Dziś w Pulsie: Jan Kulczyk apeluje o podatek liniowy

opublikowano: 2002-11-29 06:43

Jan Kulczyk rzadko udziela wywiadów. Dziś w Pulsie publikujemy rozmowę, w której przedsiębiorca mówi swoich planach związanych m.in. z PKN Orlen, Telekomunikacją Polską, sektorem energetycznym. Przede wszystkim jednak Kulczyk - także w imieniu Polskiej Rady Biznesu - apeluje o reformę podatków, w tym o wprowadzenie kilkunastoprocentowego podatku liniowego PIT. PB: Zaczyna się poważna dyskusja o polskim systemie podatkowym. Jak Pan go ocenia? JK: Są dwie szkoły na świecie: jedna — pełnej jawności i wysokich podatków, druga — niskich i liberalnych podatków. W pierwszej grupie jest Szwecja, skąd kapitał odpłynął, a wraz z nim wiele szwedzkich firm. Podobną drogą idą Niemcy, gdzie zwiększanie fiskalizmu już daje opłakane skutki. W USA także są dość wysokie podatki, ale USA to kontynent i tam po prostu nie ma gdzie uciec. Jest to ponadto tak silnie rozwinięta gospodarka, że trudno w niej coś popsuć. Polska ma historyczną szansę. Stoi przed nami bliska perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej. Jeśli dzisiaj obniżymy podatki, zyskamy szansę wejścia do UE jako kraj będący zaprzeczeniem Niemiec: porównywalnej wielkości sąsiad, mający niskie podatki, ale za to dynamiczniej rozwijający się rynek i większe szanse rozwoju, a zatem bardziej atrakcyjny dla inwestorów. Obniżony podatek zostawiłby też więcej w kieszeniach ludzi, których zdolność do wydawania pieniędzy znacząco wzrośnie. A większe wydatki to przecież koło zamachowe gospodarki. — Trybunał Konstytucyjny zablokował wprowadzenie abolicji podatkowej i deklaracji majątkowych. Czy słusznie? — Idea deklaracji od początku była nieporozumieniem. Skarb Państwa ma przecież prawo za pośrednictwem urzędów skarbowych zażądać deklaracji podatkowej od każdego obywatela. Nakładanie dodatkowego obowiązku na niektórych tylko podatników to działanie niedemokratyczne, hamujące rozwój i sprzeczne z gospodarką rynkową. — A abolicja? Państwo potrzebuje dodatkowych pieniędzy. Widać to było po poprawkach do budżetu 2003. — Ich najlepszym źródłem są dodatkowe wpływy powstałe w wyniku zwiększonego wolumenu podatków na skutek obniżania stawek podatkowych. Tak wskazują doświadczenia światowe. Ten rząd i ten minister finansów już raz to zrobili, obcinając akcyzę na alkohol o 30 proc. Jaki jest efekt? Wpływy z tego podatku są już znacznie wyższe. Polska Rada Biznesu poparłaby abolicję pod warunkiem, że jednocześnie rozpoczęto by reformę systemu podatkowego. Mam na myśli ruch zdecydowany: wprowadzenie podatku liniowego na poziomie kilkunastu procent przy jednoczesnym zniesieniu wszelkich ulg i odliczeń. Byłoby to czytelne i jasne rozwiązanie. Abolicja miałaby wówczas sens, bo stanowiłaby rodzaj grubej kreski, oddzielającej przeszłość od nowego ładu podatkowego. Ci, którzy ujawniliby swoje dochody, zyskiwaliby w zamian widoczne obniżenie podatku. A dzisiaj? Kto przy zdrowych zmysłach chciałby korzystać z abolicji, by w nagrodę wpaść w 40-proc. podatek? — Podejrzewa Pan kolejnych ministrów finansów o złą wolę? O to, że nie chcieli zwiększyć wpływów państwa? — Jako praktyk biznesu po prostu wiem, że najlepsze są duże obroty przy małej marży. — A co z podatkiem CIT? Jego przyszłoroczna stawka będzie o 3 punkty wyższa niż zakładano. — Bardzo źle się stało. Polska Rada Biznesu stoi na stanowisku, że ta zmiana jest sprzeczna z Konstytucją. Przecież ustawa obniżała podatek, a przedsiębiorcy na tej podstawie planowali rozwój. Jak można zmieniać reguły w trakcie gry? Stawka CIT także powinna znacząco spaść — do poziomu, w którym Polska stanie się najbardziej atrakcyjnym dla inwestorów krajem w Europie. Obszerny wywiad z piątkowym wydaniu "Pulsu Biznesu". Zapraszamy do lektury!