Epidemia koronawirusa dowodzi, ile warta jest wiara w wieczny postęp

opublikowano: 11-03-2020, 22:00

To prawda — Mick Jagger nie staje się młodszy, Paul McCartney z coraz większym trudem trafia w wysokie tony „Hey Jude”, a poziom Eurowizji spada na łeb, na szyję.

Na domiar złego mamy kryzys klimatyczny, plagę otyłości i hejt w sieci. Pewne rzeczy naprawdę są gorsze niż kiedyś. Ale to nie powód, żeby się smucić. Większość ponurych diagnoz współczesności rozmija się z faktami, więc rozchmurzmy się — nawołują piewcy niekończącego się postępu, według których świat może być tylko lepszy. Sztandarowym przedstawicielem tego nurtu jest Steven Pinker, psycholog z Harvardu, który na 650 stronach swojej ostatniej książki „Nowe Oświecenie” przekonuje, że ludzkości nigdy nie wiodło się tak doskonale.

Społeczeństwa stają się zdrowsze, bardziej wrażliwe na prawa człowieka, szczęśliwsze, lepiej odżywione i wyedukowane — podkreśla profesor.

Doskonale radzimy sobie z chorobami i nawet w uboższych regionach przybywa infrastruktury wodno-kanalizacyjnej. Rezultat: od drugiej połowy XVIII w. oczekiwana długość życia na świecie wzrosła z 30 lat do 71, a w niektórych krajach nawet do 81. Równie krzepiące analizy oferuje Johan Norberg, szwedzki historyk idei. W 1820 r. aż 94 proc. światowej populacji tkwiło w wyjątkowej biedzie (extreme poverty) — musiało przeżyć za mniej niż 10 centów, czyli obecnie równowartość dwóch dolarów. Dziś wskaźnik ten wynosi 11 proc. Przez ćwierć wieku, w latach 1990-2015, każdego dnia z krańcowego ubóstwa wychodziło 138 tys. osób. Niektórzy nadal cierpią nędzę i głód, ale te zjawiska mają obecnie marginalny charakter — argumentuje skandynawski uczony. Świat jest sto razy zasobniejszy niż dwa stulecia temu i realne staje się oczekiwanie, że wszelki niedostatek wkrótce odejdzie w niepamięć. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że wbrew temu, co głoszą kaznodzieje, moraliści i filozofowie, bogactwo w najmniejszym stopniu nie deprawuje ludzi. Przeciwnie — jesteśmy coraz milsi.

Walczymy z dyktaturami, rasizmem, prześladowaniem mniejszości. Wojny religijne zastąpił ekumenizm. Sprzeciwiamy się krzywdzeniu zwierząt. Rośnie ekologiczna świadomość konsumentów, którzy wybierają produkty firm odpowiedzialnie podchodzących do zasobów naturalnych. Wreszcie zaczęliśmy kierować uwagę na najtrudniejsze globalne wyzwania — zachwyca się australijski pisarz Mark Juddery w bestsellerowej książce „Coraz lepiej”.

Jest tylko jedno „ale”: historyczne i aktualne dane są bezużyteczne przy przewidywaniu przyszłości. To, że dzisiaj jest świetnie, wcale nie oznacza, że jutro będzie wspanialej.

25082f04-4285-11ea-b77f-2e728ce88125
Stać cię na więcej
Newsletter autorski Mirosława Konkela
ZAPISZ MNIE
Stać cię na więcej
autor: Mirosław Konkel
Wysyłany raz w tygodniu
Mirosław Konkel
Jesteś lepszy, niż ci się wydaje, ale nie tak dobry, jak mógłbyś być. Zapisz się na newsletter - znajdź inspiracje i odpowiedzi na ważne pytania.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Dobra passa wcześniej czy później się kończy — ostrzega Nassim Taleb, amerykański ekonomista libańskiego pochodzenia, który na potwierdzenie swojej tezy podaje przykład indyka.

Karmiony przez 1000 dni nabywa pewności, że hodowca ma dobre intencje. I wtedy… nadchodzi Dzień Dziękczynienia. Kto jeszcze w lutym mógł przypuszczać, że koronawirus sparaliżuje międzynarodowe rynki finansowe, światowe branże: lotniczą i turystyczną oraz uczelnie wyższe i szkoły, kina, teatry i kościoły, a nawet wybory prezydenckie w Polsce? Jasnowidz Krzysztof Jackowski prognozuje, że narastanie pandemii potrwa do 17 marca — potem nastąpi przełom i zacznie się powrót do normalności. Oby jasnowidz z Człuchowa miał rację. Jedno jednak nie ulega kwestii: obecna panika świadczy o tym, jak niepewne są opiewane przez Stevena Pinkera bezpieczeństwo, sukces gospodarczy i dobrostan.

Dlatego stanem domyślnym gatunku Homo sapiens powinien być pesymizm. Dzięki niemu wzorem naszych przodków będziemy szukać sposobów, by zrozumieć groźne sytuacje i radzić sobie z nimi. Oliver Burkeman, brytyjski publicysta, przypomina, że kult pozytywnego myślenia trwa nie dłużej niż od końca XIX w. Wcześniej trudniej było uniknąć patrzenia na śmierć i tragedie, więc ich nie lekceważono. Dopiero niedawno zaczęliśmy udawać, że wszystko ułoży się po naszej myśli, a z czasem liczba zmartwień się zmniejszy. Skąd pewność, że ludzkość nie cofnie się cywilizacyjnie? Wystarczy jakiś kataklizm, epidemia, by wróciły bieda, ciemnota i zwierzęca walka o przetrwanie. Na wierzch wyjdą wtedy najgorsze cechy ludzkiej natury.

Przypomnijmy sobie Rzymian, którzy dali nam drogi, akwedukty, kanalizację i wiele innych udogodnień, a w V w. ich wielkie imperium przeżyło upadek. Powędrujmy pamięcią do tzw. wielkiej rzezi, czyli I wojny światowej, i jej młodszej, jeszcze bardziej upiornej siostry — II wojny światowej. Ówczesne narody były dumne z nauki, technologii i intelektualnego potencjału człowieka. Nie powstrzymało to ich jednak przez barbarzyństwem, którego nie powstydziliby się nasi praprzodkowie z jaskiń. To Nassim Taleb ma rację: przyszłość wcale nie musi być lepszą wersją teraźniejszości. Optymiści, którzy głoszą, że z każdego kryzysu wyjdziemy suchą stopą, zarażają nas kłamliwą ideą — może nawet bardziej niebezpieczną, niż szalejący na świecie wirus.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu