Eksport potwierdza tendencje wzrostowe

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2003-07-01 00:00

Niewielki deficyt handlu zagranicznego jest kolejną informacją, potwierdzającą nadejście ożywienia w polskiej gospodarce. Znaczny wzrost eksportu jest wynikiem mocnego euro i wzrostu konkurencyjności polskich firm. Zdaniem analityków, będzie jeszcze lepiej.

Majowy deficyt na rachunku obrotów bieżących pozytywnie zaskoczył ekonomistów — wyniósł tylko 327 mln EUR. Bardzo dobre były dane dotyczące dynamiki eksportu (8 proc.), nieco gorsze — importu (-1,5 proc.). Jednak wolumen eksportu i importu zanotował znaczny wzrost, odpowiednio o 17 i 9 proc. Narodowy Bank Polski zweryfikował o 91 mln EUR także dane kwietniowe — deficyt wyniósł ostatecznie 460 mln EUR.

Najważniejszą informacją dla rynku jest bardzo dobra kondycja polskich przedsiębiorców, będąca potwierdzeniem wcześniejszych danych produkcji przemysłowej. Jej 11,7-proc. wzrost przełożył się na 8-proc. dynamikę eksportu liczonego w euro. W skali całego eksportu wzrost wyniósł aż 17 proc.

— Dane makroekonomiczne z ostatnich miesięcy dają spójny obraz polskiej gospodarki. Następuje wyraźne ożywienie, a trend wzrostowy utrwala się z każym miesiącem — cieszy się Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH PBK.

Głównym powodem systematycznej poprawy kondycji polskich eksporterów jest osłabienie złotego, które poprawia konkurencyjność polskich wyrobów na rynkach krajów Unii Europejskiej. Pomogło także globalne spowolnienie gospodarcze, które spowodowało większe zainteresowanie zachodnich konsumentów tanimi produktami z naszego rejonu Europy.

— Eksporterzy zbierają obecnie plony procesów restrukturyzacyjnych, które przeprowadzają od kilkunastu miesięcy. Procentują inwestycje w poprawę konkurencyjności i ograniczanie kosztów — dodaje Jacek Wiśniewski, ekonomista Pekao SA.

Ekonomiści mają natomiast mieszane uczucia w ocenie danych o imporcie w maju. Import liczony w euro spadł o 1,5 proc., jednak wolumen zanotował aż 9-proc. wzrost.

— Spadek dynamiki importu jest trudny do oceny, ponieważ nie ma szczegółowych danych na temat jego struktury. Teoretycznie powinien rosnąć wraz z eksportem, gdyż polskie firmy bazują na surowcach z zagranicy — dziwi się Jacek Wiśniewski.

Jego zdaniem, negatywny wynik importerów może być efektem słabego popytu krajowego oraz bardzo silnego euro.

Bardziej optymistycznie wyglądają dane obejmujace cały wolumen importu, który wzrósł o 9 proc.

— W maju widoczny był wzrost zainteresowania inwestorów zagranicznych polskimi instrumentami finansowymi, po raz pierwszy od trzech miesięcy wzrosły także ich inwestycje na warszawskiej giełdzie. To daje podstawy do optymizmu, może być jaskółką zwiastującą nadejście lepszych czasów — uważa Krzysztof Rybiński.

Zdaniem ekspertów, dobre tendencje w eksporcie będą utrzymywały się przez kilka najbliższych miesięcy, import powinien także poprawiać wyniki. Za takim scenariuszem przemawia silne euro oraz stale rosnąca konkurencyjność polskich firm, które są już w stanie rywalizować na rynku unijnym. Natomiast poprawa dynamiki importu będzie efektem zbliżającego się wejścia Polski do UE i związanego z tym napływu inwestycji bezpośrednich.

Analitycy liczą także na powolne odbicie popytu konsumpcyjnego, co zawsze skutkuje zwiększeniem importu. Według wyliczeń ekspertów, po maju roczny deficyt obrotów bieżących stanowił 2,8 proc. PKB wobec 2,9 proc. PKB w kwietniu.

Okiem ekperta

Powinno być lepiej

Perspektywy dla polskich eksporterów wciąż są dobre z kilku powodów. Jeszcze jest 11 miesięcy do wejścia Polski do UE i wszystko wskazuje na to, że będziemy wchodzić ze słabym złotym w stosunku do euro. To poprawia konkurencyjność naszego eksportu. Po drugie, jesteśmy właśnie w trakcie tzw. żniw po wieloletnich zagranicznych inwestycjach w Polsce. Przy obniżeniu jednostkowym kosztów pracy eksport po wejściu do UE musi wzrosnąć.

Nawet jeśli w krajach strefy euro będzie panować recesja, Polska i tak będzie więcej eksportować. Jest to domena nie tylko Polski, ale również Czech czy Węgier. Pojawią się bowiem na rynku Unii Europejskiej nowi producenci, którzy niejednokrotnie będą tańsi niż ich tamtejsi konkurenci.

Mirosław Gronicki

główny ekonomista Banku Millennium