Od połowy marca WIG.Games zyskał 65 proc. i jest na historycznym szczycie. W tym czasie indeks WIG odbił o 16 proc. W porównaniu z początkiem marca indeks szerokiego rynku jest o 10 proc. niżej, a subindeks sektorowy o 16 proc. wyżej. Dzięki temu branża znaczy coraz więcej w strukturze rynku: już niemal 10 proc. kapitalizacji krajowych spółek z głównego rynku i NewConnect przypada na producentów gier. Jest ich też coraz więcej: w kwietniu zadebiutowały dwie, dzięki czemu lista wydłużyła się do 39.

— Cały czas gonimy Tokio. To światowy lider, jeśli chodzi o liczbę notowanych spółek gamingowych. Jest ich tam 44 — mówi Marek Dietl, prezes GPW.
Rekord za rekordem
Sektor producentów gier od dłuższego czasu cieszy się dużą popularnością wśród inwestujących w Warszawie, a w okresie pandemii nawet zyskał na atrakcyjności ze względu na odporność na gospodarcze skutki koronawirusa. W ubiegłym tygodniu nowy rekord notowań ustanowił CD Projekt, co przełożyło się na wzrost wyceny spółki do 33 mld zł. To tylko umocniło firmę na pozycji lidera wśród rodzimych blue chipów. Co ciekawe, rekord notowań padł w dniu, w którym pierwotnie planowano debiut najbardziej wyczekiwanej produkcji, czyli „Cyberpunka”. W piątek 17 kwietnia na nowy szczyt notowań wspiął się Ten Square Games. Kurs sięgnął 351,5 zł, co oznacza 2,55 mld zł kapitalizacji.
Stało się to dzień po tym, jak spółka ogłosiła, że z uwagi na sytuację na rynku przeznaczy „tylko” 36 proc. ubiegłorocznego zysku na dywidendę. Polityka dywidendowa zakłada przeznaczanie do 75 proc. zysku na wypłatę dla akcjonariuszy. Na tej samej sesji o historyczne maksimum ocierał się kurs PlayWaya, którego kapitalizacja przejściowo przekroczyła 2,55 mld zł. Spółka niedawno zainkasowała 11 mln zł ze sprzedaży akcji Games Operators, a na dodatek inne spółki z jej portfela dobrze się spisują. Movie Games w czwartek 16 kwietnia wprowadził na Steam grę „Drug dealer symulator”. Produkcja przez pewien czas zajmowała pierwszą pozycję na liście bestsellerów platformy. W szczytowym momencie grało w nią jednocześnie 6,6 tys. graczy.
Symulator zebrał też dobre opinie. Na informacje po premierze gry pozytywnie zareagował kurs Movie Games, który rósł w dwucyfrowym tempie i wspiął się na szczyt. Kurs spółki Ultimate Games, także należącej do grupy PlayWay, od połowy marca podwoił swoją wartość. W piątek producent gier zapowiedział przeznaczenie 2,09 mln zł na dywidendę, czyli 0,4 zł na akcję. Zarząd firmy zapowiada, że chce zwiększyć liczbę wydawanych tytułów do minimum 100 rocznie, co wymagać będzie zaangażowania kapitałowego w nowe produkcje, stąd też propozycja wypłaty 45 proc. zysku, podczas gdy polityka dywidendowa zakłada 75 proc. Jeden z bardziej spektakularnych przykładów gamingowej hossy z ostatnich dni to Creepy Jar, którego kurs od połowy marca wzrósł blisko czterokrotnie. Paliwem do zwyżki było wprowadzenie do flagowej gry studia „Green Hell” trybu kooperacji.
Gracze czekali na ten moment i rzucili się do kupowania gry. W ciągu tygodnia nabywców znalazło 180 tys. sztuk. W gamingu nie zawsze jest jednak kolorowo. Vivid Games musi przygotować wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego z układem częściowym, obejmującym jedynie wierzytelności wynikające z obligacji serii A, których termin spłaty przypada w maju. Spółka chciała spłacić obligacje, ale w ratach, a do tego potrzebna była zgoda obligatariuszy. Nie udało się jednak zebrać kworum wymaganego na walnym zebraniu.
Debiut w oku cyklonu
Fakt, że najdroższą polską spółką na warszawskim parkiecie jest producent gier, a nie bank lub spółka paliwowa, jest znamienny. O znaczeniu tego segmentu dla GPW świadczy też fakt, że to spółki z branży gamingowej w ostatnich latach najliczniej zasilały giełdowe grono. Gdyby nie BoomBit, w ubiegłym roku warszawska giełda nie mogłaby się pochwalić żadną nową spółką na głównym parkiecie poza tymi, które przeniosły się z NewConnect. Wśród debiutantów w alternatywnym systemie obrotu też zresztą dominują producenci gier. Tylko w tym roku pojawiło się tam ich dwóch: Simfabric (grupa Playway) i Drageus Games. W ubiegłym roku z 15 debiutów aż 7 dotyczyło przedstawicieli sektora. Na dużą giełdę w piątek 17 kwietnia weszły akcje i prawa do akcji Games Operators.
Handel długo nie mógł się zacząć, bo teoretyczny kurs otwarcia mocno w górę odbiegał od ceny emisyjnej. Kiedy obrót akcjami w końcu ruszył, przebitka sięgnęła niemal 100 proc. Z oferty publicznej firma pozyskała 5,5 mln zł, a dotychczasowi akcjonariusze sprzedali walory warte 18,7 mln zł. Był to debiut niezwykły z wielu powodów. Po pierwsze, ofertę dało się uplasować w czasie, kiedy na globalnych rynkach panował wielki strach i niepewność. Ostatni dzień budowy księgi popytu przypadł na 12 marca, czyli najgorszy dzień w historii warszawskiej giełdy. WIG 20 stracił tego dnia ponad 13 proc., WIG 12,7 proc., a WIG Games blisko 19 proc.
— Rynki były pod bardzo dużą presją, związaną z koronawirusem. Trudno sobie wyobrazić bardziej wymagające warunki do przeprowadzenia IPO — mówi Arkadiusz Bociąga z Santander BM.
Druga wyjątkowa okoliczność tej sytuacji to fakt, że był to pierwszy w historii wirtualny debiut na głównym parkiecie warszawskiej giełdy. Transmisję oglądało ponad 100 osób, a symbolicznego uderzenia w dzwon dokonał w imieniu emitenta prezes GPW — oczywiście w maseczce na twarzy. Jest bardzo prawdopodobne, że już niebawem GPW prześcignie giełdę w Tokio pod względem liczby notowanych spółek gamingowych. W kolejce do debiutu czekają m.in. Ovid Works, Starward Industries, Polyslash, Drago Entertaiment, Kool2Play, Nano Games, Hydra Games, Simteract czy Noobz from Poland.