E-mrówka idzie w świat

Messor, poznańska spółka ośmiu inżynierów, szuka 3,8 mln zł, żeby rozpocząć produkcję elektrycznego pojazdu transportowego

Na co wpada patriota, który trafia do polskiej fabryki zagranicznego koncernu? Na pomysł — żeby zrobić coś podobnego, tylko z polską technologią. Tak było z Karolem Leśniewskim, gdy w 2013 r. zaczął pracę w Polarisie. Firma z USA produkująca quady musiała dostosować pojazdy do unijnych wymogów. Jako szef działu B+R Karol Leśniewski spędził trzy miesiące w fabryce Polarisa w USA, a potem jego zespół zbudował dział prototypowni i tor testowy długości 5 km.

— Pomyślałem: dlaczego amerykański koncern buduje w Polsce fabrykę pojazdów za 100 mln zł i na tym zarabia? Bolało mnie, że nie potrafimy czegoś podobnego zrobić w Polsce sami. Pojazdy są proste. Ponieważ miałem doświadczenie inżynieryjne, a nie ekonomiczne, rozpocząłem studia MBA i każdy z realizowanych projektów dotyczył uruchomienia produkcji — analizowałem poszczególne kroki: projekt, produkcję, marketing. Zakończyłem studia, pisząc plan biznesowy rozpoczęcia produkcji pojazdu spalinowego, którego nie ma w portfelu Polaris. Cały czas mówiłem profesorom, że to prawdziwy projekt, i dostałem duże wsparcie. Obroniłem pracę i pochwaliłem się kolegom — wspomina Karol Leśniewski.

Praca od 6 do 8

Trzem kolegom inżynierom pomysł spodobał się na tyle, że zaczęli współpracę — początkowo równolegle z dotychczasowymi obowiązkami zawodowymi (poza prezesem wszyscy nadal jeszcze pracują gdzie indziej). Panowie spotykali się np. przed pracą, o 6 rano w McDonald’sie.

— Przeanalizowaliśmy wymogi homologacyjne UE dla każdej kategorii pojazdów. Nasz pierwszy pomysł dotyczył sportowego samochodu off-road. Jednak we wrześniu 2016 r. ukazała się aktualizacja wymogów homologacyjnych w UE. Ograniczenia dla silników spalinowych były tak duże, że postanowiliśmy zrobić pojazd elektryczny. Jeden z kolegów ma w tej branży 25 lat doświadczenia. Najpierw zaczęliśmy rysować na kartce — mówi Karol Leśniewski.

Prace nabrały rozpędu, gdy pojawiła się szansa na unijne dofinansowanie w ramach programu Innomoto organizowanego przez NCBR. Termin składania wniosków mijał 20 stycznia 2017 r., ale mogła go złożyć tylko spółka. Na trzy dni przed złożeniem wniosku została zarejestrowana firma Messor, w której dziś pracuje ośmiu inżynierów z branży motoryzacyjnej.

Pracowity jak Messor

— Pomysłodawczynią nazwy jest osoba bliska mojemu sercu. Messor nie tylko dobrze brzmi, ale niesie też przesłanie. To gatunek mrówek, a mrówki wyróżnia m.in. wyjątkowa relacja siły, z którą mogą coś przenosić, do ich małej masy. W przyrodzie te owady odgrywają niebagatelną i pozytywną rolę. Są też niewielkie, lekkie i bardzo sprawne. Potrafią działać w grupie i dostać się prawie wszędzie, gdzie chcą. Chcemy, żeby taki właśnie był nasz pojazd — mówi Karol Leśniewski, prezes Messora, który od 10 lat hoduje w terrarium mrówki.

Pojazd ma ważyć 600-700 kg i przewozić do 1,5 tony ładunku, dwie europalety. Dla porównania, pojazd Ursusa waży 3,5 tony i ma taką samą ładowność. Pierwszy etap Innomoto Messor przeszedł pozytywnie, ale w drugim zabrakło dwóch punktów.

— Nie zostaliśmy potraktowani poważnie, eksperci uznali, że nie mamy wiedzy i doświadczenia w zarządzaniu projektem. Odwołaliśmy się. W tym roku wystartujemy z Politechniką Poznańską i Uniwersytetem Ekonomicznym w Poznaniu — zapowiada Karol Leśniewski.

Twórców Messora nie zniechęciło niepowodzenie. Kontynuowali prace, a w kwietniu 2017 r. przetestowali pojazd na drodze.

— Pojawiło się kilka wyzwań technicznych, musieliśmy zmodyfikować założenia. Rama musi być łatwa w wykonaniu, ale też wytrzymała — mówi Karol Leśniewski.

Skromne początki

Dotychczas udziałowcy włożyli w firmę 400 tys. zł. Teraz szukają inwestora.

— Do uruchomienia produkcji potrzebujemy 3,8 mln zł. Chcielibyśmy uruchomić ją jak najszybciej, najpóźniej w ciągu 12 miesięcy, bo konkurencja nie śpi. Zakładamy, że w pierwszym roku wynajmiemy halę i zmontujemy minimum 150 sztuk. 90 proc. części pochodzi z Polski, bo chcemy, by Messor był zawsze polską firmą z polską myślą technologiczną — mówi Karol Leśniewski. Firmą interesuje się jeden z polskich producentów pojazdów. Przedstawiciele Messora mieli też spotkanie w ElektroMobility Poland, spółce powołanej przez państwowe PGE, Energę, Eneę i Tauron, której celem jest stworzenie polskiego samochodu elektrycznego. Początkowo Messor ma produkować samochody bez homologacji, której nie potrzebują pojazdy poruszające się z prędkością do 20 km/h. Messor liczy na klientów wśród firm, które wykorzystają samochody do transportu wewnątrz fabryk. Można je też stosować np. do wywozu odpadów z centrów miast zamkniętych dla ruchu spalinowego. Możliwości zabudowy jest kilkanaście, a właściciele Messora liczą nie tylko na rynek krajowy, ale również unijny. W przyszłości myślą też o produkcji innych pojazdów elektrycznych.

 

OKIEM EKSPERTA
Czasy sprzyjają innowacjom

JACEK OPALA, członek zarządu Exact Systems

Zbudowanie pojazdu i wprowadzenie go do masowego obrotu nie będzie łatwe, gdyż jest wiele ograniczeń. Główne to dostęp do wiedzy i technologii oraz wysokość kapitału koniecznego na badania i rozwój. Sposobem na ominięcie drugiej bariery jest zbudowanie w pierwszym etapie projektu pojazdu bez homologacji. Trudnością może okazać się stawianie na polskich odbiorców. Polacy ostrożnie podchodzą do innowacyjnych rozwiązań, cały czas wybierają te sprawdzone i tańsze. Widać to doskonale na przykładzie rynku sprzedaży samochodów osobowych — na niemal 500 tys. sprzedanych w ubiegłym roku nowych aut tylko nieco ponad tysiąc było elektrycznych. Jednak biorąc pod uwagę globalny rozwój rynku motoryzacyjnego, tempo zmian sprzyja innowacyjnym rozwiązaniom. Doskonałym przykładem jest Tesla — choć Elon Musk nie wywodził się ze środowiska motoryzacyjnego, miał pomysł i konsekwentnie wdrażał go w życie.

Melex był pierwszy

W 1970 r. w Zakładzie Doświadczalnym w Mielcu opracowano na podstawie wymagań importera z USA dokumentację techniczną i wysłano 10 próbnych sztuk pojazdów elektrycznych Melex. Produkcja seryjna pojazdów ruszyła w 1971 r. w wydziale fabryki samolotów WSK Mielec. W latach 80. ubiegłego wieku podczas embargo na eksport do USA sprzedaż firmy spadła. W 1993 r. firma została sprywatyzowana. W 2004 r. spółkę kupiła rodzina Tyszkiewiczów, a do oferty wprowadzono pojazdy specjalne. W 2015 r. firma zdecydowała się na inwestycję w Mieleckiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej: budowę zakładu za 7,5 mln zł, która zwiększyła moce produkcyjne o 20 proc. i wprowadziła do oferty nowy rodzaj pojazdu golfowego.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / E-mrówka idzie w świat