Dziecinniejemy

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2011-01-30 08:13

Serce i Rozum z kampanii Telekomunikacji Polskiej robią furorę. Reklamowe maskotki można kupić na Allegro za… 250 zł

— Szukałem na Allegro pierwszego sezonu Ally McBeal i przy okazji wstukałem w wyszukiwarkę Serce i Rozum, czyli nasze sztandarowe maskotki. Mocno się zdziwiłem, bo aby je zdobyć, musiałbym zapłacić więcej niż za box DVD z wyczynami zabawnej prawniczki i jej znajomych. Koszt zestawu pluszaków to 100-250 zł — napisał w swoim blogu Wojciech Jabczyński, rzecznik TP.

To niejedyne tego typu maskotki, które cieszą się zainteresowaniem. Pan Pikuś z reklamy Aviva kosztuje nawet 149 zł. Mały Głód, który w reklamie Danone’a nie jest wcale postacią pozytywną, wystawiono za 49 zł. Można kupić plecaczki z Małym Głodem, breloki, a nawet kolczyki. Nic jednak nie przebije Serca i Rozumu — można kupić nawet bombki choinkowe w ich kształcie! Maskotki na Allegro to część z 5 tys. kompletów, które rozdała TP. To nie wystarczyło.

— Zamówiliśmy 100 tys. kompletów. Planujemy dawać je m.in. klientom, którzy będą podpisywali z nami umowy lub ją przedłużali — mówi Wojciech Jabczyński.

TP trafiła do serca

Kampania z maskotkami to wielki sukces TP.

— Udało się wykreować postacie, wobec których nie da się odczuwać negatywnych emocji. To dobrze dla marki. Kampania zdobywa dużo pozytywnych komentarzy, ludzie czekają na kolejną odsłonę. Brawa dla agencji Publicis, której udało się przełamać negatywny wizerunek operatora — mówi Piotr Jakubowski, szef reklamy i zarządzania marką w mBanku.

Bez dużych pieniędzy wydanych na reklamę taki sukces trudno byłoby osiągnąć.

Kantar Media szacuje, że TP wydała na reklamę telewizyjną 91 mln zł (cennikowo) w okresie maj-grudzień 2010, od kiedy w spotach zaczęły pojawiać się Serce i Rozum.

— Prawdopodobnie żadne maskotki w historii Polski nie były jeszcze tak promowane. Kampania jest lekka, fajnie zrobiona, dociera do 30 mln Polaków. Nic dziwnego, że kilka tysięcy ludzi chce te gadżety mieć — mówi Jakub Benke, prezes domu mediowego Starcom.

Na takich maskotkach można zrobić biznes.

— W Wielkiej Brytanii reklama porównywarki internetowej Compare The Market oparta jest na Surykatkach. Zwierzakom dorobiono historię, jest jak serial. Teraz firma zarabia nie tyle na porównywarce, ile na maskotkach — mówi Piotr Jakubowski.

O czym świadczy fascynacja gadżetami reklamowymi?

— Społeczeństwo dziecinnieje i chce mieć przytulankę. Chęć posiadania takich zabawek może oznaczać wszystko: pragnienie powrotu do utraconego świata dzieciństwa, iluzję dobrobytu i bezpieczeństwa, co — jak widać — jest ludziom niezmiernie potrzebne i są gotowi dać za to spore pieniądze. Ale za kilka miesięcy lub tygodni ludzie odwrócą się od tych zabawek równie szybko, jak się nimi zainteresowali. To normalne w społeczeństwie wysoko konsumpcjonistycznym: lokujemy uczucia w czymś, co potem łatwo odrzucamy — mówi Wiesław Godzic, medioznawca, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

— Żyjemy w świecie powierzchownym, gdzie wypromować można prawie wszystko. Maskotki są niegroźne, bardziej martwi mnie to, że szkodliwe produkty są lansowane jako zdrowe, a wybory może wygrać niemal dowolnie zły kandydat, o ile tylko dostatecznie dobrze wypromuje się w mediach — mówi Jakub Benke.

Możesz zainteresować się również: