W ostatnim tygodniu kończącym się w poniedziałek najlepszy był PZU Akcji Nowa Europa. Jego klienci zarobili w tym krótkim czasie aż 5,4 proc. To dużo, bo przez cały ostatni rok ten produkt osiągnął stopę zwrotu na poziomie 13,2 proc. Drugi w kolejności BPH Akcji Europy Wschodzącej zarobił dla klientów 4,7 proc., podczas gdy w całym roku — „zaledwie” 15,49 proc. Zadowoleni mogą być też klienci PKO/Credit Suisse. Przez kilka dni ich portfel urósł o 3,8 proc., wobec 20 proc. w skali całego roku. Znacznie gorzej wypadły natomiast fundusze azjatyckie. Pioneer subfundusz Akcji Rynków Dalekiego Wschodu między 4 a 10 grudnia zarobił dla klientów 0,3 proc. Aktywa AIG Parasol Podatkowy AIG Subfundusz Akcji Chińskich i Azjatyckich spadły zaś 0,6 proc.
Międzynarodowy kapitał bywa kapryśny. Jeszcze w październiku to właśnie
rynki azjatyckie przyciągały najwięcej gotówki. Z danych agencji Bloomberg
wynika, że międzynarodowe fundusze inwestycyjne ulokowały tam netto aż 8,45 mld
USD. To ponad połowa świeżego kapitału, jaki trafił wówczas do funduszy
działających na wszystkich rynkach wschodzących. Podobnie było we wrześniu. Na
parkiety azjatyckie napłynęło wtedy 6,24 mld USD. Wszystko co dobre, szybko się
kończy. Jesienna moda na Azję nakręciła wzrosty na giełdach, a popularny
wskaźnik cena do zysku (pokazuje, ile razy wartość rynkowa spółki przekracza
wypracowany przez nią zysk) dla głównego indeksu giełdy w Szanghaju skoczył z 30
w połowie lipca do ponad 45 pod koniec października. To skusiło wielu inwestorów
do realizacji zysków. W listopadzie międzynarodowi zarządzający wycofali z
parkietów azjatyckich 3,8 mld USD. Zachęciła ich do tego niepewna sytuacja na
światowych rynkach finansowych, będąca pokłosiem kryzysu w sektorze ryzykownych
kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy wiedzą jedno:
nerwowość na parkietach w pierwszej kolejności uderza w bardziej ryzykowne
rynki. I tak też się stało.
Ostatnie dwa tygodnie przyniosły znaczącą poprawę nastrojów na rynkach
wschodzących. Sprzyja im obecna polityka monetarna Fed. Cykl cięć stóp
procentowych za oceanem obniża bowiem opłacalność amerykańskich obligacji i kurs
dolara. W konsekwencji rynki wschodzące stają się atrakcyjniejsze dla
międzynarodowych zarządzających do lokowania pieniędzy. Jak pokazują ostatnie
statystyki, międzynarodowi zarządzający nie wybierają już Azji. Powód? Tamtejsze
spółki nadal postrzegane są jako drogie. Pieniądze nie cierpią próżni.
Zagraniczne fundusze błyskawicznie znalazły alternatywę. Tym razem padło na
Moskwę.
Głównym atutem Rosji jest związek z drożejącymi surowcami. Od 22
listopada indeks rosyjskich blue chipów, MICEX 10, wzrósł aż o 8,7 proc. To
zasługa właśnie międzynarodowych zarządzających. Trudno o wyliczenia, ile
gotówki trafiło ostatnio na ten rynek. W pierwszym tygodniu grudnia do funduszy
dedykowanym wszystkim rynkom wschodzącym napłynęło netto 2,5 mld USD. Zastrzyk
gotówki (około 409 mln USD) dostały także produkty typu BRIC, czyli takie które
inwestują w Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach. Czy moda na Rosję także
przeminie? Jeśli międzynarodowe fundusze wpompują tam zbyt dużo kapitału, to
lada miesiąc może powtórzyć się scenariusz z dalekich Chin.
Euforia w paŹdzierniku, ucieczka w listopadzie
Międzynarodowe fundusze
działające na poszczególnych rynkach
Przepływy (w mln USD) w październiku i w listopadzie
Polski 25 i -177
Europejskie wschodzące 152 i -861
Azjatycki 8451 i -3848
Ameryki Łacińskiej 1821 i -310
BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) 1697 i 296
Wszystkie wschodzące 7269 i -1876
Razem 19 976 i -6307