EN Celma odbija się od dna

Witold Nieć
opublikowano: 1999-12-08 00:00

EN Celma odbija się od dna

Goleszowską spółkę krępują zobowiązania wysokości 18 mln zł

ZWIĄZANI DŁUGAMI: Trudno dziś kierować firmą, która ma ponad 18 mln złotych zobowiązań. Tego się nie da od razu wyczyścić, to jest kula u nogi, która nie pozwala spojrzeć perspektywicznie — uważa Jerzy Karch, prezes EN Celma. fot. Andrzej Wawok

Management firmy Elektronarzędzia Celma z Goleszowa zapewnia, że od sierpnia — po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy — firma zaczęła wypracowywać zyski. Po dziewięciu miesiącach osiągnęły one niezbyt imponującą kwotę 80 tys. złotych. Spółce pomogły redukcja zatrudnienia i sprzedaż własnego biurowca cieszyńskiemu starostwu.

Wiosną 1999 roku wydawało się, że nadszedł kres polskiego producenta elektronarzędzi i że nic już nie jest w stanie uratować firmy, która potrafi generować tylko straty. Zdecydowano się na radykalne posunięcia — o 30 proc. zmniejszono zatrudnienie i wyodrębniono spółkę zależną Cefana, o którą teraz ubiegają się inwestorzy z Niemiec i ze Skandynawii. Według Jerzego Karcha, prezesa EN Celma, jej wartość to kwota 5,5 mln złotych. Z kolei według Edwarda Sikory, prezesa cieszyńskiej Celmy (będącej właścicielem EN Celma), może ona wynieść nawet 10 mln złotych. W każdym razie goleszowski producent elektronarzędzi liczy na to, że środki z ewentualnej sprzedaży Cefany pozwolą nie tylko na zmniejszenie zadłużenia firmy (18 mln zł), ale i na promocję nowych produktów.

Wcześniej czy później

Jerzy Karch nie ma wątpliwości, że spółce będzie potrzebny silny inwestor.

— Obroniliśmy się przed degradacją i spadkiem udziałów w rynku elektronarzędzi. Dostosowaliśmy zatrudnienie do poziomu sprzedaży i porządkujemy firmę od wewnątrz, ale wcześniej czy później będziemy potrzebowali silnego wsparcia z zewnątrz. To oznacza pozyskanie inwestora i nowych technologii — tłumaczy prezes Karch.

W Celmie uważają, że jeśli doszłoby już do negocjacji, to najważniejszym atutem jest udział w rynku elektronarzędzi. Ten zaś jest szacowany przez management firmy na 20 proc.

— Gdybyśmy chcieli szybko i niezbyt dalekowzrocznie działać, już byśmy byli połączeni ze słoweńską firmą ERO-Iskra. Choć jej oferta jest nadal aktualna, to ten ruch nic by nam nie dał. Oddalibyśmy odrobinę lepszej firmie rynek, nic nie zyskując. W tej chwili koncentrujemy się na działaniach kooperacyjnych — opowiada Jerzy Karch.

Jak tłumaczy, współpracą jest zainteresowany „duży koncern z kraju francuskojęzycznego”. Miałaby ona polegać na produkcji w Goleszowie komponentów do narzędzi.

Reklamowe ułamki

Polski rynek elektronarzędzi szacowany jest na 250 mln złotych rocznie. Przedstawiciele Celmy twierdzą, że utrzymują 20-proc. udział. Od dłuższego czasu wartość miesięcznej sprzedaży zamyka się kwotą 4 mln złotych.

— Istnieje szansa, że już ten rok zakończy się zwiększeniem udziału w rynku elektronarzędzi — twierdzi prezes Karch.

Nie wiadomo, czy słowa te znajdą pokrycie w rzeczywistości, skoro celmowskie nakłady na reklamę i promocję są ułamkiem kwot, jakie wydają na nie zachodni konkurenci.

— Nie będziemy konkurować z wielkimi koncernami. Znaleźliśmy nisze, do których one ze względów ekonomicznych nie wejdą — tajemniczo tłumaczy prezes Karch.