Eksperci: łapy precz od opcji

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-02-11 06:43

Prawnicy i bankowcy nie zostawili suchej nitki na pomyśle anulowania transakcji opcyjnych. Ustawa ma być gotowa do końca marca. Za tydzień rząd ma decydować, co zrobić z toksycznymi opcjami.

- Przyjęcie stosownej ustawy mogłoby nastąpić w kilka tygodni, jeszcze w tym kwartale. Sprawa jest pilna, bo dla wielu przedsiębiorstw chodzi o być albo nie być. Pracę mogą stracić tysiące ludzi –  mówił wczoraj Waldemar Pawlak, minister gospodarki.

Widzi on trzy możliwości rozwiązania problemu opcji walutowych, które po dużym osłabieniu się złotego w ostatnich miesiącach mogą oznaczać dla firm nawet kilkadziesiąt miliardów złotych strat. Propozycje Ministerstwa Gospodarki mają opierać się na  zapisach europejskiej dyrektywy (Markets in Financial Instruments Directive).

- Pierwszy sposób to renegocjacja umów przez nabywców instrumentów opcyjnych z bankami. Drugi to odstąpienie od tych umów. Trzeci to unieważnienie ich z mocy prawa – wylicza Waldemar Pawlak.

Zapewnia on, że jeśli koalicjanci nie dojdą do porozumienia w sprawie wspólnego stanowiska w sprawie opcji, projekt ustawy przedstawi samodzielnie PSL. Wicepremier Pawlak uważa, że „toksyczne” opcje oferowane przez banki były „pułapką dla firm”. Jej zastawienie umożliwiło opóźnienie w przyjęciu MiFID.

- Ta dyrektywa powinna być wprowadzona do naszego prawa już od listopada 2007 r. Opieszałość poprzedniego rządu i weto prezydenta z błahego powodu przynoszą teraz efekty – mówi obecny minister gospodarki.

Fala krytyki

Batalię na rzecz unieważnienia transakcji opcyjnych popierają przedsiębiorcy, którzy zawarli feralne umowy i wisi nad nimi widmo ich wypełnienia. Jest to w ich osobistym interesie, więc nie można dziwić się takiemu stanowisku. Do anulowania opcji walutowych nawoływał już wcześniej Zbigniew Jakubas, znany biznesmen i prezes Polskiej Rady Biznesu, którego część firm jest zarażona „toksycznymi” derywatami. Wicepremier Pawlak uchylił się jednak od odpowiedzi, czy biznesmen ten miał wpływ na jego stanowisko. Tymczasem krytyki Waldemarowi Pawlakowi nie szczędzą rynkowi eksperci z pierwszej ligi.

- Nie wyobrażam sobie, że na drodze ustawowej część umów zawartych w przeszłości uzna się za nieważne. Zakładając nawet, że część klientów została wprowadzona w błąd w momencie zawierania opcji, to sposobem na dochodzenie roszczeń jest droga sądowa – mówi nam Krzysztof Kalicki, prezes Deutsche Bank Polska.

Dodaje, że DB może sobie pozwolić na takie wypowiedzi, bo nie ma żadnych problemów związanych z zawieranymi z firmami opcjami.

Oburzenia propozycją resortu gospodarki nie kryje Marcin Bartczak, partner w kancelarii prawnej Salans.

- Nie mogę wyobrazić sobie unieważniania już zawartych umów w państwie prawa, a tak Polskę określa przecież nasza konstytucja. Rozumiem wprowadzenie ograniczeń na przyszłość, ale działanie prawa wstecz dla interesu jakiejś grupy jest czymś absurdalnym w cywilizowanym świecie – mówi Marcin Bartczak.

Jolanta Tropaczyńska, partner w kancelarii Linklaters, zaleca Ministerstwu Gospodarki daleko idącą ostrożność.

- Konstytucja gwarantuje prawa nabyte, więc próba anulowania zawartych umów byłaby argumentem dla Trybunału Konstytucyjnego do zakwestionowania ewentualnej ustawy w tej sprawie – mówi Jolanta Tropaczyńska.

MiFID bez znaczenia

Prawnicy wskazują, że powoływanie się resortu gospodarki na zapisy dyrektyw europejskich jest bezzasadne.
- MiFID nie został jeszcze w Polsce zaimplementowany. Dlatego może być bezpośrednio stosowany jedynie w relacji między państwem a obywatelem, a nie między prywatnymi podmiotami – mówi Marcin Bartczak.

