Europejscy inwestorzy nie byli tak wielkimi optymistami jak ich koledzy ze Stanów Zjednoczonych. Środowe notowania na giełdach Starego Kontynentu były więc tak udane jak wtorkowe w USA. Mimo mocnych porannych zwyżek na części azjatyckich parkietów i mocnego początku w Europie w kolejnych godziny handlu indeksy falowały.
Po południu wskaźniki poszły w górę, choć spadkowe otwarcie w USA hamowało popyt. Niezdecydowanie inwestorów można tłumaczyć obawami o realizację zysków na Wall Street po spektakularnym wzroście i niepokojem związanym z publikacją prognoz gospodarczych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uważa bowiem, że prawdopodobieństwo ogólnoświatowej recesji wynosi 25 proc. Agencja Fitch Rating ostrzegła przez znaczącym spowolnieniem największych światowych gospodarek. Po bardzo słabych danych o marcowej sprzedaży aut w USA w niełasce graczy znalazły się walory europejskich producentów. Spadały notowania koncernu Daimler. Analitycy Morgan Stanley obniżyli rekomendację dla tych papierów do „niedoważaj”.
Tadeusz
Stasiuk