Nie uciekamy z Polski. Dostosowujemy się tylko do warunków panujących na rynku — przekonują przedstawiciele niemieckiego koncernu energetycznego E. ON Energie. Nieoficjalnie wiadomo, że w E. ON Polska zostanie tylko kilku pracowników i, że koncern wycofa się z Polenergii.
„W odpowiedzi na powtarzające się pytania E. ON Energie chciałby poinformować, że planowana od stycznia 2003 r. redukcja zatrudnienia w E. ON Polska jest spowodowana znikomymi możliwościami handlu energią na polskim rynku” — głosi oficjalna notatka prasowa podpisana przez Mario Nullmeiera, szefa warszawskiego przedstawicielstwa E. ON Energie, niemieckiego koncernu energetycznego, który wraz z belgijskim Electrabelem stara się o zakup akcji grupy G-8.
Od początku przyszłego roku firma będzie działała w Polsce w okrojonym składzie. Informacji o tym, ile spośród 17 osób zatrudnionych do niedawna w E. ON Polska pozostanie w spółce, firma nie ujawnia.
— Ostateczne decyzje zapadną podczas zgromadzenia udziałowców, które odbędzie się 26 listopada — twierdzi Mario Nullmeier.
Nieoficjalnie wiadomo jednak, że w ostatnich miesiącach pracę w spółce straciło już kilka osób, a kilka innych jest w trakcie okresu wypowiedzenia. W E. ON Polska zostanie w praktyce tylko dział handlowy.
„E. ON Polska chciałby podkreślić, że (...) planuje rozwój swojej aktywności na polskim rynku, jak tylko poprawią się warunki handlowe” — napisano w notatce.
— Nasze prognozy dotyczące liberalizacji polskiego rynku energii okazały się zbyt optymistyczne, ale redukcje w E. ON Polska nie są działaniem strategicznym, lecz tymczasowym — zapewnia Mario Nullmeier.
Przedstawiciel E. ON Energie nie komentuje dzialalności handlowej polskiej spółki. Nieoficjalnie wiadomo, że w 2001 r. wolumen rocznych kontraktów wynosił 2,5 TWh, a łącznie z krótkoterminowymi umowami E. ON Polska pośredniczył w sprzedaży 3-4 TWh, co odpowiada 3-4 proc. krajowej sprzedaży energii odbiorcom końcowym. W tym roku jedyny roczny kontrakt zawarty z udziałem E. ON opiewał tylko na 1,5 TWh. Polska część koncernu, której utrzymanie kosztuje ponoć 5,5 mln zł rocznie, nie zarabia nawet na siebie.
E. ON nie tylko ogranicza działalność swojej 100-proc. zależnej spółki, ale — jak nieoficjalnie wiadomo — wycofuje się też z Polenergii założonej w 2000 r. wspólnie z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi i Kulczyk-Holding. Udziałowcy mają w Polenergii po 33 proc. Udział E. ON odkupi prawdopodobnie firma Jana Kulczyka. Mario Nullmeier odmawia komentarza w tej sprawie.
Polenergia została powołana do importu energii do Polski zza wschodniej granicy i jej reeksportu z nawiązką na Zachód. Udziałowcy unikają informowania o działalności spółki, nie wiadomo więc, ile energii rocznie udaje się kupić i sprzedać Polenergii. Nie ma jednak wątpliwości, że Niemcy nie są zadowoleni z rozwoju przedsięwzięcia.
— E.ON zarabiałby znacznie lepiej, gdyby — zamiast importować i reeksportować energię — mógł ją przesyłać tranzytem ze Wschodu do Niemiec. Do tego są jednak potrzebne linie przesyłowe. Dlatego koncernowi tak zależy na zakupie G-8 — twierdzi nasz informator pragnący zachować anonimowość.
Według Mario Nullmeiera, przedstawicielstwo E. ON Energie odpowiedzialne zainwestycje nie zamierza ograniczać działań. Firma podtrzymuje złożoną wspólnie z Electrabelem ofertę zakupu G-8. E. ON jest zainteresowany pięcioma z ośmiu spółek dystrybucyjnych, których sieci rozciągają się od Olsztyna po Koszalin. Przedstawiciel firmy podkreśla jednak, że niekorzystna sytuacja na polskim rynku — związana ze wzrostem cen w elektrowniach (z powodu akcyzy) i stagnacją w sprzedaży prądu odbiorcom końcowym — nie może pozostać bez wpływu na cenę.