Janusz Lewandowski, ojciec narodowych funduszy inwestycyjnych, nie zostawia na nich suchej nitki. Za rok państwo ostatecznie rozwiedzie się z NFI. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że powstanie próżnia. Zarządzający funduszami już dziś planują, gdzie wydać to, co im zostanie. A będzie tego całkiem sporo.
Mimo że do ostatecznego rozwiązania programu narodowych funduszy inwestycyjnych jest jeszcze półtora roku, to czternaście funduszy zastanawia się nad swoją przyszłością już teraz. Snucie planów umożliwia im praktycznie zakończona wyprzedaż spółek portfelowych. Ten priorytetowy — ich zdaniem — cel został niemalże osiągnięty. Z ponad 500 firm biorących udział w programie zostało mniej niż 100. O przykłady nietrudno. NFI Hetman ma tylko trzy spółki w udziałem większościowym, podobnie NFI Piast — tyle że dwie z nich są w upadłości. Wszystkie najlepsze przedsiębiorstwa znalazły już swoich właścicieli, a na kontach funduszy znalazła się odłożona na procent gotówka. Co dalej? Rynek finansowy nie znosi próżni, więc pomysły pojawiają się jak przysłowiowe grzyby po deszczu.
Pomysłów moc
Dobrą ilustracją jest strategia firmy Ballinger Capital, zarządzającej Pierwszym NFI, Fortuną i Victorią.
— Środki pieniężne uzyskane ze sprzedaży aktywów fundusz zamierza przeznaczyć na długoterminowe inwestycje w spółki niepubliczne (private equity investment) o wysokiej stopie zwrotu i okresie wyjścia 3-6 lat. Przejściowe nadwyżki będą inwestowane w bezpieczne papiery wartościowe — do czasu zainwestowania w projekty długoterminowe, a w sytuacji utrzymującego się wysokiego dyskonta ceny akcji funduszu do wartości rynkowej, określonej w wycenie dyrektorskiej, korzystne jest skupowanie akcji własnych funduszu w celu ich późniejszego umorzenia — tak strategię opisują przedstawiciele Pierwszego NFI.
Rozwiązania problemu wydają się zatem określone. Przedstawiciele funduszy nie ukrywają, że pieniądze zgromadzone w NFI mogą trafić po prostu do akcjonariuszy. To najbardziej oczywisty i logiczny sposób zakończenia programu, który już zresztą jest realizowany. Taki też scenariusz kreśli Najwyższa Izba Kontroli w ostatnim raporcie dotyczącym sektora (patrz — ramka).
Tak jak chcemy
Coraz częściej mówi się jednak, że NFI będą chciały istnieć dalej — tyle tylko że w nieco innej formie. Część funduszy chce przekonać akcjonariuszy do pozostawienia na firmowych rachunkach pieniędzy i zainwestowania ich w nowe przedsięwzięcia. Możliwości są duże. Narodowe fundusze inwestycyjne oferują miejsce na giełdzie. W dość prosty sposób mogą pozyskać dodatkowy kapitał, emitując nowe akcje.
— Przewaga narodowych funduszy inwestycyjnych wynika m.in. z faktu zwolnienia funduszy z płacenia podatku dochodowego od zysku z inwestycji w akcje — zauważa przedstawiciel Drugiego NFI, zarządzanego przez PZU NFI Management.
Drugi NFI, Progress i NFI im. E. Kwiatkowskiego znalazły jeszcze jeden sposób na wykorzystanie zgromadzonych środków. W pierwszej połowie tego roku wydzieliły one specjalny portfel inwestycyjny, tzw. portfel spekulacyjny akcji. Tu pojawia się jednak ryzyko inwestycyjne, którego w przypadku wyprzedaży spółek portfelowych właściwie nie było. Drugi NFI niedawno sprzedawał akcje Mostostalu Gdańsk i Mostostalu Zabrze za przysłowiowe grosze. Spółki balansują na krawędzi bankructwa. Może dlatego część NFI jest bardziej ostrożna.
— Bieżąca strategia obejmuje przede wszystkim działania polegające na dokończeniu rozpoczętych procesów restrukturyzacyjnych i ostatecznie spieniężeniu akcji. Z uwagi na zbliżający się termin zakończenia programu NFI Fundusz nie podejmuje nowych, długofalowych działań restrukturyzacyjnych w spółkach portfelowych, nie rozpoczyna też nowych inwestycji długoterminowych —tłumaczy Foksal NFI.
Falstart Piasta
Odpowiedź na pytania, jak, w co i czy w ogóle inwestować, zależy więc tylko od poszczególnych NFI i firm nimi zarządzających. Najbardziej aktywny, a na pewno widoczny, w tej materii jest Copernicus Finance związany z dwoma NFI — Octavą i Piastem. Drugi z wymienionych NFI chciał przeprowadzić dużą emisję akcji. Papiery miałyby objąć pozostałe fundusze, płacąc za nie pakietami mniejszościowymi w spółkach portfelowych. Bo o ile spółek wiodących pozostało niewiele, o tyle fundusze coraz częściej mają problemy z drobnymi, czasami kilkuprocentowymi pakietami walorów w spółkach objętych programem NFI, których pakiet większościowy należy już do inwestora branżowego. Piast chciał te papiery skonsolidować i wówczas poszukać dla nich nabywców. Realizacja tego pomysłu oznaczałaby w praktyce koniec programu NFI. Sprawa upadła, bo strony nie mogły porozumieć się w sprawie wyceny resztówek.