E-PODPIS MUSI JESZCZE ZACZEKAĆ

Paweł Janas
14-08-2000, 00:00

E-PODPIS MUSI JESZCZE ZACZEKAĆ

Państwo polskie jest zainteresowane opodatkowaniem transakcji internetowych

DOBRA USTAWA: Zdaniem Wojciecha Katnera, wiceministra gospodarki, czekająca na podpis prezydenta lipcowa nowelizacja ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym nie ma na celu ograniczania działalności sieci handlowych, daje natomiast szansę społeczności lokalnej na wypowiedzenie się w sprawie powstawania super- i hipermarketów. fot. RM

Ochrona mniejszych dostawców przed sieciami handlowymi, ograniczenie terminów płatności czy wreszcie zakaz sprzedaży towarów poniżej kosztów zakupu — to tylko niektóre z przepisów, mających szansę wejść w życie w bliskiej perspektywie. Prof. Wojciech Katner, odpowiedzialny za przygotowanie rządowego programu rozwoju handlu, jednocześnie zapowiada, że ustawa o podpisie elektronicznym stanie się prawem najwcześniej od drugiej połowy 2001 r.

Ostatnia nowelizacja ustawy o zmianie zagospodarowania przestrzennego, przyjęta przez Sejm w drugiej połowie lipca, dała gminom większy wpływ na decyzje w sprawie budowy super- i hipermarketów. Przyjęta zmiana jest jednym z elementów „Programu rozwoju handlu wewnętrznego do roku 2003”, miesiąc wcześniej zaakceptowanego przez rząd. Wojciech Katner, wiceminister gospodarki, zaznacza, że dotychczasowe prace legislacyjne to jedynie początek złożonego procesu. Za najważniejsze zagadnienia przewidziane do dalszej regulacji prawnej uważa m.in. sprawy związane z handlem elektronicznym, skróceniem terminów płatności za dostarczony towar, zakazem sprzedaży towarów poniżej kosztów zakupu oraz kwestie znaku towarowego producenta.

E-handel poczeka

W związku z szybko rozwijającymi się transakcjami handlowymi za pośrednictwem Internetu pojawiła się potrzeba nowych uregulowań prawnych, dotyczących m.in. podpisu elektronicznego. Według Wojciecha Katnera, w kodeksie cywilnym już jest przygotowany nowy przepis, który przewiduje, że podpis elektroniczny będzie tożsamy z podpisem własnoręcznym. Szczegóły mają znaleźć się w specjalnej ustawie. Jego zdaniem, trzeba będzie przewidzieć jego odpowiednie zabezpieczenie poprzez użycie kodu publicznego i prywatnego oraz powołanie specjalnych instytucji certyfikujących i organu autoryzującego.

— Ustawa dotycząca podpisu elektronicznego może być co prawda uchwalona do końca 2000 r., ale w najlepszym wypadku zacznie obowiązywać dopiero od połowy przyszłego roku. Dyrektywę w tej kwestii Unia Europejska wydała w grudniu 1999 r. Czesi uchwalili swoją ustawę w czerwcu, Węgrzy intensywnie nad nią pracują, a państwa UE mają czas do końca 2001 r. Niektóre z nich, jak Niemcy, mają ustawę z 1997 r. i na niej się częściowo wzorujemy w rozwiązaniach odnośnie do transakcji elektronicznych — zaznacza Wojciech Katner.

Odrębnej ustawy wymaga ponadto kwestia ochrony danych osobowych. Problem stanowią też prawa autorskie, jednak częściowo reguluje je ustawa z 6 czerwca 2000 r. o zmianie obowiązującego prawa autorskiego.

— Ponadto rodzi się pytanie, czy handel elektroniczny ma podlegać opłatom celnym. Jest to tym istotniejsze, że wraz z międzynarodowymi porozumieniami z WTO, Polska rezygnuje stopniowo z ceł na różne produkty. Przewidujemy, że handel elektroniczny obejmie w przyszłości kilkadziesiąt procent obrotów. W związku z tym nie wyobrażam sobie, aby transakcji takich państwo polskie miało nie oclić, a zwłaszcza nie opodatkować. W tej sprawie trwa obecnie dyskusja między USA a Unią Europejską — podkreśla Wojciech Katner.

