E-myto: odliczanie przed katastrofą

opublikowano: 06-09-2018, 22:00

56 dni zostało do przejęcia systemu poboru opłat, z którego wpływy wynoszą około 5,5 mln zł dziennie. Tymczasem przetarg na podwykonawców został unieważniony, a sprawy coraz bardziej się komplikują

Pod koniec sierpnia pisaliśmy, że Generalna Inspekcja Transportu Drogowego (GITD) szuka partnerów do zarządzania systemem opłat drogowych, a efektem może być m.in. organizacyjny chaos i zawirowania w poborze opłat. Po naszej publikacji w ostatni weekend w mediach intensywnie zaczęli pojawiać się przedstawiciele GITD, zapewniając, że wszystko idzie zgodnie z planem i jest pod kontrolą. Okazuje się, że jednak nie jest, a skala chaosu jest większa niż mogło się komukolwiek wydawać. Robione na chybcika przetargi są unieważniane, zawiązywane konsorcja — zrywane, a państwo nie dysponuje dokumentacją systemu, kodami źródłowymi ani… planem awaryjnym.

Przestój w działaniu systemu poboru opłat może oznaczać, że do Krajowego Funduszu Drogowego, z którego finansowana jest budowa dróg i autostrad, nie będzie wpływało około 5,5 mln zł dziennie.
Zobacz więcej

ZEGAR TYKA:

Przestój w działaniu systemu poboru opłat może oznaczać, że do Krajowego Funduszu Drogowego, z którego finansowana jest budowa dróg i autostrad, nie będzie wpływało około 5,5 mln zł dziennie. Fot. Marek Wiśniewski

Przetarg i po przetargu

Przypomnijmy, że 20 sierpnia podległy Ministerstwu Cyfryzacji Instytut Łączności (IŁ) otworzył oferty w przetargu na przejęcie i eksploatację Elektronicznego Systemu Poboru Opłat (ESPO). Oferty w postępowaniu o budżecie blisko 200 mln zł złożyło pięć firm — w większości podwykonawców obecnego wykonawcy, czyli Kapscha. Każda z ofert dotyczyła innej części zlecenia. Przetarg odbywał się w procedurze negocjacjibez ogłoszenia (NBO). Sprawa wzbudziła liczne kontrowersje, gdyż nie wiadomo, jak wyłoniono podmioty, do których trafiły zaproszenia, kiedy odbyły się negocjacje i czy zapewniono konkurencję. PZP nakazuje wysłanie zaproszeń do nie mniej niż dwóch wykonawców, jeśli przedmiot zamówienia jest specjalistyczny. Wygląda jednak na to, że żadna z części postępowania nie spełniła tego wymogu.

200 mln zł to dla branży IT ogromna kwota, więc pominięci wykonawcy już szykowali się do złożenia odwołań. Okazało się jednak, że sprawa jest już nieaktualna, gdyż IŁ unieważnił postępowanie.

— Przetarg unieważniono ze względu na niemożliwą do usunięcia wadę prawną. Zdecydowano, że zamówienie ma zostać udzielone w innym trybie — mówi nasz informator.

Czy w związku z decyzją IŁ GITD nie obawia się o realizację umowy?

— Na obecnym etapie realizacja umowy nie jest zagrożona — twierdzi biuro prasowe inspekcji.

IŁ poszukiwał podwykonawców po tym, jak sam wygrał przetarg w trybie NBO w GITD. Zaproponował świadczenie usługi przejęcia i eksploatacji ESPO za blisko 442 mln zł netto (około 540 mln zł brutto). Umowa została podpisana w dniu wyboru oferty. Pojawia się pytanie, na co IŁ miałby przeznaczyć różnicę między wpływami, a wydatkami (podwykonawcom zaoferował 200 mln zł). Być może 340 mln zł pokryłoby koszty usługi utrzymania systemu. Nie wiadomo jednak, komu i w jakim trybie IŁ zamierzał ją zlecić lub… już zlecił (dokumenty przetargowe instytut publikuje ze sporym opóźnieniem).

Tajemnicza dymisja

Na mocy ustawy, która weszła w życie z początkiem roku, zlecenie przejęcia Krajowego Systemu Poboru Opłat (KSPO), którego częścią jest ESPO, trafiło to GITD. Inspekcja nieposiadająca zasobów i wiedzy niezbędnych do świadczenia takich usług miała problemy z przejęciem systemu.

„GITD dołożył wszelkich starań, by móc to zadanie w możliwie największym stopniu realizować samodzielnie, w tym zatrudniał i nadal zatrudnia wykwalifikowanych pracowników posiadających wiedzę z obszaru teleinformatyki, jednakże niemożliwe okazało się zatrudnienie wymaganej liczby osób, co więcej — zdobycie kwalifikacji umożliwiających realizację omawianych zadań wymaga szkolenia i dostępu do obecnego systemu, zaś postępowanie prowadzone uprzednio przez GDDKiA wykazało, iż czas niezbędny na wdrożenie pracowników to min. 6 miesięcy” — czytamy w uzasadnieniu GITD do wyboru oferty IŁ.

Z pomocą przyszła „grupa Ministerstwa Cyfryzacji”, ale nadal nie wszystko idzie zgodnie z planem.

„Niezwłocznie po wejściu w życie przepisów ustawy rozpoczęto prowadzenie działań w celu powierzenia realizowania zadań instytutom naukowym. Jednakże zarówno grupa Ministerstwa Cyfryzacji, tj. MC, COI, IŁ, NASK (w lutym 2018 r.), jak i strony porozumienia wstępnego, tj. IŁ i NASK (w lipcu 2018 r.) odmówiły zawarcia porozumienia” — czytamy w uzasadnieniu GITD.

Inspekcja oczekiwała oferty konsorcjum IŁ i NASK, jednak zaproszenia do negocjacji wysłała do obu podmiotów oddzielnie. Złożenie wspólnej oferty oznaczałoby potencjalnie zmowę przetargową. Prawdopodobnie z tego powodu NASK wycofał się z porozumienia, co Wojciech Kamieniecki, dyrektor instytutu, pod koniec sierpnia przypłacił utratą stanowiska.

Polowanie na pół miliarda

Jak przyznała GITD, czas potrzebny na wdrożenie pracowników do pracy przy systemie to minimum sześć miesięcy. Tymczasem państwo musi przejąć nad nim opiekę 3 listopada. Potrzebna jest do tego także dokumentacja systemu i kody źródłowe, których — według naszych informacji — państwo wciąż nie ma. Wygląda na to, że beneficjentami zamieszania będą prywatne firmy które interesują się postępowaniem. W unieważnionym przetargu IŁ ofertę złożyły m.in. DXC technology i S&T Poland. Trudno sobie wyobrazić, żeby obok tematu przechodził obojętnie obecny wykonawca, czyli Kapsch. Przetargiem interesuje się też kilka spółek IT z GPW. Grono potencjalnych zainteresowanych jest ogromne.

— Czy jesteśmy w kontakcie z firmami, które do tej pory realizowały projekty? Jest ich prawie 70. Jesteśmy w kontakcie. Z niektórymi Instytut Łączności nawiązał niemal negocjacyjne stosunki. Ze względu na pewne tajemnice nie chciałbym o tym mówić — powiedział na lipcowym posiedzeniu komisji infrastruktury Marek Chodkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury (MI).

W przejęciu systemu miała też pomóc PWPW. Przed kilkoma miesiącami GITD i PWPW podpisały list intencyjny w tej sprawie. Równolegle do przejmowania obecnego systemu poboru opłat państwo miało budować nowy. Zgodnie z zapowiedziami MI, mają nad nim pracować polskie instytuty badawcze, głównie Ił i NASK.

 

Wsparcie na miarę systemu

Wśród podmiotów zaangażowanych do tej pory w przejęcie KSPO są min. Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Cyfryzacji, GITD, NASK, IŁ, PWPW, Centralny Ośrodek Informatyki, Politechnika Łódzka, Politechnika Warszawska i Wojskowa Akademia Techniczna.

W skład powołanego 24 lipca przez premiera komitetu sterującego ws. KSPO, którego zadaniem jest m.in. koordynowanie i monitorowanie prac projektowych i koncepcyjnych, mających na celu przygotowanie, wdrożenie, budowę i eksploatację ESPO oraz przejęcie KSPO, wchodzą: minister infrastruktury, minister cyfryzacji, główny inspektor transportu drogowego, minister spraw wewnętrznych i administracji, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad, dyrektor Instytutu Łączności, dyrektor NASK, dyrektor Instytutu Badawczego Dróg i Mostów, szef CBA oraz pełnomocnik prezesa Rady Ministrów ds. utworzenia i funkcjonowania Centrum Analiz Strategicznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec, współpraca Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / E-myto: odliczanie przed katastrofą