
W czwartek minister finansów Jacek Rostowski i prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI), Philippe Maystadt podpiszą umowę kredytową o wartości 2 mld EUR. Negocjacje w tej sprawie rozpoczęły się przed wakacjami. Pozyskane pieniądze posłużą do współfinansowania z budżetu państwa projektów dotowanych przez Unię Europejską w ramach krajowych programów operacyjnych. To bardzo ważne, bo żeby realizować inwestycje wspólnie z UE, trzeba wyłożyć także pieniądz krajowe. Wymagane minimum takiego wkładu wynosi 15 proc. całości dofinansowania. Polska dokłada do nich średnio 30 proc. Jeśli w budżecie zabrakłoby pieniędzy, inwestycje stanęłyby pod znakiem zapytania.
Z kredytu będziemy mogli korzystać do końca 2015 r. To wtedy kończy się czas na realizację projektów dofinansowanych w ramach unijnego budżetu na lata 2007-2013.
- Pieniądze popłyną na inwestycje w badania i rozwój, infrastrukturę, małe i średnie przedsiębiorstwa, informatyzację, edukację, ochronę zdrowia i technologie. Będą wydzielane w miarę zatwierdzania i realizacji projektów. To od ich jakości i ilości będzie zależało z jakiej kwoty Polska ostatecznie skorzysta – twierdzi Marta Gajęcka, była wiceprezes EBI.
Choć od 1990 r. dostaliśmy z EBI ponad 25,5 mld EUR (blisko 4 mld EUR w 2009 r.) w takiej formule pożyczamy od banku pierwszy raz.
Więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu".