Katedry w Kolonii i Buenos Aires, Teatr Bolszoj w Moskwie, metro w Hamburgu, tunel pod rzeką Hudson w Nowym Jorku, a nawet sala balowa na legendarnym Titanicu. Co je łączy? Posadzki z wytwórni Villeroy Boch. Takich miejsc jest więcej — ponad 260-letnia historia firmy zobowiązuje.
Zaczęło się bojowo — od produkcji kul armatnich. Francois Boch, mieszkaniec Audun-le-Tiche w Lotaryngii (obecnie wschodnia Francja), postanowił jednak porzucić artyleryjski fach na rzecz swojskiego garncarstwa. Być może wyczuł biznes nosem? W tym czasie wyroby ceramiczne były produktem niezwykle ekskluzywnym — sprowadzane z Chin i Japonii trafiały tylko na arystokratyczne i królewskie stoły. W 1748 r. Francois Boch otworzył małą pracownię garncarską. Był przedsiębiorczy, dlatego w wielkim sekrecie utrzymywał skład masy ceramicznej i metody wypalania. Wyroby z metką Bocha — talerze, spodki, filiżanki i wazy na zupę — szybko znalazły nabywców poza rynkiem lokalnym: trafiały na stoły Luksemburga, który wówczas należał do austriackich Niderlandów.
Przedsiębiorczość nie była domeną tylko Bocha seniora. Dwie dekady później inicjatywę przejęli trzej synowie założyciela: Jean-Francois, Dominique i Pierre-Joseph. Dzięki poparciu cesarzowej Marii Teresy, zakochanej w ceramicznych wyrobach rodziny Bochów, założyli w Septofontaines koło Luksemburga fabrykę fajansu. Do dziś wytwórnia nosi nazwę Manufacture Imperiale et Royale.
Gdyby to miało miejsce we współczesnych realiach, być może zakład mógłby liczyć na unijne wsparcie — bez przerwy opracowywano tam innowacyjne metody produkcji. Wynaleziono energooszczędny piec do wypalania, który zamiast drewna spalał węgiel, wdrożono wczesnoindustrialną produkcję seryjną i udoskonalano masę ceramiczną. Aby ułatwić dystrybucję do północnej części austriackich Niderlandów (obecnie Królestwo Belgii), Boch kupił magazyn w Brukseli.
Biurko w klasztorze
Rodzina przywiązywała wagę do nieruchomości. Na początku XIX w. najstarszy syn Bocha, Jean-Francois, kupił w Mettlach nad rzeką Saarą (obecnie zachodnie Niemcy) barokowy budynek opactwa benedyktyńskiego, zlaicyzowanego jeszcze przez Napoleona Bonaparte. W tym miejscu powstała trzecia fabryka naczyń ceramicznych, a dziś mieści się tam główna siedziba władz firmy.
— Stare opactwo w Mettlach — inni mogliby tylko marzyć o takim miejscu pracy. Ja sam o tym marzyłem! Okolica wręcz oddycha historią. Wszędzie spotykasz się z wielkością i dostojeństwem. To robi ogromne wrażenie, ale nie onieśmiela. Jest ekscytujące i inspirujące — mówi Kai Steffan, dyrektor kreatywny firmy.
Nadrzeczne położenie miało także podstawy ekonomiczne — Saarą znacznie łatwiej i taniej transportowano surowce i gotowe wyroby. Nie była to jedyna decyzja Jeana-Francois nadająca firmie kierunek rozwoju. Projektowane przez niego maszyny stały się standardem w ceramice na wiele dekad. Był absolwentem uczelni technicznej Ecole de Science w Paryżu i wymyślił nowy system wypalania, który dał firmie technologiczną przewagę nad konkurencją. Również dzięki jego pomysłom udoskonalono tworzywo, z którego powstał jasny i twardy fajans.
Podwójne zaślubiny
W 1821 r. Jean-Francois — by ułatwić pracę twórczą swoim projektantom — zaczął tworzyć w Mettlach kolekcję współczesnej i historycznej ceramiki głównie z Europy Środkowej i regionu Morza Śródziemnego. Pod koniec XIX w. firma miała już jeden z najlepszych prywatnych zbiorów ceramiki w Niemczech (obecnie przechowywany w Muse-um of Ceramics Mettlach).
Przełom w dziejach firmy nastąpił w 1836 r. Ze względu na kiepską sytuację ekonomiczną fabryka fajansu Bocha połączyła się z oddalonym o 50 km, a działającym od 1791 r. zakładem w Wallerfangen, należącym do Nicolasa Villeroya. Wcześniej ten wytwórca zdobywał doświadczenie we Frauenbergu w Lotaryngii, gdzie się uczył fachu od Anglików. To właśnie on stosował nowoczesne techniki dekoracji zastawy stołowej, przez co możliwa się stała efektywna kosztowo produkcja seryjna. Dzięki doś- wiadczeniu we współpracy z Wyspiarzami w 1852 r. w wytwórni zaczęła powstawać bone-china — najszlachetniejsza odmiana porcelany. Rodziny połączył nie tylko biznes: w 1842 r. Eugen, syn Bocha seniora, poślubił wnuczkę Villeroya.
Przymusowa przeprowadzka
W tym samym czasie firma zdobywała coraz to nowe rynki. Jej wyroby trafiały m.in. na stoły w Szwajcarii, Francji i Polsce, a także do Ameryki Północnej i Południowej. Z biegiem lat asortyment się rozszerzał: w połowie XIX stulecia rozpoczęto produkcję płytek ceramicznych, na początku XX w. — ceramiki sanitarnej. Następnie wprowadzono produkty z kryształu, sztućce, obrusy i upominki. Firma wykorzystywała talent własnych projektantów i współpracowała z artystami zewnętrznymi. Sukces odniosła m.in. kolekcja sztućców i kryształów zaprojektowanych w 1987 r. przez Palomę Picasso, córkę sławnego malarza.
Po I wojnie światowej zarządzający firmą musieli podjąć strategiczne decyzje. Region Saary, gdzie znajdowały się główne włości firmy Villeroy Boch, został odcięty od Niemiec i fabryki nie mogły już dostarczać ceramiki na tamtejszy rynek. Decyzja? Kupujemy fabryki w Bonn i we Wrocławiu.
Druga wojna światowa doprowadziła firmę niemal do ruiny. Wszystkie fabryki zostały zniszczone, a ich pozostałości we Wrocławiu, Dreźnie i Torgau wywłaszczono. Był to najtrudniejszy okres w historii spółki, jednak doświadczeni menedżerowie zdołali ją podnieść. W latach 70. ceramika Villeroy Boch trafiła do Japonii, zyskała też popularność w USA.
Filantropia
Zarządzający firmą od początku przywiązywali wagę do działalności społecznej. Początek aktywności filantropijnej to 1792 r., kiedy Dominique i Jean-Francois otworzyli sierociniec w Eich niedaleko Luksemburga. W 1812 r. trzeci z braci, Pierre-Joseph, założył stowarzyszenie Antonius Guild (od imienia patrona garncarzy). Miał to być wyraz wdzięczności wobec wolontariuszy, którzy pomagali w odbudowie fabryki w Septofontaines, zburzonej podczas rewolucji francuskiej. Instytucja finansowo wspierała chorych pracowników fabryki i wypłacała emerytury. Działalność stowarzyszenia miała ważne konsekwencje: 70 lat później wzorował się na nim Otto von Bismarck, tworząc system niemieckiej opieki socjalnej. Pomysł podpatrzył także ówczesny konkurent Bochów Nicholas Villeroy i założył identyczną organizację dla swoich pracowników w Wallerfangen.
Kilkanaście lat później trzy pokolenia Villeroyów — Nicholas, jego syn Charles-Ambroise i wnuk Nicolas-Addolphe de Galhau — powołały do życia organizację wspierającą nie tylko pracowników fabryki, ale całą społeczność miasteczka. Pomagała w budowie domów, kościołów, szpitali, parków i budynków użyteczności publicznej.
W tyle nie pozostawała familia Bochów. Dzięki staraniom Eugena w Mettlach powstał szpital dla pracowników fabryki i ich rodzin, przedszkole, szkoła szycia, szkoła gotowania i dom starców. W latach 70. XIX wieku otwarto także szkołę rysunku, w której projektanci mogli rozwijać swoje umiejętności.
Były kanclerz Niemiec Helmut Kohl określił kiedyś firmę Villeroy Boch mianem "Europejczyków od pierwszego pokolenia". W ciągu 260 lat firma zdołała jednak zamienić europejskość na globalność.
Idziemy na zakupy, czyli giełda i przejęcia
Lata 90. to czas debiutu na giełdzie i przejęć spółek w wielu krajach europejskich: Ucosan w Danii, db Das Bad w Austrii, Alfoldi Porcelangyar na Węgrzech, Mondial w Rumunii, włoskiej Ceramica Ligure, Svenska Badkar w Szwecji, Vagnerplast w Czechach.
— Po udanej ekspansji na rynku europejskim w ostatnich 15 latach teraz wzmacniamy obecność w innych regionach świata. Kupując zakłady produkcyjne w Meksyku i Tajlandii, zamierzamy wykorzystać potencjał marki premium na rynkach Azji i Ameryki. Naszym celem jest zwiększenie sprzedaży poza Europą o 30 proc. — zapowiada Manfred Finger, członek zarządu Villeroy Boch.
W kryzysowym 2009 r. dochody Grupy spadły o 15 proc. i osiągnęły 715,3 mln euro.
— Zgodnie z przewidywaniami sytuacja na rynku wciąż jest nie najlepsza. W pierwszym kwartale 2010 r. sprzedaż sięgnęła 177,9 mln euro, co oznacza spadek o 2,4 proc. — dodaje Manfred Finger.