Weksel albo poręczenie

Wojciech Katner uważa, że istnieje pilna potrzeba przygotowania regulacji prawnej zmierzającej do skrócenia terminów płatności za dostarczony towar. Takie przepisy chroniłyby dostawców, zwłaszcza w relacjach z wielkimi sieciami handlowymi. Według niego, rozsądnym okresem byłby jeden miesiąc. W przyjętych założeniach prawnych trzeba jednak znaleźć odpowiednie zabezpieczenia na wypadek niedotrzymania terminu zapłaty. Mogłoby to być uczynione na przykład za pomocą wystawionego weksla.

— Dopuszczam możliwość zabezpieczenia w postaci poręczenia lub zastawu. Zastanawiamy się również, czy będzie to przepis obowiązujący bezwzględnie czy tylko w sytuacji, gdy strony nie umówią się inaczej. Osobiście skłaniam się do drugiego rozwiązania, gdyż przepisy bezwzględnie obowiązujące w sferze umów mają to do siebie, że firmy będą starały się je ominąć — uważa Wojciech Katner.

Cena rażąco niska

Wojciech Katner podkreśla, że w normalnym obrocie gospodarczym nie jest normalna sprzedaż towarów poniżej kosztów zakupu. Według niego, tylko duże sieci handlowe mogą sobie na to pozwolić, bo i tak zbilansują to sobie dodatnio wielkością obrotów dzięki ilości towarów. Mali przedsiębiorcy w tej cenowej rywalizacji nie mają szans.

— Nowe ustawodawstwo nie będzie przewidywało możliwości sprzedaży poniżej kosztów zakupu. Odstępstwa od tej zasady będą dotyczyły sytuacji, w której kończy się termin ważności produktu oraz przy akcjach promocyjnych, nie przekraczających jednak jednego tygodnia w roku. Dopuszczałbym też taką sprzedaż w sklepach prowadzonych przez organizacje charytatywne — zaznacza Wojciech Katner.

Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że do końca roku w tej kwestii pojawi się rozwiązanie ustawowe.

Znak towarowy

— Polskie prawo, inaczej niż w Unii Europejskiej, nie dopuszcza, aby na towarze była zaznaczona jedynie nazwa sprzedawcy — bez podania producenta. Jeśli powiedzmy sklep Biedronka czy Rema 1000 sprzedawałby piwo pod nazwą swojej sieci, to na opakowaniu powinna być jednocześnie podana nazwa browaru, w którym piwo to zostało wyprodukowane. Może się bowiem okazać, że w obydwu tych sklepach pod różnymi nazwami sprzedają nam ten sam wyrób. Znajomość wytwórcy jest elementarnym prawem konsumenta — mówi Wojciech Katner.

Zdaniem podsekretarza stanu w MG, w regulacji handlu i ochronie konsumentów niewiele może zmienić ustawodawstwo. Problem leży głównie po stronie wykonawczej — ze względu na bardzo małą liczbę instytucji kontrolujących realizację przepisów. Niewystarczające są również dzisiejsze sankcje. Zbyt niskie kary, jakie może nałożyć inspekcja handlowa, powodują, że wiele firm woli zapłacić karę niż dostosować się do obowiązujących przepisów.

Bez prawnych ograniczeń

Minister Katner sądzi, że problemy polskiego handlu nie powinny znaleźć się w jednej ustawie o handlu. Mogłaby być ona odebrana jako próba administracyjnego ograniczania wolności działalności gospodarczej i kojarzyć się z „bitwą o handel” znaną z niesławnych lat 40.

Dlatego proponuje on raczej prace nad ustawą o „niektórych aspektach handlu” lub poszukiwanie rozwiązań prawnych dla polskiego handlu w oddzielnych aktach ustawodawczych.

— Trzeba jednak pamiętać, że z racji ochrony słabszych ekonomicznie przedsiębiorców oraz ochrony słusznych interesów konsumentów, w krajach Unii Europejskiej i OECD występuje silne ustawodawstwo regulujące sferę umów w obrocie towarów i usług, a ingerencja państwa lub organów samorządu terytorialnego jest zadziwiająco szeroka. Wolność gospodarcza nie może się kojarzyć z dowolnością, szkodliwą dla słabszych ekonomicznie małych przedsiębiorstw produkcyjnych i handlowych — podkreśla Wojciech Katner.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / E-PODPIS MUSI JESZCZE ZACZEKAĆ