Efekt EURO 2012 już przeżyliśmy

Adrian Boczkowski
28-02-2011, 00:00

Największe zyski z giełdowej gry pod mistrzostwa Europy w Polsce już były. Fakty nie potwierdzają inwestycyjnych mitów

Inwestorzy giełdowi najlepszą okazję do gry pod EURO 2012 mieli blisko cztery lata temu. W dniu przyznania Polsce i Ukrainie przywileju organizacji EURO 2012 (18 kwietnia 2007 r.) wśród krajowych inwestorów i analityków wybuchła euforia. Dotyczyła głównie spółek budowlanych, a jej efekty były imponujące — w kilka chwil kursy poszybowały o 20-30 proc., choć do końca giełdowego dnia nastroje nieco już ostygły (wzrosty o 10-15 proc.). To był najlepszy czas na spekulacyjne zakupy.

Podczas kolejnych kilku sesji można było zrealizować jeszcze wyższe zyski. Przykładowo na Budimeksie, Mostostalu Warszawa i Mostostalu Zabrze było to aż 52-57 proc. względem wyceny sprzed decyzji UEFA. Entuzjazm inwestorów był zresztą podsycany przez wielu analityków, którzy z marszu zapowiedzieli podnoszenie wycen i rekomendacji dla spółek budowlanych, a wśród "perełek" mieli znaleźć się również operatorzy sieci restauracji czy hotelowy Orbis. Emocje nie były jednak dobrym doradcą.

W przypadku spółek budowlanych analitycy nie wzięli pod uwagę cyklu gospodarczego i ewentualnego spowolnienia. Tymczasem zgodnie z wieloma modelami powinno ono przyjść już wcześniej, a do tego mówiono już o bańce na amerykańskim rynku kredytów subprime. Euforia w branży budowlanej była przesadzona, bo kontrakty na stadiony (7 mld zł) to mniej niż 10 proc. inwestycji infrastrukturalnych, z których większość była już wcześniej wpisana na listę projektów realizowanych przy współudziale pieniędzy unijnych z perspektywy finansowej na lata 2007-13 (plany inwestycji drogowych i kolejowych mówiły o przynajmniej 80 mld zł). Pojawiające się na horyzoncie niższe marże firm budowlanych sprawiały natomiast, że o rekordowych zyskach można było zapomnieć. Doszły do tego opóźnienia w realizacji 150 inwestycji drogowych, które nie zostały skompensowane kontraktami kolejowymi i energetycznymi (mocno odczuwa to Budimex i Polimex). Efekt? Kursy spółek z sektora mocno zanurkowały i wciąż są z reguły daleko od punktu wyjściowego. Aby do niego dojść, notowania musiałyby wzlecieć nawet o ponad 500 proc. W większości przypadków chodzi o 50-120 proc., co jednak i tak jest dalekie od rynkowej średniej. WIG brakuje bowiem do wartości z połowy kwietnia 2007 r. "tylko" 28 proc. Tymczasem mimo ogólnych wzrostów na GPW budownictwo jest w odwrocie. Kurs Hydrobudowy od 4 lat pogłębia trend spadkowy. Czy w perspektywie kilku lat sektor pokaże siłę? Jest to jak najbardziej możliwe. Tym bardziej że zagraniczni inwestorzy są pełni optymizmu i mogą napędzić wzrosty kursów.

Przykład Mundialu w RPA dobrze jednak pokazuje, że nawet krajowi mniej znanemu na świecie trudno liczyć na szybki przypływ inwestycji portfelowych tylko dzięki skupieniu na sobie uwagi. W czerwcu 2010 r. (większość rozgrywek) rynek akcji z Johannesburga raczej się nie wyróżniał na tle innych parkietów. Od początku lipca do początku sierpnia, licząc w USD, wzrósł o 18 proc., a do teraz — o 33 proc. Benchmarkowy FTSE EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) skoczył w analogicznym czasie równie mocno — o 17 i 31 proc. Lepszym wyborem okazały się spółki z naszego WIG20. Indeks wzrósł odpowiednio o 24 i 35 proc.

Co z krajowymi spółkami, które powinny zyskać na mistrzostwach? Przed EURO 2008 zapytaliśmy o to różnych ekspertów. Obstawiali krajowych sponsorów tego wydarzenia (BZ WBK, TP, Śnieżka), producentów piwa (Żywiec), dostawców wysokiej jakości relacji sportowych (Agora) czy detalistów (Ruch, Empik, Eurocash, Alma, Emperia). Dobra passa naszych piłkarzy miała bowiem napędzać konsumpcję. Gra pod wyniki z II kwartału 2008 r. nie przyniosła jednak zarobku. Z reguły kursy osunęły się wtedy szybciej niż szeroki rynek — nawet o kilkadziesiąt procent. Inwestowanie w dłuższym terminie również nie okazało się strzałem w dziesiątkę. Trudno więc spodziewać się szczególnego wpływu na kursy (i wyniki) również EURO 2012. Choć nie znamy jeszcze czterech narodowych sponsorów (wśród faworytów jest Pekao z Unicredit, z rozmów odpadły PZU i PKO BP), to globalnym sponsorem EURO 2012 jest na przykład Orange (TP). Koszty inwestycji w markę są pewne (23-25 mln zł od każdej firmy), a efekty długookresowe i trudno mierzalne. Tym bardziej że otoczenie zewnętrzne jest zmienne, podobnie jak same organizacje. Istnieją cykle życia produktów, zmienia się koniunktura, moda, skuteczność konkurencji. Dlatego wyniki kwartalne nie są do końca porównywalne. Sprzedaż piwa zależy głównie od pogody, a przychody detalistów w dłuższych okresach — od w miarę stałych wartości zamożności społeczeństwa i skłonności do konsumpcji. Okres mistrzostw jest przy tym zbyt krótki, by mocno ruszyć wynikami kwartalnymi spółek. Poza tym inwestorzy wiele kwestii uzględnili już w wycenach.

Właściciele hoteli będą mieli udany czerwiec przyszłego roku, ale Orbis nie dlatego buduje nowe hotele i remontuje starsze. Branżowe raporty jednoznacznie wskazują, że po prostu poprawia się ogólna koniunktura. Rośnie liczba gości, wzrosną też ceny. To jednak branża hotelowa i restauracyjna może realnie najbardziej zyskać na zmaganiach piłkarzy na polskich boiskach. Polska zostanie odkryta przez rzeszę potencjalnych turystów. To powinno procentować w kolejnych latach (chodzi o miliony gości). Trudno jednak liczyć na to samo w przypadku rynku kapitałowego. Choć wśród zagranicznych kibiców z pewnością znajdą się chociażby zarządzający z londyńskiego City, to polskie spółki nie są dla nich nowością. Można mieć jedynie nadzieję, że EURO 2012 przełamie wiele stereotypów o Polsce i Polakach. To może długoterminowo pomóc naszym przedsiębiorcom, a więc całej gospodarce i giełdzie.

Maciej Stokłosa: Zagranica może postawić na Polimex

1. Jakie znaczenie ma EURO 2012 dla krajowych spółek budowlanych?

Dla sektora budowlanego EURO 2012 ma mniejsze znaczenie niż fundusze unijne. Przeważająca część prac związanych z funduszami unijnymi (głównie POIiŚ) została już jednak zakontraktowana. Obecnie najbardziej istotne jest, jakie wyniki finansowe przyniosą nowe kontrakty, uzyskane w latach 2009-10. Oczekujemy w ich przypadku niższych marż z uwagi na wzrost konkurencji i zatrzymanie tendencji spadkowej kosztów w budownictwie. Niższe marże były już widoczne w II połowie 2010 r.

2. Jakimi spółkami zagraniczni inwestorzy finansowi mogliby być zainteresowani?

Z branży budowlanej ze względu na kapitalizację i płynność zagraniczni inwestorzy finansowi przeważnie są zainteresowani jedynie PBG, Budimeksem i Polimeksem. W tej grupie spółek perspektywy wzrostu kursu widzimy jedynie w przypadku Polimeksu.

3. Co jest największym problemem branży budowlanej w Polsce?

Największy problem to finansowanie. Argument, że jest jeszcze dużo do zbudowania, jest co do zasady słuszny. Państwo i samorządy są jednak mocno zadłużone. A przecież inwestycje publiczne i samorządowe odpowiadają za 40-45 proc. produkcji budowlanej. Z drugiej strony, perspektywy wzrostu widzimy w rosnących wydatkach przedsiębiorstw oraz w inwestycjach energetyki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Efekt EURO 2012 już przeżyliśmy