Dyplom MBA jak prawo jazdy

opublikowano: 04-06-2017, 22:00

Studia menedżerskie nie tyle są dziś powodem do dumy, ile ich brak jest powodem do wstydu. Polscy szefowie już to wiedzą

Dawno skończyły się czasy, gdy skrót MBA otwierał drzwi do kariery. Dzisiaj studia menedżerskie oznaczają tylko — i aż — usystematyzowanie wiedzy, zdobycie szerszych horyzontów intelektualnych, dużą sieć kontaktów biznesowych. To wśród absolwentów coraz powszechniejszy pogląd. Wyznaje go m.in. Paweł Świć, dyrektor marketingu firmy Nanovo, która specjalizuje się w digital retail, czyli innowacjach cyfrowych dla handlu detalicznego.

Dyplomy MBA, ale też wewnętrzne i zewnętrzne szkolenia, certyfikacje, 
znajomość języków obcych są dowodem na to, że pracownik, specjalista, 
menedżer nie spoczął na laurach.
Zobacz więcej

Dyplomy MBA, ale też wewnętrzne i zewnętrzne szkolenia, certyfikacje, znajomość języków obcych są dowodem na to, że pracownik, specjalista, menedżer nie spoczął na laurach. Fot. Marek Wiśniewski

— Wybrałem program MBA pod szyldem Uniwersytetu Minnesoty i Politechniki Lubelskiej. Nie chciałem poprzestać na bazowym wykształceniu ze studiów magisterskich, bo sprowadzało się głównie do wiedzy teoretycznej. Zrobienie następnego kroku wynikało z mojej wewnętrznej potrzeby zawodowego i osobistego rozwoju — mówi Paweł Świć. Był jednym z najmłodszych uczestników programu, na którym nie brakowało prezesów i menedżerów wyższego szczebla. Jego bardziej doświadczeni koledzy pytali, po co mu MBA i czy nie robi go za wcześnie. Niezmiennie odpowiadał, że to, czego nauczył się wcześniej, już spożytkował w swojej pracy ukierunkowanej na szeroko pojęty marketing. Aby dać z siebie więcej, iść naprzód, poprawić skuteczność, musiał zdobyć nowe kompetencje. Do znudzenia powtarzał, że MBA to taki sam wymóg jak prawo jazdy kategorii B.

— Możliwość wymiany doświadczeń z innymi uczestnikami, networking, doskonalenie umiejętności przywództwa, komunikacji i rozwiązywania konfliktów — o to mi chodziło, gdy składałem papiery na MBA. A pracodawca z entuzjazmem wspierał moje edukacyjne aspiracje — wspomina dyrektor Paweł Świć. Wiedzę i umiejętności zdobyte na MBA wykorzystuje w planowaniu działań strategicznych, wdrażaniu nowych rozwiązań i budżetowaniu projektów. Nanovo to spółka technologiczna i choć nie jest programistą — zaznacza — dokształca się także w dziedzinie IT. Bez tego gorzej rozumiałby branżę, w której pracuje, swoich współpracowników i klientów.

Wiele pomysłów i perspektyw

Przejście od teorii do praktyki, od abstrakcji do konkretu — przede wszystkim za to swoje MBA ceni Marcin Sokołowski, menedżer w centrum badań i innowacji Skanska. Cieszy się, że na zajęciach czerpał z wiedzy i doświadczenia swoich koleżanek i kolegów ze znanych korporacji, działających również na arenie międzynarodowej. Dzięki wielu nietuzinkowym ludziom — zapewnia — obecnie nie przywiązuje się kurczowo do własnych opinii, ale patrzy na swoje wyzwania wieloaspektowo. A kiedy ma jakiś problem, zastanawia się, jak próbowaliby go rozwiązać jego znajomi ze studiów.

— Burze mózgów, analizy przypadków, rozpatrywanie dylematów zarządczych z perspektywy różnych specjalności i branż — to wszystko pokazywało mi, że nie zawsze moje pomysły są najlepsze, że czasem warto posłuchać innych i przyznać rację tym, z którymi początkowo się nie zgadzałem. Trudno o lepszą szkołę elastycznego myślenia i przekraczania swojej strefy komfortu. Program MBA dał mi ogromny dystans do siebie, swoich poglądów i wyobrażeń — zapewnia Marcin Sokołowski. Ciągłe uczenie się, bezustanny rozwój kompetencji to — według Jakuba Bejnarowicza, szefa organizacji CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej — warunek podnoszenia swojej wartości na rynku pracy. Polscy studenci, którzy przyszłość wiążą z finansami, ekonomią czy marketingiem, coraz częściej zdają sobie z tego sprawę. Tym bardziej specjaliści i menedżerowie z co najmniej kilkuletnim stażem wiedzą, że oprócz dyplomu ukończenia studiów warto mieć też tytuły naukowe.

— Taki wpis w CV z pewnością zwróci uwagę potencjalnego pracodawcy. Jeśli o to samo stanowisko ubiegają się osoby o podobnych umiejętnościach, cechach i predyspozycjach, zwykle większe szanse ma ta, która swoje atuty może potwierdzić certyfikatami — uważa Jakub Bejnarowicz.

Głód wiedzy pomaga

W podobnym duchu wypowiada się Edyta Gałaszewska-Bogusz, dyrektor Accenture Operations w Polsce, zdaniem której głód wiedzy to ogromny atut w dobie czwartej rewolucji przemysłowej (gospodarka cyfrowa, w której coraz większą rolę odgrywają: sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja, internet rzeczy). Dyplomy MBA, ale też wewnętrzne i zewnętrzne szkolenia, certyfikacje, znajomość języków obcych — dopowiada — są dowodem na to, że pracownik, specjalista, menedżer nie spoczął na laurach.

— Z najnowszego raportu naszej firmy wynika, że 95 proc. fachowców wie, że muszą zdobywać nowe kompetencje, jeśli chcą pozostać przydatni dla gospodarki. OECD uzupełnia: 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś edukację będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją — informuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Znaczenie edukacji potwierdza także badanie przeprowadzone przez Goldman Recruitment: pracownicy zdobywający dodatkowe kompetencje będą zarabiać w przyszłości nawet 80 proc. więcej niż ci, którzy nie chcą się uczyć. Jest jednak warunek: dostosowanie szkoleń, programów i studiów do naszych potrzeb i zainteresowań.

— W Polsce mamy ponad 60 programów MBA, które są certyfikowane przez zachodnie uczelnie. Trzeba konkretnie określić, jaki mamy cel edukacyjny. Inaczej inwestycja w wiedzę może nam się nie zwrócić — ostrzega Paweł Świć.

Dokument to nie wszystko

Edyta Gałaszewska-Bogusz dodaje, że certyfikacje w oczach rekruterów i specjalistów personalnych są ważnym, ale jednak niewielkim elementem skomplikowanej mozaiki, którym jest profil kompetencji pracownika. Aż chce się zacytować Billa Gatesa, który tak powitał jednego z absolwentów renomowanych amerykańskiej uczelni MIT: „Dyplomy dyplomami, ale ty musisz być po prostu pracowity i twórczy oraz umieć działać w zespole”.

— Jedno nie ulega kwestii: lepiej skończyć MBA. Te studia sprawiły, że stałem się bardziej komunikatywny, otwarty, co przełożyło się na lepszy sposób działania i efektywność. Awans przyszedł jako naturalna kolej rzeczy. Moje nastawienie na ciągły rozwój jest jednym z czynników determinujących wybór obecnego pracodawcy — komentuje Sebastian Woźniak, menedżer z firmy Mars. Wniosek: jeśli nawet MBA nie otwiera już drzwi do kariery, to z pewnością ich nie zamyka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu