Skarb chce, by Elektrim i KGHM dalej rozmawiały o PAK, ale nie zamierza wpływać na decyzje finansowe. Elektrim zastanawia się, co robić.
Elektrim jeszcze nie zdecydował, co zrobi po tym, jak w piątek przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) nie stawili się na jego „ostateczne wezwanie”, by sprzedać inwestorowi pozostające w rękach resortu akcje Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK).
To, że tego nie zrobią, było właściwie pewne. Elektrim z pewnością nie spodziewał się, że dojdzie do transakcji. Jego ubiegłotygodniowe pismo było raczej chwytem negocjacyjnym lub elementem przygotowań do ewentualnego procesu z MSP.
Strachy na Lachy
Czy sprawa trafi do sądu? Jeszcze nie wiadomo. Wprawdzie spółka groziła wszczęciem postępowania już kilkakrotnie, jednak na razie — jak twierdzą jej przedstawiciele — nie podjęła ostatecznej decyzji, co dalej. Wydaje się, że proces, który może potrwać nawet kilka lat, jest jej nie na rękę, bo nadal ciążą na niej zobowiązania związane z inwestycjami w PAK, które w takich okolicznościach niewygodnie byłoby realizować.
Z kolei MSP liczy, że negocjacje między Elektrimem a kontrolowanym przez państwo KGHM będą kontynuowane. Na razie zwaśnione strony rozmawiają za pośrednictwem prawników.
— Takie spotkanie odbyło się w ubiegłym tygodniu. Jest też planowane w tym — mówi Michał Krupiński, wiceminister skarbu odpowiedzialny za energetykę.
Dwie kwoty
Choć z oficjalnych wypowiedzi przedstawicieli Elektrimu wynika, że spór dotyczy formy wyjścia spółki z PAK (inwestor nie chce sprzedaży akcji, lecz odstąpienia od umowy), wydaję się, że sedno konfliktu stanowią rozbieżności w sferze oczekiwań cenowych.
Elektrim chciałby zwrotu nakładów, które szacuje na blisko 2 mld zł. Wstępna wycena dokonana przez KGHM opiewa prawdobnie na mniej więcej połowę tej kwoty.
— Zależy nam na tym, żeby rozmowy trwały, ale nie możemy wpływać na cenę. To sfera decyzji korporacyjnych KGHM i Elektrimu — mówi Michał Krupiński.



