Na 200-250 mln zł szacuje Urząd Regulacji Energetyki straty spółek dystrybucyjnych związane z obowiązkowym uczestnictwem w technicznym rynku energii. Regulator nie uwzględni ich jednak w nowych taryfach, bo nie akceptuje zasad rynku narzuconych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne.
W wyniku transakcji zawieranych na obowiązkowym rynku bilansującym (RB) prowadzonym przez Polskie Sieci Elektreoenergetyczne (PSE) spółki dystrybucyjne straciły 200-250 mln zł — ocenia Urząd Regulacji Energetyki (URE). Jest to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Takie koszty są bezpośrednim — ale nie jedynym — efektem mechanizmu kształtowania cen na RB, promującego wytwórców energii.
— Znacznie więcej dystrybutorzy stracili w kontraktach dwustronnych z wytwórcami. Zasady działania RB zapewniły producentom bardzo silną pozycję negocjacyjną. Wykorzystali ją, doprowadzając do zawyżenia cen w umowach ze spółkami dystrybucyjnymi. Dysproporcja ubiegłorocznych wyników finansowych obu podsektorów wyraźnie na to wskazuje — uważa Tomasz Kowalak, dyrektor departamentu taryf w URE.
Mimo to regulator nie zgadza się na przeniesienie przez dystrybutorów kosztów związanych z RB na odbiorców energii. URE nie akceptuje zasad działania rynku PSE i w ten sposób chce zmobilizować spółki do walki o swoje interesy.
— Mechanizm RB zaprojektowano tak, aby złagodzić skutki ponoszone przez PSE w związku z istnieniem kontraktów długoterminowych (KDT) — mówi Tomasz Kowalak.
URE kształtując taryfę PSE, próbuje skłonić operatora do renegocjowania z wytwórcami zobowiązań wynikających z drogich KDT. Według regulatora, ma to służyć ochronie odbiorców energii przed ponoszeniem zbyt wysokich kosztów KDT.
— Rozumiemy, że wytwórcy muszą mieć przychody na poziomie umożliwiającym spłatę kredytów zabezpieczonych KDT. Nie zawsze jednak muszą zarabiać aż tyle, ile wynika z zapisów kontraktowych. Nadwyżki przychodów upewniają banki o zdolności kredytowej zadłużonych producentów. Jeśli jednak ma to być jedyne uzasadnienie ich istnienia, nie możemy się na nie zgodzić, bo za wszystko zapłaciłby odbiorca energii — wyjaśnia dyrektor.
Według regulatora, operator ułatwia sobie życie i zamiast negocjować z producentami, płaci im wysokie stawki z tytułu KDT, a niedobór środków uzupełnia poza taryfą — na rynku bilansującym. Na koszt dystrybutorów.
— Wiemy o przygotowywanych przez PSE zmianach zasad działania RB. Nowy mechanizm ma w większym niż dzisiaj stopniu obciążyć producentów energii kosztami tzw. ograniczeń, które dziś spoczywają przede wszystkim na barkach dystrybutorów. Proponowane rozwiązanie, które ma wejść w życie wraz z nowymi taryfami, czyli od 1 lipca, jest jednak niewystarczające. Wytwórcy znowu przerzucą na nas dodatkowe koszty w umowach dwustronnych — obawia się Dariusz Lubera, prezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPiREE) zrzeszającego wszystkie spółki dystrybucyjne.
Spółki dystrybucyjne oczekują, że PSE poszerzą im „korytarz” na RB, w obrębie którego bilansowanie prognoz zużycia energii z rzeczywistym zapotrzebowaniem jest stosunkowo tanie.
— Dziś musimy poruszać się w granicach +/- 1 proc. Pokrycie większej różnicy między prognozą a zużyciem jest bardzo kosztowne. Oczekujemy zwiększenia dopuszczalnego błędu do 5 proc. — mówi szef PTPiREE.
Za poszerzeniem przedziału tolerancji opowiada się też Tomasz Kowalak.
— To prawda, że 1-proc. korytarze istnieją w innych krajach. Ale tam dystrybutorzy prognozują z wyprzedzeniem 3-godzinnym, a w Polsce muszą przewidywać zapotrzebowanie odbiorców na dzień lub nawet dwa wcześniej — podsumowuje przedstawiciel URE.