Facebook za drogi dla krajowych TFI

  • Jagoda Fryc
16-05-2012, 00:00

Firma Marka Zuckerberga nie elektryzuje polskich funduszy. Cena akcji spółki jest zbyt wygórowana, a perspektywy biznesu coraz mniej obiecujące

Światowy potentat branży mediów społecznościowych zadebiutuje na rynku Nasdaq już w najbliższy piątek. O dużym zainteresowaniu walorami spółki świadczy podwyższenie widełek cenowych z 28–35 USD do 34-38 USD za papier. Przy takiej wycenie kapitalizacja Facebooka ma wynieść od 93 do 104 mld USD. Za oceanem inwestorzy już ustawiają się w kolejce do zakupu. W Polsce entuzjazm jest nieco przygaszony. Analitycy giełdowi i zarządzający funduszami uważają, że cena akcji jest zbyt wysoka i pozostawia niewielki potencjał wzrostu.

— Przeanalizowaliśmy rzetelnie ofertę i wycena tego podmiotu w stosunku do generowanych obecnie wyników jest bardzo ambitna. Przy dolnych widełkach cenowych mnożnik cena/zysk za 2011 r. wynosi 70 — tłumaczy Michał Cichosz, zarządzający funduszami Skarbca TFI. Jarosław Niedzielewski, zarządzający funduszami Investors TFI, traktuje debiut Facebooka bardziej jako miernik pokazujący nastroje na amerykańskim rynku akcji niż jako temat inwestycyjny.

— Z jednej strony wynika to z podobnego problemu, jaki ma z Facebookiem Warren Buffett, który zgodnie ze swoją zasadą stwierdził, że nie inwestuje w biznes, którego działalności nie rozumie. Z tej perspektywy zdecydowanie bliższy jest mi temat spółek technologicznych, takich jak Apple, IBM czy Microsoft, które sprzedają namacalny produkt — mówi Jarosław Niedzielewski, zarządzający funduszami Investors TFI.

— Nie rozważamy inwestycji w akcje Facebooka ze względu na zbyt wysoką cenę akcji. Dane wskazują, że możemy mieć do czynienia z bańką spekulacyjną. Dynamika rozwoju firmy jest imponująca, ale cena akcji uwzględnia realizację bardzo pozytywnego dla spółki scenariusza, dlategozalecamy ostrożne podchodzenie do tej inwestycji — dodaje Bartosz Dębowski.

Wyśrubowana wycena

Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, trudno jest usprawiedliwić wycenę Facebooka na poziomie 100 mld USD za biznes generujący 3,7 mld USD przychodów i 1 mld USD zysków. Bardziej racjonalnie wygląda to w przypadku Google’a, który przy przychodach rzędu 40 mld USD i zyskach wynoszących 10 mld USD osiąga kapitalizację w wysokości 200 mld USD.

— W przypadku takich spółek jak Apple jest trochę łatwiej określić prawdopodobieństwo popytu na produkty i usługi firmy w przeciągu kilku lat naprzód. Poza tym, pomimo największej kapitalizacji na świecie tej spółki, wycena Apple’a w relacji do generowanych zysków jest dość atrakcyjna, bo mnożnik C/Z wynosi tylko 12 — uważa Michał Cichosz.

Nieciekawe perspektywy

Inwestycja w akcje Facebooka może być bardziej ryzykowna, niż się wydaje. Wszystko dlatego, że efekt nowości portalu, który w największym stopniu decyduje o jego sukcesie, powoli zaczyna słabnąć.

— Rynek internetowy nie jest prosty, o czym przekonały się wcześniejsze „gwiazdy” — Yahoo czy Google. Jeśli liderzy nie pozostają pionierami we wdrażaniu nowych rozwiązań, w szybkim tempie może się pojawić konkurent, który zagrozi ich pozycji. Jest to istotne ryzyko dla inwestycji w tej branży, także dla Facebooka — uważa Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI.

Podobnego zdania jest Jarosław Niedzielewski, który uważa, że inwestując w wirtualne firmy, jak LinkedIn czy Facebook, trzeba pamiętać o tym, jak łatwo i szybko można przejść z pozycji bohatera do zera. Przykładem jest firma MySpace, która w 2005 r. została kupiona jako niekwestionowany, światowy lider portali społecznościowych, za 580 mln USD przez koncern Ruperta Murdocha. W połowie ubiegłego roku została odsprzedana za ułamek tej sumy (35 mln USD).

— Sukces takich firm leży w rękach internautów, których sympatia szybko może ulec zmianie. W przeciwieństwie do produktów Apple’a, gdzie trzeba wyłożyć duże pieniądze, żeby stać się członkiem ekskluzywnego grona posiadaczy gadżetów z logo w postaci jabłuszka, w przypadku portali społecznościowych, wypisanie się z jednej wspólnoty i dołączenie do innej nie wiąże się z istotnymi kosztami. Dlatego spółka MySpace, która jeszcze w latach 2005-08 jako największy w Stanach portal (po Google’u) miała 110 mln użytkowników, teraz jest na dalekich miejscach z liczbą 24 mln członków — dodaje Jarosław Niedzielewski.

Nieco większym optymistą jest natomiast Jeroen Brand, zarządzający funduszem ING IT Fund. Jego zdaniem, sektor IT i nowych technologii jest atrakcyjny i ma dodatkowo przewagę w postaci oferowania nowych usług, jak technologie mobilne czy cloud computing.

— To wszystko sprawia, że zmienia się globalny sposób komunikacji, a w konsekwencji prowadzenia biznesów, zwiększając efektywność i wydajność — dodaje Jeroen Brand.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Facebook za drogi dla krajowych TFI