Spowolnienie lub w skrajnym przypadku recesja w strefie euronajszybciej przełoży się na realne gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej poprzez spadek popytu na eksport. W Polsce, na Węgrzech i w Czechach strefa euro jest głównym partnerem handlowym, do którego w 2010r. trafiało odpowiednio 56 proc., 56 proc. i 66 proc. całego eksportu. Gospodarki Czech i Węgier są bardzo otwarte, a eksport dóbr i usług stanowi tam 79 proc. i 86 proc. PKB. W przypadku Polski udział eksportu w PKB wynosi 41 proc. Sytuacja jest bardzo zbliżona do tej z 2007 r. Możliwe jest jednak nieco łagodniejsze lądowanie, bo przedsiębiorstwa poprawiły efektywność.
Osobną kwestią jest zapotrzebowanie na zagraniczne finansowanie i zagrożenie wynikające ze zmniejszonego napływu lub odpływu kapitału. Bilans rachunku bieżącego wygląda znacznie lepiej niż w 2007 r., kiedy narastała nierównowaga w rozliczeniach z zagranicą.
Deficyt bieżący w Czechach spadł z 5,4 proc. PKB w 2007 r. do 4 proc. PKB w 2010 r., w Polsce zmniejszył się z 5,2 proc. PKB do 4,6 proc. PKB, w przypadku Węgier deficyt 6,7 proc. PKB zamienił się w nadwyżkę 1,1 proc. PKB. Bieżące zapotrzebowanie na zagraniczne finansowanie jest więc znacznie mniejsze niż przed poprzednim kryzysem. Struktura finansowania deficytu uległa jednak pogorszeniu.
W przypadku Polski wyraźnie spadł stopień pokrycia deficytu zagranicznymi inwestycjami bezpośrednimi, na korzyść znacznie mniej stabilnego kapitału portfelowego, który może odpłynąć, gdy załamie się sytuacja na rynkach finansowych. Ogólne zadłużenie gospodarek jest znacznie wyższe niż przed kryzysem. Tylko na Węgrzech widać pewną poprawę, która jest zapewne skutkiem reform wymuszonych przez MFW.
We wszystkich trzech krajach w ciągu ostatnich lat wyraźnie pogorszyła się sytuacja finansów publicznych. Deficyty sektora general government są znacznie wyższe niż w 2007 r., przekraczają też wymagane przez Komisję Europejską 3 proc. PKB. Nierównowaga w finansach publicznych zaowocowała narastaniem długu publicznego. Jest on nadal niższy niż w krajach starej UE, jednak sytuacja finansów publicznych zwiększa ryzyko utraty zaufania rynków do lokalnych walut oraz ogranicza możliwość luzowania fiskalnego w razie spowolnienia gospodarczego. W przypadku Polski zaangażowanie inwestorów zagranicznych na rynku obligacji jest rekordowe i obecnie wyższe niż udział krajowych banków czy OFE.
Osłabienie waluty jest wsparciem dla lokalnych eksporterów i w czasie kryzysu pomaga utrzymać wzrost gospodarczy. Staje się jednak problemem, jeżeli podmioty krajowe są zadłużone w obcej walucie. Tak jest w Polsce i na Węgrzech.
Może niepokoić fakt, że w Polsce do zadłużenia gospodarstw domowych dołączyło w ostatnich latach zwiększenie długu skarbu państwa denominowanego w walutach obcych. W tym przypadku załamanie krajowej waluty może być bardzo niebezpieczne, a ryzyko takiego scenariusza mierzy się, patrząc, czy rezerwy walutowe wystarczają na pokrycie krótkookresowego długu zagranicznego (zasada Greenspana-Guidottiego). W 2008 r. wskaźnik ten sugerował możliwe załamanie złotego, obecnie sytuacja wygląda lepiej, dzięki wzrostowi rezerw walutowych i elastycznej linii kredytowej z MFW.
Urszula Kryńska
ekonomistka Banku Millennium