Latają, pływają, jeżdżą koleją, pracują w kopalniach i na platformach wiertniczych. Służyły nawet podczas operacji „Pustynna Burza”.
Mowa o transformatorach produkowanych przez firmę Elhand Transformatory, nagrodzoną przez nas Gazelą Biznesu.
— Będąc nauczycielem, trzeba mieć cierpliwość do braku pieniędzy — stwierdza Andrzej Herbowski, właściciel firmy z Lublińca w województwie śląskim.
On tej cierpliwości nie miał. Zanim w 1981 r. założył własną firmę, przez kilka lat, po ukończeniu Wydziału Elektrycznego opolskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej, uczył przedmiotów elektrycznych w lublinieckim technikum.
Wciąż na szczycie
— W stanie wojennym pracowałem w zakładzie zmilitaryzowanym, który produkował między innymi dynamit dla górnictwa i amunicję. Zwolniłem się i mając uprawnienia Stowarzyszenia Elektryków Polskich, zająłem się wykonywaniem pomiarów ochronnych — przeciwporażeniowych i odgromnikowych dla zakładów pracy, ale głównie dla kościołów w diecezji opolskiej. Było ich wtedy 644. Początkowo pracowałem sam. W ciągu roku byłem w stanie serwisować 250 obiektów. W prawie 200 założyłem nowe instalacje odgromnikowe — wspomina szef Elhandu.
Zrobił m.in. instalację odgromową na prawie półhektarowym dachu katedry w Nysie i oświetlenie krzyża na szczycie wieży klasztoru na Jasnej Górze.
— Pomagało mi doświadczenie alpinistyczne. W czasie studiów zostałem przewodnikiem tatrzańskim. Zdobyłem także mający 6100 metrów szczyt Kohi-Parshui w Hindukuszu — wyjaśnia Andrzej Herbowski.
Napięcie dla US Army
Pomysł, aby produkować transformatory, podsunął Herbowskiemu kolega. Pierwsze urządzenia małej mocy, tzw. sterownicze i separujące, powstały w 1990 r. W większości trafiły do Niemiec, bo tam znalazł się duży odbiorca. Rok później firma zarzuciła pomiary ochronne. W 250-metrowej hali 11 pracowników zajęło się wyłącznie produkcją transformatorów. Szef firmy był wtedy również zaopatrzeniowcem i rozwoził gotowe urządzenia.
— Nasza pierwsza poważna dostawa trafiła do żołnierzy armii USA, którzy zabrali transformatory na wojnę do Kuwejtu. Tamtejsze napięcie nie pozwalało bowiem na korzystanie chociażby z elektrycznych golarek produkcji amerykańskiej. Nasze urządzenia były więc bardzo przydatne — wspomina Andrzej Herbowski.
Morska przygoda
W połowie lat 90. rozpoczął współpracę ze Stocznią Gdynia.
— Przeczytałem w gazecie, że stocznia otrzymała pożyczkę i wznawia produkcję statków. Pojechałem więc zapytać, czy nie potrzebują do nich transformatorów. Złożyłem ofertę i zaczęliśmy współpracę. Wyposażyliśmy prawie 300 statków i okrętów, a w przygotowaniu jest kilkadziesiąt kolejnych — mówi właściciel Elhandu.
Przez kilkanaście lat firma wypracowała sobie silną pozycję w przemyśle stoczniowym. Ma certyfikaty Polskiego Rejestru Statków, Russian Maritime Register of Shipping, Bureau Veritas, Lloyd’s Register i — szczególnie ważny — uzyskany od Germanischer Lloyd — Recognition Certificate. Pełna lista certyfikatów i znaków jakości Elhandu jest jednak znacznie dłuższa.
Szczęśliwa hala
Na magazyn produktów gotowych firmy składa się zaledwie kilka regałów.
— Produkujemy głównie na indywidualne zamówienia, stąd i magazyn jest skromny. Nasze urządzenia pracują w Mennicy Państwowej, w szpitalnych salach operacyjnych, na kolei, w lotnictwie, na platformach wiertniczych, w górnictwie. To nasi klienci często nam mówią, gdzie widzieli wyroby Elhandu — zaznacza Adam Matera, dyrektor firmy, a prywatnie zięć właściciela.
Przed kilkoma laty Elhand rozbudował hale produkcyjne. Ostatni etap powiększania zakładu zakończył się w ubiegłym roku.
— Stara hala jest chyba szczęśliwa do robienia interesów. Kiedyś mnie się tam udało, a obecnie mój zięć ze wspólnikiem rozpoczęli w niej produkcję precyzyjnych łożysk do techniki liniowej — i także im się powiodło. Dziś wyroby ich firmy Rollico kupują między innymi producenci samolotów Air Bus i najwięksi światowi producenci łożysk — mówi z dumą Andrzej Herbowski.
W planach na najbliższe lata ma sukcesywną wymianę maszyn. Przyznaje, że w rozwoju jego firmy znacząco pomogły dotacje z funduszy europejskich. Otrzymał ich już siedem i stara się o kolejną.
— Muszę także oddać honor pracownikom. To dzięki ich rzetelnej pracy firma osiągnęła swoją pozycję na rynku. A część stosowanych przez nas urządzeń i rozwiązań to ich prace dyplomowe, inżynierskie lub magisterskie — podkreśla szef Elhandu.



