Samochody elektryczne mogłyby służyć do optymalizowania kosztów firmowej floty miejskiej. Przejechanie 100 km takim autem kosztuje 6-10 zł, czyli trzy, a czasami nawet siedem razy mniej niż samochodem z silnikiem spalinowym. Ale nie w Polsce.
Siła zachęty
W pierwszej połowie 2014 r. z polskich salonów wyjechało 35 samochodów elektrycznych. W całym 2013 r. udało się znaleźć klientów na 28 takich aut. Wzrost jest więc… niezwykle dynamiczny. Ale we Francji w 2013 r. właścicieli znalazło ponad 10 tys. elektrycznych aut. I to tylko od Renaulta. Po dodaniu innych producentów sprzedaż była ponaddwukrotnie większa. Powodem nie jest tylko to, że Francuzi są zamożniejsi.
— Na rozwój rynku aut elektrycznych znacząco wpływają regulacje prawne i organizacyjne. W krajach, które je wprowadziły, rozwój „elektrycznego” rynku jest o wiele szybszy — mówi Grzegorz Paszta z Renault Polska.
Nic dziwnego, że model Renault ZOE w 2013 r. kupiło 5,6 tys. Francuzów, ponad tysiąc Niemców i… dwóch Polaków. Na przykład klient, który chce kupić auto elektryczne we Francji, dostaje 7 tys. EUR dopłaty. W Niemczech jest zwolniony z podatku drogowego przez 10 lat.
— W Holandii dzięki benefitom połowa sprzedanych na koniec 2013 r. samochodów była elektryczna. Użytkownicy firmowego auta elektrycznego są też zwolnieni z podatku za korzystanie z samochodu do celów prywatnych. Wiele krajów lub miast europejskich oferuje użytkownikom elektrycznych pojazdów np. możliwość korzystania z buspasów, darmowego parkowania czy wjazdu do stref niedostępnych dla aut spalinowych — opowiada Tomasz Krawczyk, menedżer projektu eMobility w Alphabet Polska Fleet Management i ekspert Polskiego Związku Leasingu i Wynajmu Pojazdów.
Obok zachęt konieczna do rozwoju elektrycznej motoryzacji jest infrastruktura punktów poboru prądu.
— Niekwestionowanym liderem europejskim jest w tym Norwegia, gdzie jest około 4 tys. punktów ładowania. Sieć publiczna w Niemczech obejmuje około 2 tys. miejsc, w Holandii 1,7 tys., a we Francji 1,6 tys. — mówi Tomasz Krawczyk.
Prawdziwe powody
A w Polsce? Punktów doładowań jest… po kilka w dużych miastach. I — jak mówią przedstawiciele koncernów energetycznych — z powodzeniem to wystarcza, bo jest u nas najwyżej 150 aut elektrycznych. Na dopłaty zaś raczej nie ma co liczyć.
— Nie ma żadnych krajowych programów wspierających elektryczną mobilność. Inicjatywy widać na razie tylko na szczeblu samorządowym — mówi Agata Szczech, dyrektor komunikacji Renault Polska. Choć i te nie rozpieszczają benefitami. W Warszawie udogodnienie dla kierowców samochodów elektrycznych polega na zwolnieniu z opłaty za parkowanie podczas ładowania prądu.
Stolica dopiero planuje wprowadzenie korzystnych stawek za parkowanie dla takich aut (także w centrum). Stołeczny Wydział Infrastruktury wraz z Politechniką Warszawską i partnerami zagranicznymi (Paryż i klaster Moveo) złożył wniosek do programu Unii Europejskiej na rzecz innowacyjności Horyzont 2020. Dzięki dofinansowaniu chcą opracować „mapę drogową” rozwoju elektrycznej mobilności, w ramach której powiększy się w stolicy infrastruktura ładowania pojazdów na prąd. Samochody elektryczne już stały się częścią polskiej rzeczywistości.
Na razie niewielką, ale jej wzrost jest kwestią czasu. Jeśli zostaną wprowadzone przepisy wspierające zakup takich pojazdów, impuls do rozwoju będzie zdecydowanie większy. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Polacy zaczęli od wizerunku. To główny powód kupowania samochodów elektrycznych.
— Zanim posiadanie aut z alternatywnym napędem we flotach stanie się naturalnym ekonomicznie wyborem dostępnym dla szerszych grup, będzie to nadal doskonałe narzędzie wizerunkowe, pozwalające podkreślić postawę proekologiczną — uważa Tomasz Krawczyk.
Jednak wykorzystywanie aut na prąd wyłącznie do celów wizerunkowych nie daje perspektyw zwiększenia sprzedaży. To już zadanie władzy.
Poligon doświadczalny
Najlepiej rozwijającym się rynkiem aut elektrycznych są USA. W 2013 r. urósł on tam ponad 80 proc. (samochody elektryczne i hybrydy typu plug-in). W sumie sprzedano ich prawie 96 tys. aut, z czego około 47 tys. całkowicie elektrycznych, a około 49 tys. hybrydowych typu plug-in. Aut całkowicie elektrycznych sprzedano ponad trzy razy więcej niż w 2012 r.
— Niektórzy producenci wykorzystują rynek amerykański jako swego rodzaju poligon doświadczalny dla „elektryków”, wypuszczając pierwsze modele właśnie tam — mówi Tomasz Krawczyk.
Elektryczna motoryzacja genralnie już się opłaca. Przekonały się o tym wielkie europejskie aglomeracje. W Paryżu już od 2011 r. działa sieć publicznych wypożyczalni aut elektrycznych Autolib. Szacuje się, że dzięki temu miasto ograniczyło ruch prywatnych samochodów indywidualnych o 22,5 tys. i zyskało 15 tys. miejsc parkingowych do użytku publicznego. Ponadto zredukowało poziom zanieczyszczeń i hałasu oraz utworzyło tysiąc miejsc pracy.


