Constantin Vayenas
szef działu badań rynków wschodzących w UBS WM
W 2008 r. kryzys finansowy przyszedł po okresie kilku lat nadzwyczaj szybkiego wzrostu gospodarczego. To był duży szok i wywołał poważne problemy.
Tym razem wciąż zmagamy się ze skutkami kryzysu z przeszłości. Perspektywy wzrostu gospodarczego i zaufania przedsiębiorców nie są najlepsze. Widać to po cenach akcji. Obecny kryzys zastał inwestorów ostrożniejszych. Dodatkowo od 2007 r. znacznie wzrosły ceny złota oraz obligacji bezpieczniejszych krajów. Rynki od dłuższego czasu spodziewały się niepogody. Drugą różnicą jest fakt, że epicentrum dzisiejszego kryzysu jest znacznie bliżej Polski — w strefie euro. Dlatego jeśli rozpęta się burza, będzie odczuwalna znacznie mocniej niż w 2008 r.
Decydenci wykorzystali większość amunicji już w pierwszym kryzysie. Od 2007 r. rządy pożyczyły ogromne kwoty, a to oznacza, że dzisiaj nie mogą sobie pozwolić na znaczne pakiety stymulacyjne. To dotyczy także Polski. Wartość długu zbliżyła się do
konstytucyjnych ograniczeń. Limit zadłużenia to dobre rozwiązanie. Europa byłaby dzisiaj w dużo lepszej sytuacji, gdyby odpowiednio wcześnie wprowadziła podobne przepisy. Trzeba jednak pamiętać, że ogranicza pole manewru rządu, gdyby kryzys się pogłębił. Banki centralne też wykorzystały do tej pory dużą część dostępnych narzędzi. Obcięły stopy procentowe i pozwoliły walutom na osłabienie. Oczywiście, mogą obciąć stopy jeszcze bardziej i pozwolić na jeszcze większe osłabienie walut, ale to mogłoby mieć swoją cenę. Eksporterzy z początku skorzystaliby na takim rozwiązaniu, otrzymując więcej za swoje produkty. Jednak wkrótce odczuliby wyższekoszty obsługi zadłużenia walutowego oraz zwiększone koszty importowanych półproduktów.
W 2008 r. Polska korzystała z europejskich funduszy infrastrukturalnych. Inwestycje ruszyły na pełną skalę w najlepszym możliwym czasie. W przyszłości może nie być już tak dobrze. Dawcy kapitału sami popadli w tarapaty finansowe. W najbliższych latach Unia Europejska nie będzie już tak hojna.
Podsumowując, Polska wciąż jest w dość dobrej sytuacji w porównaniu z okolicznymi krajami, jednak tym razem burza przechodzi tuż obok, a parasoli jest jak na lekarstwo.