Wirecard był do połowy ubiegłego roku jedną z najwyżej ocenianych niemieckich firm. Operator płatności wchodził w skład indeksu niemieckich giełdowych blue chipów. W czerwcu Wirecard ogłosił niespodziewanie, że EY, audytor spółki, nie chce zatwierdzić jej sprawozdania finansowego, bo nie może doliczyć się 1,9 mld EUR. Okazało się, że to kwota oszustw księgowych w spółce dokonanych przez członków jej władz i w ciągu tygodnia Wirecard upadł. Wywołało to skandal w Niemczech. Pojawiły się pytania m.in. o rzetelność audytu w spółce. Wskazywano, że o wątpliwościach dotyczących finansów Wirecardu pisał w 2019 roku The Financial Times.
Zeznając w piątek przed komisją niemieckiego parlamentu Christian Orth, partner EY powiedział, że audytor sprawdzał doniesienia gazety, ale wykrył jedynie, że nieprawidłowości dotyczyły tylko kilku osób w biurze spółki w Singapurze. Nie znaleziono dowodów wskazujących na nieprawidłowości wynikające z działań władz spółki
- Była grupa przestępców, która oszukała wszystkich, w tym nas w EY – powiedział Orth. – To zaszkodziło EY, ale także całej naszej profesji – dodał.