Ekonomiści nie mogą być politykami
Minister finansów mógł oczywiście zapisać w tegorocznym budżecie niższy wzrost PKB i niższą inflację. Jednak decyzji o tym, jakich wielkości się trzymać, Jarosław Bauc podjął nie na podstawie układu chmur czy kierunku wiatru, ale opierając się na właściwym modelu ekonometrycznym. Wierzę, że jako jeden z najwybitniejszych ekonomistów w Polsce nie postawił założeń, które nie byłyby poprzedzone wnikliwą analizą.
Problem jednak w tym, że analiza ta — jak każda estymacja — za podstawę brała dane historyczne, a te wskazywały na możliwość o wiele bardziej pozytywnego scenariusza niż zapisany w budżecie. Dowodem tego niech będzie fakt, że ci, którzy kilka miesięcy temu wróżyli Polsce rychłą recesję, rok temu zapowiadali niczym nie zmącony czas prosperity.
W ,,PB’’ z 29 grudnia przedstawiliśmy prognozy ekonomistów, dotyczące wzrostu PKB na 2001 r. Krzysztof Rybiński z ING zakładał 4,5 proc., Janusz Jankowiak z BRE — 4,0 proc., Mirosław Gronicki z BIG BG oraz ekonomiści CASE — 5,5 proc. Rząd zakładał 5,1 proc., ostatecznie w budżecie zapisano jednak 4,5 proc.
Gospodarka spłatała jednak wszystkim figla. Spadła koniunktura na świecie. W Polsce dodatkowo RPP wydała wojnę inflacji, co zahamowało popyt wewnętrzny, spowodowało także umocnienie złotego. W konsekwencji polska gospodarka rośnie wolniej, spadła zaś inflacja.
Nie wszyscy jednak płacą za ten stan rzeczy taką samą cenę. Ekonomiści w bankach korygują prognozę i po sprawie. Minister finansów nie ma takiej możliwości. To prawda, że powinien wziąć to pod uwagę konstruując pozytywne prognozy. Ale w krytykowaniu budżetu ekonomiści nie mogą posuwać się do paranoi. W przeciwieństwie do polityków, którzy mają prawo stawiać kogo chcą przed Trybunałem Stanu.
Mamy rok wyborczy, wszystkie chwyty dozwolone. Ekonomiści muszą jednak zrozumieć, że gospodarka to nie jest model, jaki przedstawia się studentom na zajęciach z makroekonomii. Dlatego twierdzenie Dariusza Rosatiego, członka RPP, że zwiększenie deficytu utrudni redukcję stóp procentowych, jest nikomu niepotrzebnym sygnałem, wysłanym do inwestorów konsekwentnie umacniających złotego. Motywy tego bezpardonowego ataku na twórców budżetu stały się jasne, gdy ugrupowanie Dariusza Rosatiego, SLD, zapowiedziało, że prawdopodobnie postawi ministra Bauca przed Trybunałem Stanu. O ile jednak Leszek Miller ma prawo, o tyle Dariusz Rosati — nie. Stopy procentowe są wysokie, bo walczymy z inflacją. Jeśli któryś z członków RPP walczy z kimś innym, to łamie prawo, przy okazji nadmiernie dławiąc polską gospodarkę.