Dwóch w pogoni za Cegielskim

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 07-04-2008, 00:00

Choć oprócz właściciela Złomreksu o udziale w prywatyzacji myśli też Zbigniew Jakubas, wcale nie muszą sobie wejść w paradę.

Przemysław Sztuczkowski: najpierw stocznie, potem silniki

Choć oprócz właściciela Złomreksu o udziale w prywatyzacji myśli też Zbigniew Jakubas, wcale nie muszą sobie wejść w paradę.

Zakłady Hipolit Cegielski Poznań (HCP) szykują się do prywatyzacji. Inwestor giełdowy Zbigniew Jakubas zapowiedział niedawno chęć przejęcia należącej do grupy Fabryki Pojazdów Szynowych.

Cegielski to jednak przede wszystkim producent silników do statków i urządzeń dla energetyki. I z powodu silnej pozycji na rynku silników okrętowych interesuje się nim inny znany biznesmen — Przemysław Sztuczkowski, właściciel Złomreksu. Założył już spółkę Amber, aby przejąć stocznie z Gdyni i Szczecina.

— Jeśli dojdzie do zakupu stoczni, to w grupie powinien znaleźć się także Cegielski — mówi Przemysław Sztuczkowski.

15 kwietnia kończy się wyłączność jego spółki na negocjacje dotyczące zakupu stoczni od skarbu państwa.

Razem czy osobno

Czy Zbigniew Jakubas i Przemysław Sztuczkowski wystartują po Cegielskiego razem czy osobno?

— Podtrzymuję moje zainteresowanie tzw. lewą częścią Cegielskiego, w tym wchodzącym w jej skład zakładem pojazdów szynowych. Rozważam różne scenariusze, w zależności od tego, czy Cegielski będzie sprzedawany w całości, czy podzielony na dwie części — odpowiada enigmatycznie Zbigniew Jakubas.

— Interesuje mnie produkcja silników okrętowych, ale to, czy grupa będzie prywatyzowana w całości, czy osobno zależy od skarbu — dodaje Przemysław Sztuczkowski.

Wydaje się jednak, że obaj biznesmeni nie będą sobie wchodzili w paradę, bo każdego interesuje inna część produkcji. Czy już rozmawiali o Cegielskim?

— Uchylam się od odpowiedzi — mówi Przemysław Sztuczkowski.

Strategia HCP trafiła już do Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP).

— Analizowaliśmy prywatyzację spółki w całości oraz podzielenie jej i prywatyzowanie każdej części osobno — mówi Andrzej Klimek, wiceprezes Cegielskiego ds. strategii.

Resort skarbu jeszcze nie wie, który z dwóch scenariuszy wybierze.

— Minister podejmie decyzję pod koniec kwietnia — powiedziano nam w biurze prasowym resortu.

Poprzednie rządy forsowały prywatyzację grupy Cegielskiego w całości. Był nawet plan wysłania jej na giełdę.

Hossa na stoczniowym rynku może teraz skłonić wiele firm do zainteresowania poznańską spółką, która jest jednym z największych w Europie producentem silników okrętowych.

Zainteresowany Cegielskim jest ISD Polska, ukraiński inwestor Stoczni Gdańsk, ale poznański zakład raczej nie widzi się w tej grupie. Gdańska spółka wchodzi w produkcję tzw. offshore, czyli małych statków dla górnictwa morskiego. Jej zamówienia w poznańskim zakładzie są znikome. Cegielski dostarcza po prostu silniki do innego typu jednostek.

HCP rozdaje karty

Sam Cegielski chętnie widziałby się w polskiej grupie stoczniowej, ale nie ma też nic przeciwko temu, by kupił go inwestor spoza polskiego rynku. Nauczony doświadczeniami po upadku szczecińskiej Porty Holding, nie skupia się już tylko na dostawach dla krajowych stoczni, ale wychodzi za granicę.

— Zamówienia z polskich stoczni są dla nas priorytetem, ale coraz więcej silników sprzedajemy na eksport. W tym roku mamy zakontraktowanych 30 sztuk, w tym 17 za granicę, a w przyszłym roku 31, z czego na eksport 23 — mówi Andrzej Klimek.