Dodaje, że nawet gdyby MiFID obowiązywał w Polsce od lat, to i tak dużo by to nie zmieniło.

- Dyrektywa nie zabrania zawierania asymetrycznych transakcji opcyjnych. Ewentualne niedopełnienie przez bank wymogów informacyjnych czy konieczności dopasowania produktu do odbiorcy byłoby powodem do podnoszenia roszczeń przed sądem, ale nie do unieważnienia umów – podkreśla partner kancelarii Salans.

Według Konrada Konarskiego, partnera kancelarii Baker & McKenzie, powoływanie się na MiFID nie jest jednak konieczne.

- Ustawowe anulowanie umów wymaga jedynie zachowania ścieżki legislacyjnej, a nie podawania przyczyny. To byłby jednak akt nacjonalizacji, wkraczanie państwa między dwa podmioty prywatne. To nigdy dobrze się kończy – uważa Konrad Konarski.

Jego zdaniem, konsekwencje przeforsowania takiej ustawy byłyby bardzo istotne.

- Chodzi o np. odpływ inwestycji, utratę zaufania do państwa, zdegradowanie Polski na arenie międzynarodowej. W USA, gdzie kryzys jest bardzo poważny, nikt nie unieważnia umów, a jedynie „pompuje” pieniądze tam, gdzie jest potrzeba – podkreśla Konrad Konarski.

Eksperci dodają, że ewentualne anulowanie umów opcyjnych między klientami krajowych banków a tymi instytucjami spowodowałby upadłość tych drugich i kryzys bankowy. Krajowe banki były jedynie pośrednikami, którzy zawierali przeciwstawne transakcje z zagranicznymi bankami.

- Jeśli ustawowo Polska unieważniłaby również te kontrakty, to mielibyśmy sytuację podobną do nacjonalizacji majątków amerykańskich na Kubie. Konsekwencje byłyby przerażające – mówi Konrad Konarski.Znaczna redukcja zobowiązań przedsiębiorców wobec banków także nie jest dobrym pomysłem.

- Chodzi tu o realne pieniądze w bankach, a nie wirtualne. Mielibyśmy więc sytuację identyczną w skutkach, jak gdyby klienci przestali spłacać kredyty. Dlaczego więc przy okazji anulowania opcji walutowych nie anulować wszystkich kredytów w walutach obcych, których spłata również ciąży? – zastanawia się ironicznie Marcin Bartczak.

Według prezesa DB, rząd mógłby zaproponować bankom rozłożenie firmom płatności z tytułu opcji na 4-5 lat przy rządowych gwarancjach spłaty połowy wartości zobowiązań.

- Dzięki temu i banki, i firmy zyskałyby czas i trochę oddechu. Istnieje bowiem szansa, że złoty w tym czasie zacznie się umacniać i powróci do poziomów dających możliwość wyjścia z tych transakcji – mówi Krzysztof Kalicki.

PSL na łowach
Eksperci marketingu politycznego, z jakimi rozmawialiśmy, są przekonani, że wicepremierowi Pawlakowi chodzi głównie o pozyskanie elektoratu dla swojej partii wśród przedsiębiorców.

- Skoro nawet kilka tysięcy przedsiębiorstw może mieć problem z opcjami walutowymi, to chodzi dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy potencjalnych wyborców, którzy chcieliby szybkiego rozwiązania problemu tych instrumentów. Szef PSL dobrze o tym wie i stara się medialnie przebić z nośnym tematem – mówi doradca PR specjalizujący się w usługach dla partii politycznych.

Dodaje, że nie musi chodzić tu o faktyczne rozwiązanie problemu.

- Łowienie wyborców spośród przedsiębiorców jest dla PSL bardzo kuszące i właśnie partia ta korzysta z takiej okazji. Nawet jeśli nic z inicjatywy Waldemara Pawlaka nie wyjdzie, to będzie mógł mówić, że bardzo się starał. To typowa zagrywka PR-owa, która niekoniecznie musi służyć faktycznej pomocy przedsiębiorcom – uważa jeden ze specjalistów.


 

Możesz zainteresować się również: