krauzego, na wypadek, gdyby przesłuchiwany w tym czasie prezes PZU Jaromir Netzel powie coś, co obciąży biznesmena.

Śledczy wywnioskowali – m.in. z podsłuchów - że prezes PZU ma dać alibi Januszowi Kaczmarkowi w sprawie jego słynnej nocnej wizyty w hotelu Marriott. Netzel miał potwierdzić wersję ministra, że to właśnie on z nim się tam spotkał, a nie z Krauzem.

13 lipca prokuratorzy postanowili, że trzeba działać, zanim obaj się spotkają i ustalą ostateczną wersję alibi. Decyzje były błyskawiczne. Zbigniew Ziobro mówi: "Prowadziliśmy wyścig z czasem" i zastrzega, że chodziło o natychmiastowe przesłuchanie, a nie zatrzymanie Krauzego – pisze dziennik.pl.