Może więc okazać się, że to stoczniom i inwestorowi będzie bardziej zależało na aliansie z Cegielskim niż jemu na rodzimych producentach statków. Na silniki okrętowe czeka się obecnie nawet 2,5 roku, więc stocznie już powinny kontraktować je na kolejne lata. Cegielski buduje portfel na 2010 r. A stocznie? Na razie martwią się, jak dotrwać do prywatyzacji.

H. Cegielski — Fabryka Silników Agregatowych i Trakcyjnych

H. Cegielski — Fabryka Pojazdów Szynowych

H. Cegielski — Remocentrum

H. Cegielski — Energocentrum

H. Cegielski — Logocentrum

H. Cegielski — Service

H. Cegielski — Centrum Badawczo-Rozwojowe

H. Cegielski — Transcel

Infocentrum

2,9

tys.

Tylu pracowników zatrudnia grupa HCP…

586

mln zł

…a tyle wynosi jej roczna sprzedaż.

Polskie stocznie ostatkiem sił ciągną do prywatyzacji

W tym tygodniu zakłady będą walczyć o pieniądze na pensje. Państwo już nie chce dokładać.

Amber Przemysława Sztuczkowskiego i skarb państwa muszą ustalić, ile każda ze stron dołoży do stoczniowej prywatyzacji. Plan musi też zaakceptować Komisja Europejska.

W tym tygodniu wyjaśni się, czy pacjenci, czyli stocznie, dożyją tej operacji. 8 kwietnia pensje powinni dostać stoczniowcy z Gdyni, 10 kwietnia — ze Stoczni Szczecińskiej Nowej (SSN). Od czasu przejęcia władzy przez PO obie stocznie otrzymywały co dwa miesiące po blisko 100 mln zł pożyczek z Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) na wynagrodzenia i inne rachunki. Kolejne dwa miesiące mijają, a skarb nie pali się jednak do finansowania kolejnych stoczniowych wypłat.

— Wynagrodzenie będzie wypłacone dzięki pieniądzom armatora za przekazanie mu statku — zapewnia Zbigniew Żmijewski, szef związku Stoczniowiec w SSN.

W rękach armatora

Spółka od miesięcy stara się też o uruchomienie rządowych poręczeń zaliczek armatorskich, aby rozwinąć produkcję statków i mieć pieniądze na wypłaty. Realizacja tych planów idzie jak po grudzie. Tymczasem Stocznia Gdynia znów liczy na Ramiego Ungara, izraelskiego armatora.

— W kwietniu wypłaty będą terminowe. Nie ukrywam jednak, że płynność finansowa stoczni zależeć będzie od wyników rozmów prowadzonych z firmą RCC (Ray Car Carriers należącą do Ramiego Ungara — przyp. red.) — twierdzi Janusz Wikowski, rzecznik gdyńskiej stoczni.

Spółka chce bowiem skłonić armatora do renegocjowania kontraktów, by poprawić ich rentowność. Armator nie zamierza się na to zgodzić.

Konfliktów moc

Wiele wskazuje na to, że nie jest on obecnie mile widzianym kontrahentem. Nie dostał od skarbu wyłączności na rozmowy prywatyzacyjne. Skarb miał też za złe stoczni, że skupia się tylko na współpracy z jednym armatorem, co źle wpływa na rentowność jej produkcji. Jednak stocznia nie miała dotychczas wyjścia, bo zanim na wypłaty zaczęła pożyczać jej ARP, to jej działalność finansował armator.

Skutkiem tej sytuacji jest konflikt w zarządzie stoczni i części szefów stoczni z izraelskim armatorem. Jak się zakończy — trudno spekulować. Warto jednak przypomnieć, że pojutrze do Izraela jedzie premier Donald Tusk i stocznie mogą być jednym z tematów rozmów.

11 marca może też dojść do odwołania Arkadiusza Aszyka, wiceprezesa stoczni, który uchodził za zwolennika współpracy z Rami Ungarem. Taka dymisja byłaby jednak dziwna w przeddzień prywatyzacji, bo według informacji „PB” — ma on największe szanse na pozostanie w zarządzie stoczni po wejściu inwestora.

100

mln zł

Tyle co dwa miesiące pożyczała stoczniom ARP na wynagrodzenia i bieżącą działalność...

515

mln zł

...a taką kwotą skarb chciał dokapitalizować Stocznię Gdynia. To nie wystarczy. Budżet musi także dofinansować prywatyzację SSN.

Katarzyna Kapczyńska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu